Opowieści z Oslo – Na kawie z Ibsenem. Wielki wiek XIX

Opowieści z Oslo – Na kawie z Ibsenem. Wielki wiek XIX

To było jakoś późnym latem, kiedy łapiąc ostatnie promienie wieczornego słońca padającego na Oslo siedziałem oparty o pomnik pod Pałacem Królewskim i czytałem książkę. Podeszła do mnie grupa azjatyckich turystów i ewidentnie biorąc mnie za lokalsa zaczęła wypytywać co to za monument wyrasta za moimi plecami. Spojrzałem przelotnie na napis głoszący, że miłość ludu jest nagrodą władcy i odparłem szybko, że to Karol Jan.
-Kim był?
-Królem, naturalnie. Ulica w dole nosi jego imię.
-Faktycznie! Czyli to najważniejszy król Norwegii?
Zawahałem się chwilę nad odpowiedzią. Wyjaśnienie dziejów Norwegii w XIX wieku to ciężki temat na szybką rozmowę z turystami z odległych krajów. Machnąłem ręką.
-W zasadzie to nie. Był królem Szwecji, ale w czasach gdy Norwegia i Szwecja były połączone. Wybieracie się do Sztokholmu? Tam na pewno dowiecie się o nim więcej. Norwegowie do dzisiaj go lubią, bo odbudował ich kraj po wojnie.

Karl Johan wita gości w Pałacu Królewskim, pod który podłożył kamień węgielny. W dole ulica jego imienia – główna promenada spacerowa Oslo i turystyczne serce miasta. Źródło: Wikipedia

Na więcej nie starczyło czasu. Oderwany od lektury spojrzałem na migające światła Karl Johans gate, wśród których wybija się wielki neon reklamujący czekoladę Freia i zamyśliłem się. Jak reagowaliby Polacy, gdyby Krakowskie Przedmieście nosiło imię cara Mikołaja? To oczywiście nie ta skala. Historia poszczególnych państw jest komparatywna tylko do pewnego stopnia. 425 lat zależności Norwegii od Danii i Szwecji miało ogromny wpływ na kraj, ale była to zależność lżejsza od polskich zaborów. Koniec końców „szwedzki” XIX wiek to okres dla Oslo wyjątkowy. Okres, w którym miasto uzyskało swój dzisiejszy kształt i wkroczyło na drogę przemiany w metropolię.

Stolica w budowie

Rok 1814 to punkt zwrotny w dziejach Norwegii. Arbitralnie oddany Szwedom przez Duńczyków na mocy traktatu w Kilonii kraj przeżył wielkie polityczne i kulturowe przebudzenie, które poskutkowało uchwaleniem konstytucji w miasteczku Eidsvoll. Jeśli ten wątek Was interesuje, do wspomnianego miasteczka możecie bez problemu podjechać pociągiem, a na miejscu znajdziecie pięknie odrestaurowaną posiadłość Carstena Ankera, norweskiego męża stanu z przełomu XVIII i XIX wieku. Właśnie tam obradowano nad przyjętą ostatecznie 17 maja konstytucją. Konstytucją, która dziś jest najstarszą obowiązującą ustawą zasadniczą w Europie. Oczywiście od tego czasu Norwegowie wprowadzili sporo poprawek, ale przyświecające im ideały wolności, równości i cnót obywatelskich do dzisiaj stanowią trzon lokalnej polityki.

Niepodległością cieszono się niestety krótko. Latem Szwedzi postanowili militarnie wyegzekwować postanowienia traktatu i po krótkiej wojnie, w listopadzie, podpisano Akt Unii. Konstytucja pozostała, ale ośrodek władzy nowego podwójnego królestwa przeniósł się do Sztokholmu. Właśnie stamtąd w latach 1818-1844 rządził patron największej alei Oslo, Jean Baptiste Bernadotte. Napoleoński marszałek niespodziewane wybrany został na następcę umierającego bezdzietnie króla Szwecji Karola XIII. Do historii przeszedł już jako Karol XIV Jan, albo jak wygodniej określają go Norwegowie – Karl Johan.

