Dniepr – miasto, które płynie w ukryciu

Zanim przejdę do rzeczy, słówko o nazewnictwie. Kilka lat temu miasto zostało zdekomunizowane i z nazwy odcięto końcówkę „pietrowsk”. Wcześniej nie zdawałem sobie sprawy, że „Dniepropietrowsk” może być sprawką komunistów, ale okazuje się że tak! Nazwa upamiętniała bowiem bolszewika Hryhorija Pietrowskiego. W tekście będę konsekwentnie stosował nazwę Dniepr w odniesieniu do miasta (i rzeki), nazwę Dnipro w stosunku do klubu piłkarskiego, a nazwę Dniepropietrowsk tam, gdzie będzie mowa o wydarzeniach sprzed dekomunizacji.

Oficjalną nazwę miasta pomaga utrwalić klasyczna instalacja z serduszkiem.


Kolega, z którym byłem w Dnieprze, określił go mianem najmniej znanego milionowego miasta Europy. Trudno o lepsze podsumowanie miejsca Dniepru w świadomości turystów. W moich doświadczeniach sprzed wyjazdu pojawił się on dwukrotnie. Pierwsze skojarzenie to oczywiście piłka nożna i myślę, że ono akurat jest powszechne. Wszystko za sprawą klubu Dnipro Dniepropietrowsk, który parę lat temu regularnie toczył boje w europejskich pucharach. Drugie skojarzenie było muzyczne. W Dniepropietrowsku wychował się pan o pseudonimie Capital Bra, niemiecko-ukraiński raper, który w ostatnich latach osiągnął oszałamiający sukces i przebił Beatlesów pod względem liczby wejść na szczyt niemieckich list przebojów.

Futbol i rap to uniwersalia, które mogą wydarzyć się wszędzie na świecie. Skojarzenie, że Dnipro to klub sportowy, tak mocno zagnieździło się w mojej głowie, że do dzisiaj mam dziwne uczucie gubiąc końcówkę „pietrowsk” w nazwie miasta. A jednak Dniepr to więcej niż Dnipro, więcej niż futbol. Znacznie więcej. To wciągająca metropolia, którą warto odkryć podążając wzdłuż mało turystycznych szlaków. Zaproponuję Wam dzisiaj trzy z nich.

Dworzec Główny – miejsce, w którym rozpoczęła się moja przygoda z Dnieprem.


Nad Dnieprem w Dnieprze


Od czego zacząć zwiedzanie Dniepru? Nie ulega wątpliwości, że najlepiej od Dniepru. Moim punktem startowym była niewielka nadbrzeżna Cerkiew św. Jana Chrzciciela, spod której rozciągał się widok na charakterystyczną bryłę nigdy nieukończonego hotelu Parus (ros. Żagiel). Kiedyś miał to być luksusowy gmach ze świetnym widokiem na miasto, ale rozpoczęta jeszcze za Breżniewa budowa została porzucona w dobie wielkich przemian lat 90-tych. Wkrótce 32-piętrowy budynek zaczął niszczeć. W XXI wieku Parus stał się popularny wśród urban explorerów (wg. aktualnych informacji nie ma już możliwości wejścia na jego teren), a przed kilkunastu laty w ruinach mieli ukrywać się tzw. Maniacy z Dniepropietrowska, najsłynniejszy ukraiński duet seryjnych morderców. Dzisiaj nieukończony hotel dominuje nad brzegiem Dniepru niosąc ze sobą patriotyczne przesłanie – na ścianie wymalowano wielkie godło Ukrainy.


Podczas spaceru naddnieprzańską promenadą raz za razem dostrzegałem kolejne radzieckie pomniki, ale moją uwagę przyciągała raczej postsowiecka architektura wymieszana z błyszczącymi w słońcu współczesnymi inwestycjami. I tak od mających swoje oczywiste osadzenie w czasie gmachach Cyrku Państwowego i Hotelu Dniepropietrowsk dotarłem pod dzielnicę nowoczesnych biurowców, które równie dobrze mogłyby powstać gdzieś w szybko rozwijających się azjatyckich metropoliach. W Dnieprze widać pieniądze i pod tym względem centrum miasta zrobiło na mnie wrażenie nie mniejsze niż Kijów. Ale wróćmy nad rzekę, bo o hrywnach będzie jeszcze okazja porozmawiać.


