Opowieści z Oslo – Półwysep cudów. Dzień na Bygdøy

Opowieści z Oslo – Półwysep cudów. Dzień na Bygdøy

Kto choć raz był w Berlinie, na pewno rozważył w swoich planach wizytą na Museuminsel – Wyspie Muzeów. Kilka dni temu opowiadałem Wam o niemieckich wpływach na XIX-wieczne Oslo i norweskich wpływach na odbudowę XX-wiecznych Niemiec. Dzisiaj pora na kolejne nawiązanie – bo jeśli z czymś kojarzy mi się Półwysep Bygdøy, to właśnie ze słynną wyspą na Szprewie. A nawet jest czymś więcej, bo oprócz najlepszych muzeów w mieście i królewskich rezydencji znajdziecie tam również ulubione miejsca letniej rekreacji wielu mieszkańców stolicy.

Król z ludem, lud z królem

Na Bygdøy można dotrzeć autobusem bądź tramwajem wodnym. Polecam zacząć od autobusu, bo przejeżdża przez wspominaną przeze mnie luksusową dzielnicę Frogner – a z jego okien dostrzec można m.in. polską ambasadę. Półwysep otwiera się iście królewsko – od Bygdøy kongsgård, a zatem letniej rezydencji norweskiej rodziny królewskiej. Okolica ta szczególnie przypadła do gustu popularnej Królowej Maud, małżonce pierwszego władcy niepodległej Norwegii w XX wieku, Haakona VII. Nieco na uboczu znajduje się inny symbol korony – wzniesiony przez Oscara I zamek Oscarshall. Dzisiaj bajkowa rezydencja jest udostępniona do zwiedzania, a w środku znaleźć można między innymi galerię sztuki.

Zamek Oscarshall po renowacji wygląda jak bajkowa wklejka do zielono-niebieskiego krajobrazu półwyspu. Źródło: Wikipedia

Od władzy łatwo na półwyspie Bygdøy przejść do ludu. A konkretnie Muzeum Ludowego, będącego jednym z największych skansenów Europy. Właśnie tam można skosztować życia dawnej Norwegii i wstąpić do jednego z charakterystycznych kościołów klepkowych – stavkirke. Dla miłośników folkloru skansen to wizyta na długie, spokojne godziny. Dla tych, którzy chcą przyspieszyć tempo i skoczyć do czasów mniej idyllicznych, swoje progi otwiera Muzeum Łodzi Wikingów położone kilkaset metrów dalej. Opis jest chyba zbędny – wszak to właśnie tam znajdują się słynne łodzie z Oseberg i Gokstad, jedne z najważniejszych zabytków epoki wikingów w Skandynawii.

Historie ważne i pasjonujące

Kulminacją muzealnej część półwyspu jest jego północno-wschodni cypel, na którym powstały muzea Kon-Tiki, Fram oraz Muzeum Morskie. Wszystkie trzy to majstersztyk norweskiej sztuki muzealnej. Pierwsze ukazuje historię przygód i badań Thora Heyerdahla, który stał się znany dzięki brawurowym oceanicznym rejsom na tratwie. Znacznie większą jednostkę mieli do dyspozycji Fridtjof Nansen i Roald Amundsen kiedy zdobywali bieguny na statku Fram. Udało się tylko temu drugiemu i to z bardziej odległym Biegunem Południowym. Nie bez podstępu, bo o faktycznym celu wyprawy poinformował on członków swojej załogi dopiero na Maderze! Muzeum Fram to świetna interaktywna zabawa – wnętrze statku można zwiedzać, a oferta rozrywkowa zawiera między innymi gry zręcznościowe i sprawdziany siły potrzebnej na polarniczym statku.

Wyprawa Kon-Tiki to historia tak bardzo norweska, że nie sposób ominąć poświęconego jej muzeum. Źródło: Biblioteka Narodowa w Oslo

Muzea morskie nie są placówkami, których odwiedzenie wydaje się oczywiste. Wszak nie każdy pasjonuje się dziejami żeglugi i wodnych wojen. Niemniej Norweskie Muzeum Morskie ma jeden wielki atut – przedstawia element życia, który dla tych ludzi przez stulecia był absolutnie kluczowy. I robi to w świetny sposób. Świetny na tyle, że byłem tam dwukrotnie i za każdym razem wychodziłem zadowolony z dawki historycznych informacji, technicznych nowinek i wszechobecnej w lokalnych muzeach interakcji z otoczeniem.

Muzealna twarz Bygdøy obejmuje jeszcze jedno miejsce, znacznie mniej bajkowe i rozrywkowe niż poprzednie. To Centrum Badań nad Holocaustem opowiadające o dramacie norweskich Żydów podczas II Wojny Światowej. Dzieje nazistowskiej okupacji w Państwie Fiordów są nam mało znane, więc warto zahaczyć o to miejsce by dowiedzieć się więcej o tym tylko pozornie znanym nam konflikcie. Wystawa jest niemal kompletna i znaleźć w niej można wiele niuansów dotyczących piekła okupacji, o której można zwodniczo pomyśleć, że przecież nie była tak ciężka jak okupacje państw kontynentalnych.

Nie tylko muzea

Dla turystów Bygdøy to miejsce intensywnych doznań, jednak miejscowi kojarzą półwysep raczej ze spokojnym odpoczynkiem. Jest to bowiem jedno z najpopularniejszych miejsc na wiosenne i letnie biwaki – okolica skrywa w sobie najfajniejsze plaże w stolicy Norwegii! Jedna z nich nosi zabawną dla Polaków nazwę Huk i podzielona jest na częśc „klasyczną” oraz plażę dla naturystów. Huk to również park i sporo użytkowych lokali wokół. Drugie kultowe miejsce to Paradisbukta, czyli Rajska Zatoka. Położona nieco w głębi półwyspu przyciąga ona mniej ludzi, a droga do niej prowadzi przez parkowe alejki pełne dzikich zwierząt. Niegroźnych, oczywiście.

Paradisbukta to od lat jeden z najpopularniejszych wakacyjnych wyborów mieszkańców Oslo. Tutaj na pocztówce ze zbiorów Nasjonalbiblioteket.

Nadmorska część Bygdøy to także spokojna okolica willowa, po której można spacerować w ramach oderwania się od zgiełku miasta. Idąc wzdłuż południowego wybrzeża, kawałek za Rajską Zatoką, natrafić można z kolei na przystań żeglarską Killingen. To jedno z miejsc, gdzie w Oslo kończy się miejska cywilizacja.

To już wszystko – tyle i aż tyle, bo Bygdøy to wyprawa na jeden pełny dzień, a przecież muzealno-wypoczynkowa okolica stanowi tylko kawałeczek norweskiej stolicy. Kawałeczek, którego nie sposób ominąć – bo bez niego kulturowa i historyczna strona miasta byłaby zwyczajnie pozbawiona kolorów.

Dodaj komentarz