Właśnie na panowanie Karla Johana przypada początek szybkiej, pięknej i ambitnej rozbudowy centrum miasta, które przeniosło się nieco na zachód od znanego nam już Kvadraturen. Zaczęło się od siedziby samego władcy. Położony na wzniesieniu Pałac Królewski ze swoim kompleksem parkowym stanowi zwieńczenie centralnej promenady. Schodząc z niego natychmiastowo trafia się w objęcia dwóch stuleci norweskiej kultury i polityki. Sam kompleks pałacowy jest dość młody jak na Europę – powstał w latach 1825-1848, według projektu Hansa Linstowa. Drugą najważniejszą postacią związaną z jego budową jest zdecydowanie Heinrich Ernst Schirmer, niemiecki architekt odpowiadający również za pierwotną formę Nasjonalgalleriet, Galerii Narodowej. Właśnie tam znajdziecie jeden z czterech Krzyków Edvarda Muncha i masę świetnych zbiorów poszerzających wiedzę o dziejach Skandynawii. Sama Galeria nie leży przy samej ulicy Karola Jana, a zbaczając do niej warto zahaczyć jeszcze o Historisk museum, świetne Muzeum Historyczne położone u stóp Pałacu. Ale wróćmy na Karl Johans.

Pałac Królewski oglądany późnym, czerwcowym wieczorem. Trudno w to uwierzyć, ale wtedy naprawdę można eksplorować Oslo przez całą dobę!

Od strony zamkowej ulicę otwiera budynek Nationaltheatret, Teatru Narodowego, oddany do użytku w roku 1899. Inaugurowano go aż trzykrotnie, przedstawieniami na podstawie sztuk Ludviga Holberga, Henrika Ibsena i Bjørnstjerne Bjørnsona. Do plejady gwiazd norweskiej kultury XIX wieku jeszcze dzisiaj wrócę, ale tymczasem pozwolę sobie wrócić do centrum Oslo. A konkretnie na drugą stronę Karl Johans, gdzie znajduje się oryginalny budynek Uniwersytetu w Oslo. Dzisiaj znaczna część uczelni przeniosła się do dzielnicy Blindern nieco na północny-zachód od centrum, a reprezentacyjny budynek przypadł w udziale, uwaga zaskoczenie, studentom prawa 😉 Niemniej to tutaj w połowie sierpnia każdego roku odbywa się uroczysta inauguracja roku akademickiego, uświetniona występami artystycznymi i chóralnym odśpiewaniem hymnu Norwegii na świeżym powietrzu.

Dalej po lewej stronie ukaże Wam się luksusowe centrum handlowe Paleet, przyjemny element zwiedzania przy gorszej pogodzie. Tuż za parkiem z pomnikiem poety-romantyka Henrika Wergelanda znajdziecie budynek Stortingu – norweskiego parlamentu (na zdjęciu głównym). Zbudowany w latach 1861-1866 neorenesansowy gmach łączy w sobie akcenty włoskie i skandynawskie, stanowiąc jeden z najpiękniejszych budynków stolicy Norwegii. Za parlamentem rozciąga się handlowo-butikowa część ulicy, na której począwszy od Egertorget znajdziecie luksusowe sklepy, drogie restauracje i kilka fast-foodów na czele z moim ulubionym szwedzkim Maxem. To jedna z lepszych budżetowych opcji na szybki posiłek w trakcie zwiedzania.