Będąc w Dnieprze nie sposób nie wybrać się na Wyspę Klasztorną (dawniej Komsomołską, ale jak wiadomo zmieniły się priorytety). Gości wita tam majestatyczny pomnik Tarasa Szewczenki, który góruje nad niepozorną Cerkwią św. Mikołaja. Wyspa wzięła swoją nazwę od istniejącego tu w średniowieczu klasztoru, po którym od wieków nie ma śladu, a wspomniana cerkiew niedawno obchodziła 20-te urodziny. Dzisiaj religia ustępuje rozrywce i podkręconej przyrodzie. Tą drugą reprezentują m.in. sztuczne wodospady, tą pierwszą – wesołe miasteczko i infrastruktura wypoczynkowa. O ile nie mam żadnych uwag do wodospadów (poza tym, że zimą nie działały), o tyle oferta rekreacyjna Wyspy Klasztornej nie wzbudziła mojego zaufania. Infrastruktura wydaje się być zapuszczona od lat, a standardy atrakcji takich jak minizoo czy akwarium budzą wątpliwości nie tylko obrońców praw zwierząt. Wszystko to sprawia wrażenie, jakby zatrzymało się w czasach Wyspy Komsomolskiej. Ale to przecież też ma swój urok. Całość wieńczy szeroka plaża, która latem musi tętnić życiem. Klimat Wyspy Klasztornej jest zatem rozwieszony między śródmiejsim wypoczynkiem a powolnym rozpadem dawnego świata.

Nie bądźmy zbyt pesymistyczni – na zdjęciu zdecydowanie mocna strona Wyspy Klasztornej.


Za wyspą rzeka gwałtownie skręca na południe, ale turyści niewiele stracą porzucając jej bieg. Ci, którzy w Dnieprze zaplanowali kilka luźnych dni, mogą wybrać się pod gmach Pałacu Dzieci i Młodzieży albo do małego muzeum techniki „Maszyny Czasu”. Ale tak jak mówię – byłem, widziałem, i na liście must-see bym tej części miasta nie umieścił. Po zejściu z Klasztornej lepiej bowiem udać się do Parku Kultury i Wypoczynku im. Tarasa Szewczenki.

Restauracja Majak, niczym prawdziwa latarnia morska, dominuje nad brzegiem Dniepru.


Dostępu do parku strzeże kolejny majestatyczny, opuszczony gmach. Wychodzi z tego ładna klamra, bo zaczynając spacer od ruiny hotelu Parus kończymy go pod ruiną restauracji Majak (ros. Latarnia morska). Sześciopiętrowy brutalistyczny budynek został wzniesiony w latach 70-tych na miejsce wcześniejszego, istniejącego od lat 30-tych. We wnętrzu urządzono kilka sal o róznym przeznaczeniu i stopniu formalności. Dzisiaj Majak jest w opłakanym stanie, podobnie jak jego otoczenie, na które składa się m.in. coś w stylu opuszczonego toru kartingowego.

Kawałek za parkiem Szewczenki zaczyna się centrum miasta i przecinająca je aleja Dymitra Jawornickiego. To tutaj bije kulturalno-naukowe serce Dniepru. Spacerując w stronę Muzeum Historycznego mijamy Pałac Studentów lokalnego uniwersytetu, Sobór Przemienienia Pańskiego i kilka pomniejszych instytucji. Na sąsiadującym z muzeum skwerze im. Iwana Starowa zacząłem drugi rozdział zwiedzania Dniepru.


Przerwane historie

Tuż obok Muzeum Historycznego znajduje się jedna z najważniejszych wystaw w Dnieprze. Sowiecka diorama „Bitwa o Dniepr” ustąpiła tutaj miejsca Pierwszemu Muzeum ATO. Pod nazwą ATO ukrywa się Operacja Antyterrorystyczna, czyli dawna oficjalna nazwa ukraińskich działań w Donbasie.


To mocna wystawa, której nie warto pomijać. Przede wszystkim dlatego, że opowiada o dramatach dziejących się aktualnie w sąsiednim kraju. Mam na myśli poziom obcowania z doświadczeniem wojny, dla którego ciężko znaleźć europejskie porównanie – nawet na Bałkanach rany krwawią już mniej. Najbardziej zapadła mi w pamięć plenerowa ekspozycja wojennych pamiątek – zniszczonych pojazdów i przestrzelonych znaków z nazwami miejscowości.