Neorenesansowy powrót na Kvadraturen i powiew komunizmu

Za Egertorget Karl Johans gate wpada w Kvadraturen uświetnione wspomnianymi już przeze mnie luksusowymi domami towarowymi i zawierające w sobie katedrę Domkirke. Tutaj również XIX wiek pozostawił swoje architektoniczne symbole. W latach 1841-1859 katedra otoczona została przez Basarhallene, czyli nic innego jak bazar. Początkowo budynek służył rzeźnikom sprzedającym mięso na pobliskim Stortorvet. Połączony z osobliwym kompleksem katedralno-bazarowym jest budynek Brannvakten, Straży Pożarnej, ukończony w roku 1856. Położenie budynku straży było strategiczne – z wieży katedralnej mieli oni najlepszy możliwy widok na miasto. Budynek stał się kluczowy po roku 1858, kiedy jeden z ostatnich wielkich pożarów nawiedził Kvadraturen i podjęto decyzję o rozbudowie systemu przeciwpożarowego. Dzisiaj cała okolica to dom dla modnych kawiarni i restauracji. Architektem stojącym zarówno za projektem Basarene, jak i Brannvakten był Christian Grosch i to właśnie ta postać łączy Karl Johans gate z południowym sercem dawnego Kvadraturen.

Właśnie tam, również według projektu Groscha, w latach 1827-1829 wzniesiono Børsen – czyli giełdę w Oslo. Budynek giełdy to powrót do czasów jeszcze dawniejszych niż renesans – jej fasada opiera się o sześć doryckich kolumn. Dzisiaj norweska giełda operuje już całkowicie wirtualnie – a dawny budynek służy dzisiaj za całkiem stylowy „biurowiec”. XIX i XX wieczne kamienice znajdziecie dzisiaj na całym Kvadraturen, a miłośnikom architektury mogę polecić stronę lokalhistoriewiki.no, na której znajdziecie opisy, a nawet artykuły o każdej z nich z osobna 😉 Ja się tego zadania nie podejmę – nie tylko dlatego, że budownictwo nie jest moim konikiem, ale też z szacunku do naszego wspólnego czasu – wszak w Oslo jest jeszcze wiele do zobaczenia!

Kończąc spacer Karl Johans gate traficie prosto pod dworzec kolejowy, którego strzeże popularny wśród umawiających się w centrum mieszkańców Oslo posąg tygrysa. Kawałek za nim znaleźć można jeden z nielicznych komunistycznych pomników w Oslo. Knus nazismen, czyli Niszcz nazizm, to całkiem nowa instalacja ufundowana przez norweskich komunistów w hołdzie lewicowym partyzantom walczącym z niemiecką okupacją. Pomimo „odwiecznej” demokratyczności Norwegii, udział komunistów oraz mniejszości etnicznych w oporze przeciwko nazistowskiej władzy był przez dekady wyciszany przez rządzących socjaldemokratów, którym nie na rękę była jakakolwiek konkurencja z lewej strony. Sam pomnik jest ciekawą hybrydą norweskości i komunizmu – swastyka jest na nim rozbijana przez wielki młot. Komunistyczny? A może należący do nordyckiego boga Thora? 😉

Tygrys spod Dworca Centralnego nie wygląda zbyt przyjaźnie, ale nie odstrasza Norwegów umawiających się pod nim na imprezy. Począwszy od XIX wieku miasto stało się symbolem Oslo, a jako pierwszy określenia Miasto-tygrys w odniesieniu do norweskiej stolicy użył
Bjørnstjerne Bjørnson. W jednym ze swoich wierszy przeciwstawił on grozę wielkiego miasta spokojnemu obliczu wsi. Dzisiaj wizerunek miasta-tygrysa jest wieloznaczny. Najczęściej oznacza on jednak młodą metropolię walczącą o należne jej miejsce w świecie.

Sprawcy całego zamieszania

Powoli przeszliśmy całą reprezentacyjną ulicę Oslo. Trochę to zajęło, prawda? Po wszystkim można zatrzymać się w jednej z kawiarni i pomyśleć nieco więcej o czasach, w których cały ten obraz powstawał. Związana z Uniwersytetem w Oslo polska historyczka kultury Nina Witoszek powiedziała kiedyś, że schyłek XIX wieku to najbardziej płodny okres w dziejach Norwegii. Walczący o uniezależnienie się od Szwecji kraj znalazł się wtedy w szczytowym rozkwicie literackim, politycznym i artystycznym. To drugie oczywiście jest dyskusyjne – ale bez wątpienia liczba norweskich nazwisk, jaka z końcem wieku XIX przebiła się do świadomości Europejczyków jest imponująca. Bez poznania się z nimi – i ich duchami – wizyta w Oslo będzie zwyczajnie niepełna.

Zacznijmy od literatów. Mieliście w szkole Ibsena? Ja nie miałem, nawet nikt mi o nim nie powiedział. Uważam to za porażkę polskiej polonistyki. Jestem niekoniecznie obiektywny w kwestiach skandynawskich, ale uważam to wręcz za porażkę największą. Ibsen świetnie ujął rzeczywistość XIX-wiecznej, industrializującej się Norwegii wpisując ją w ponadczasowe motywy. Ponadczasowe do tego stopnia, że do dzisiaj jego sztukom zdarza się wpaść w polityczną machinę, jak w przypadku mocno opozycyjnego Wroga Ludu w reżyserii Jana Klaty. Więcej o Ibsenie dowiecie się w jego muzeum (położonym z resztą przy ulicy nazwanej jego imieniem, niedaleko Pałacu Królewskiego). Niestety, do 2021 muzeum będzie zamknięte wskutek renowacji, po której ma powrócić rozbudowane o scenę teatralną. Osobiście zacieram ręce!

Ibsen to najpopularniejszy, ale dalece nie jedyny wybitny norweski pisarz. Obok wspomnianego już Bjørnsona, Jonasa Lie i Alexandra Kiellanda wchodzi w skład tzw. Wielkiej Czwórki norweskiej literatury. Z perspektywy czasu najbardziej znanym dziełem Bjørnsona jest hymn Norwegii, ale jako noblista i jeden z czołowych poetów doby walki o niezależność zostawił on po sobie znacznie więcej uznanej twórczości. Jeśli szukacie dobrej lektury na czas pobytu w Norwegii, obok Wielkiej Czwórki warto rozważyć też takie nazwiska jak Knut Hamsun, Arne Garborg czy Sigrid Undset. Ta ostatnia to ikona kobiecej literatury w Skandynawii, również noblistka, która światową sławę zdobyła powieścią Kristin Lavransdatter ukazującej średniowiecze z perspektywy życiorysu córki zamożnego rolnika. Do 2020 roku będziecie mogli znaleźć ją na banknocie o nominale 500 koron. Innym norweskim pisarzem wyróżnionym w odchodzącej serii pieniędzy jest Peter Christen Asbjørnsen, wybitny XIX-wieczny kolekcjoner i autor ludowych baśni.

Feministyczne akcenty na norweskich banknotach – Sigrid Undset (na dole) i Kirsten Flagstad, jedna z najwybitniejszych śpiewaczek operowych pierwszej połowy XX wieku.

Kontakty z polityką w centrum Oslo są znacznie bardziej oczywiste. Przykrą wizytą z gatunku must-see jest 22. juli-senteret, wciąż rozwijana wystawa poświęcona zamachom Andersa Breivika z 2011 roku. Centrum pamięci znajduje się w budynkach rządowych przy Akersgata, które jako pierwsze stały się celem ataku. Skoro już o rządzie i władzy mowa, warto wybrać się na Youngstorget – najbardziej polityczny plac w Oslo. Oczywiście oprócz placu pod Stortingiem, gdzie odbywają się wszelkie demonstracje 😉 Na Youngstorget swoją siedzibę ma Arbeiderpartiet – Partia Robotnicza, socjaldemokratyczne ugrupowanie stojące za budową norweskiego państwa opiekuńczego w drugiej połowie XX wieku. Plac gości również siedzibę największego norweskiego związku zawodowego – Landsorganisasjonen, a w połowie XIX wieku był areną wystąpień Marcusa Thrane, jednego z pierwszych lewicowych agitatorów w historii kraju.