Staram się nie wchodzić na blogu w politykę, ale zaznaczę, że narracja w tego typu miejscach jest z reguły mocno czarno-czerwona. Nie inaczej jest w Dnieprze, gdzie barwy UPA i gloryfikacja wątpliwej ideologicznie Brygady Azow są czymś normalnym. Pamięć o ofiarach toczącej się na wschodzie kraju wojny obecna jest nie tylko w muzeum, ale też w przestrzeni publicznej. Tak jak w przypadku położonego w innej części centrum Parku Bohaterów, gdzie odbywają się modlitwy za poległych i walczących. Dniepr był i jest blisko wojny. To widać.


Drugim miejscem, które w Dnieprze po prostu trzeba zobaczyć, jest Centrum Menora. Imponująca bryła w kształcie świecznika to sprawka dwóch lokalnych oligarchów żydowskiego pochodzenia, Hennadija Boholubowa i Ihora Kołomojskiego. To znany duet przedsiębiorców, których największą inwestycją stał się Privat Bank, a ich „poboczne” projekty obejmują udziały w takich branżach jak media, lotnictwo i sport.

Menora nocą. Na pierwszym planie Synagoga Złota Róża.


Menora to nowoczesne centrum kulturalno-konferencyjne zawierające w sobie sklepy, restauracje i hotele. Stanowi jedno z największych centrów kultury żydowskiej na świecie (niewykluczone, że nawet największe). Integralną częścią budynku jest klasycystyczna Synagoga Złotej Róży, pochodząca z XIX wieku i gruntownie odbudowana przed kilkoma laty. Mnie najbardziej interesowało tam Muzeum Pamięci Żydowskiej i Holokaustu. Zorganizowana na dwóch piętrach wystawa podzielona jest na dwie części – pierwsza opowiada o życiu zniszczonym przez Holokaust, druga o Zagładzie. To świetna wystawa, mająca oczywiście swoje lokalne uwarunkowania, ale przygotowana na wysokim poziomie artystycznym i merytorycznym. Można wręcz powiedzieć, że sposób wykonania Menory jest nieco wyjęty z otaczającego go świata – zupełnie niczym majątki oligarchów.

Wystawa łączy w sobie informacje historyczne z elementami sztuki. Przywołuje też najsłynniejsze symbole Zagłady.


Niedaleko głównej ulicy znajduje się jeszcze jeden pomnik przerwanej historii. Nazywa się Dnipro Arena i miał być jednym ze stadionów EURO 2012, które Ukraińcy organizowali wspólnie z nami. Ale wskutek decyzji administracyjnych Dniepropietrowsk nie znalazł się wśród miast-gospodarzy, a mogący pomieścić ponad 30 000 kibiców obiekt ujrzał tylko mecze lokalnej drużyny piłkarskiej. Niezłe mecze, bo Dnipro przez lata było czwartą siłą w liczącej się w Europie lidze ukraińskiej. Finansowego wsparcia drużynie udzielał nie kto inny jak Kołomojski. W 2015 roku piłkarze znad Dniepru zagrali nawet w finale Ligi Europy w Warszawie, gdzie ulegli hiszpańskiej Sevilli z Grzegorzem Krychowiakiem w składzie (i na liście strzelców). Ale dzisiaj to już odległa historia. Bo dwa lata po EURO, które mialo oznaczać wielki krok naprzód, Ukrainę zaczęła wyniszczać wojna. Kryzys nie oszczędził sportu – trzy lata po warszawskim finale Dnipro Dniepropietrowsk przestało istnieć. Dzisiaj lokalny futbol powoli się odbudowuje, już bez stałego dopływu gotówki od oligarchów.

Nie mam ładnego zdjęcia Dnipro Areny, więc wrzucę ciekawostkę z Muzeum Historycznego – w Dnieprze żywa jest pamięć o działalności Nestora Machno, anarchistycznego działacza, który w dobie rewolucji październikowej próbował tworzyć autonomiczne komuny na wschodzie Ukrainy. Po kilku latach i balansowaniu na granicy różnych opcji politycznych Machnowszczyna została rozbita przez Bolszewików.


Najkrótsze metro Europy?


Centrum Dniepru to idealne miejsce, by pozwolić sobie na swobodny dryf wzdłuż ulic i zabudowań. Miłośnicy historii i kultury znajdą tam wiele muzeów i teatrów mieszczących się w budynkach z przeróżnych epok – od klasycyzmu po solidny modernizm. Odpocząć od zwiedzania można w parku Łazara Hloby, w którym czuć jeszcze dawną epokę. Kawałek za parkiem znajduje się wspomniany już Pomnik Bohaterów i… Park Rakiet, w którym eksponowane są trzy różne rakiety wyprodukowane przez Jużmasz, koncern kosmiczny z siedzibą w Dnieprze.

Obok wystawy Jużmaszu swoją siedzibę ma Ruchu Oporu przeciwko Kapitulacji – enigmatyczna organizacja walcząca o bezwarunkowy powrót Donbasu i Krymu pod władzę Kijowa.

Miasto skrywa w sobie wiele kontrastów, a na trasach wędrówek łatwo natknąć się na nowoczesne biurowce lśniące na tle ruder i odnowione gmachy wyróżniające się na tle tych, z którymi czas obszedł się mniej łaskawie. Bogactwo, które widać w wielu miejscach centrum, obnaża ubóstwo, które wciąż ma w Dnieprze swoje miejsce i nie pozwala zapomnieć o problemach społecznych Ukrainy. A skoro już uciekam w dygresje to pozwolę sobie na jeszcze jedną, niezwiązaną z pieniędzmi. Dniepr to miasto, w którym słyszałem jak dotąd najwięcej języka ukraińskiego. Popularniejszy będzie on pewnie we Lwowie, ale tam jest skutecznie zagłuszany polszczyzną 😉


Prędzej czy później wszystkie drogi turystów prowadzą na Kryty Rynek „Ozerka”, uznawany za jeden z największych w Ukrainie. Albo największy, chociaż chrapkę na ten tytuł ma kilka miejsc. Na Ozerce można kupić wszystko, od ubrań, przez słodycze, aż po mięso, które sprzedawane jest w hali, która niekoniecznie wygląda na spełniającą wymagania zachodnioeuropejskich sanepidów. A może spełnia, ale mnie ten system wydaje się już zbyt odległy? Mój śródmiejski spacer zakończył się na stacji metra Wakzalna, początkowym (albo końcowym) przystanku jedynej miejskiej linii podziemnego pociągu. To nie lada gratka dla lubujących się w ciekawostkach podróżników, bo metro w Dniepropietrowsku uchodzi za najkrótsze w Europie. Ale czy na pewno?


Jak to często z rekordami bywa, ten dnieprzański też można zakwestionować. Jeśli bowiem spojrzymy na długość linii w kilometrach (7,1), to na Starym Kontynencie znajdziemy dwa konkurencyjne systemy – krótszy w szwajcarskiej Lozannie i równy we włoskiej Genui. Ale pod względem liczby stacji (6) Dniepr zajmuje pierwsze miejsce na świecie, ex aequo z Jokohamą i Ahmedabadem. Niemniej jednak ukraińskie miasto planuje ekspansję i już wkrótce podziemna nitka zostanie pociągnięta wzdłuż głównej alei aż do Muzeum Historycznego. Rekord przejdzie do historii, ale mieszkańcy na pewno nie będą narzekać. Póki co pewnie to robią, bo centrum miasta jest solidnie rozkopane.


Metro dociera do mało turystycznych okolic. My zatrzymaliśmy się akurat przy podupadłym Centrum Kultury „Iljicz’ i Parku Młodzieżowym, który wieczorem nie zrobił imponującego wrażenia. Kawałek dalej miasto się kończy, a droga prowadzi do dawnego Dnieprodzierżyńska – miejsca narodzin Leonida Breżniewa. Ale tam już nie udało mi się dotrzeć.

Odnowiony front Pałacu Iljicza. Niestety całość jest w nieco gorszym stanie, ale o tym opowiem jeszcze w fejsbukowej fotorelacji.

Dniepr zaskoczył mnie mnogością nowoczesnych akcentów i swoistym „poukładaniem”. To kolejne miejsce w Ukrainie, które udowadnia, że ciężko opisać ten kraj prostymi modelami. Trzeba jeździć, słuchać i obserwować. Obok wszystkich atrakcji miasto gorliwie edukuje tych, którzy chcą wiedzieć więcej o Wschodzie – jego skomplikowanej historii, niełatwej teraźniejszości i możliwej przyszłości. Mam wrażenie, że nazwa zobowiązuje i Dniepr dzisiaj płynie. Czasem pod prąd, a czasem z prądem współczesnego świata. Rozwija się i zaskakuje, chociaż pewne sprawy zdają się dryfować gdzieś na uboczu. Wszystko to dzieje się w swoistym ukryciu. Bo mowa o mieście, które pomimo milionowej populacji nie przyciąga więcej uwagi, niż to absolutnie konieczne. Chętnie wrócę tam za kilka lat by sprawdzić, czy w tej poetyckiej konkluzji udało mi się zawrzeć choć trochę racji.

Jedna myśl na temat “Dniepr – miasto, które płynie w ukryciu

Dodaj komentarz