Siedziba norweskiego rządu po zamachach z 22 lipca. Dzisiaj znajdziecie w niej wystawę poświęconą tym traumatycznym dla miasta wydarzeniom, która pozostaje jednym z nielicznych muzeów, w które nie miałem okazji się zagłębić. Źródło: Wikipedia

Wróćmy jednak do sztuki, a konkretnie malarstwa i muzyki. Tutaj bowiem Norwegia również wrzuciła do światowego panteonu grupę stosunkowo nieliczną, ale za to niemożliwą do przeoczenia. Zacznijmy od Muncha. Jego Krzyk to jeden z najbardziej znanych w popkulturze obrazów – i jeden z najczęściej kradzionych w Norwegii 😉 Podobnie jak Ibsen i wielu innych czołowych artystów tego okresu Munch połączył coś na wzór powszechnej skandynawskiej melancholii z wpływami zachodnioeuropejskiego warsztatu – tworzył między innymi w Paryżu i Berlinie – zostawiając po sobie wybuchową dawkę ekspresjonizmu. Twórczość Muncha znajdziecie w Galerii Narodowej oraz Munchmuseet, które obecnie urzęduje jeszcze w kameralnym budynku w dzielnicy Tøyen, ale po roku 2020 ma zostać przeniesione do nowo powstałego gmachu tuż obok Opery. Dużo tego, prawda? Dla pełnego obrazu wspomnę jeszcze o muzyce, bo przecież to właśnie Norweg zdobył tytuł Chopina Północy. Chodzi oczywiście o Edvarda Griega, który związany był akurat z Bergen i w Oslo nie znajdziecie zbyt wiele pamiątek z nim związanych – ale niewykluczone, że to właśnie jego muzykę usłyszycie w paru turystycznych miejscach.

Sam na sam z duchami

Dwa dłuższe teksty – tyle zajęło mi skrótowe opowiedzenie o śródmieściu Oslo, do którego i tak jeszcze wrócę przy okazji zaproszenia do Fjordbyen. Jak widzicie miasto, chociaż nie jest duże jak na europejską stolicę, chowa w sobie wiele unikatowych i wartych poznania historii. Idealnym dopełnieniem zwiedzania nastawionego na dzieje Oslo i Norwegii wzbogaconego o wizytę w muzeach najważniejszych twórców jest wieczorny spacer na Vår Frelsers gravlund – Cmentarz Chrystusa Zbawiciela. To narodowa nekropolia Norwegów, położona nieco na północ od Akersgata, za Katedrą św. Olava.

Cmentarz sam w sobie jest spokojny i tajemniczy, ale niewątpliwego uroku i znaczenia dodają mu pochowani tam ludzie – czyli absolutna śmietanka norweskiej sztuki i polityki XIX i XX wieku. W Kwaterze Zasłużonych znajdziecie groby Bjørnsona, Ibsena i Muncha. Pozostałe części nekropolii posłużyły za miejsce spoczynku takim postaciom jak Ivar Aasen (twórca języka nowonorweskiego, jednego z dwóch obowiązujących standardów zapisu języka norweskiego obok języka książkowego), wspomnianym już Asbjørnsenowi i Wergelandowi, czy też politykom odpowiedzialni za budowę Norwegii takiej, jaką znamy – Johanowi Sverdrupowi i Martinowi Tranmælowi. To świetna, alternatywna wycieczka po dziejach Norwegii. Wystarczy tylko trochę czasu i internetu, by sprawdzić czyj nagrobek akurat rzucił Wam się w oczy. Tylko nie zdziwcie się, jeśli obok Was przebiegnie Norweg w sportowym dresie – to zupełnie normalne!

Dodaj komentarz