Nowy Sad – z wizytą w kotle przedbałkańskim

Nowy Sad – z wizytą w kotle przedbałkańskim

Jest godzina 23, drugi dzień mojego wyjazdu na Bałkany. Dopalam cygaro na balkonie hostelu, w którym akurat nie ma ciepłej wody i łapię pierwszy z brzegu autobus jadący do centrum. Garść dinarów pozwala mi szybko przenieść się do miejsca rozdartego między dwie zarazem bliskie i odpychające się Europy. Jedną nową jestem w Wiedniu, drugą w Belgradzie. Biorąc sprawy na historyczną logikę nawet rzucony tutaj bez większej wiedzy byłbym w stanie wywnioskować gdzie się znalazłem. Jestem w Wojwodinie. A miasto to Nowy Sad.

Polak, Serb, dwa bratanki

Wspinamy się powoli na fortecę w Petrowaradinie klucząc pomiędzy zaporami i płachtami oddzielającymi poddaną renowacji część kompleksu od ścieżki turystycznej. Błądząc, spotykamy w końcu człowieka witającego nas zapraszającym okrzykiem. Na plecach ma kurtkę z napisem ochrona, ale nie wiem na ile faktycznie to jego praca, a na ile dorwał ją gdzieś w pomocy społecznej. Witamy się, mówimy że jesteśmy z Polski i w odpowiedzi słyszymy ładnie zaśpiewaną pieśń o tym, że Kosovo je Srbija. Czy to faktycznie nasz obraz na Bałkanach?

Koniec końców pokierowani przez pana dobrze znającego kibicowskie przyśpiewki Crvenej Zvezdy Belgrad i Legii Warszawa zdobywamy szczyt petrowaradińskiej twierdzy. Nie jesteśmy pierwsi, przed nami zrobiło to już kilka zakochanych par, a pierwszy był niewątpliwie Eugeniusz Sabaudzki, który w 1716 roku rozgromił tu tureckie wojska. Odpoczywając, otwieramy pierwsze puszki słynnego serbskiego piwa Jelen, które okazuje się absolutnymi szczynami, ale na puszkach ma piłkarzy serbskiej kadry na rosyjskim mundialu. Rozważamy przez chwilę, czy nie zebrać wszystkich 23, ale stwierdzamy że zawartość niekoniecznie jest tego warta. Ogarniamy wzrokiem rozciągający się po drugiej stronie Dunaju Nowy Sad i decydujemy się zejść w poszukiwaniu nocnego życia tętniącego na Starym Mieście.

Kolejny mały Wiedeń

Nowosadzki Starigrad to kolejne miejsce na mapie Europy, które do złudzenia przypomina klimat habsburskiej stolicy. Uliczki i restauracje są tutaj bardzo austro-węgierskie. Moja kolekcja galicyjskich wrażeń znów się poszerza – od bliskiego Krakowa, poprzez popularny Lwów, romantyczną Bratysławę aż po delikatnie bałkański Nowy Sad. Zmęczeni puszką Jelena wpadamy do jednego z lokali z kraftowym piwem, gdzie po kilkuminutowym oczekiwaniu aż barman ogarnie resztę do wydania siadamy przy kuflach zagranicznego piwa i szukamy znajomych, z którymi wcześniej się rozłączyliśmy.

Gdzie indziej na dźwięk języka polskiego do stolika dosiadają się Serbowie. Grupa znajomych z wojskową przeszłością. Opowiadają o pięknie swojego kraju i przestrzegają przed Albanią, do której później się skierujemy. Nie są wyjątkiem – przed Albańczykami będą przestrzegali nas wszyscy bałkańscy Słowianie. Rozmowy się rozwijają, młode Serbki zapraszają nas nad Dunaj. Jeśli przedsmak bałkańskiej gościnności, to tylko w Nowym Sadzie!

Ziemia wszystkich ludzi

Nie byłbym sobą gdybym nie zagłębił się w niuanse lokalnej polityki. Wojwodina to miejsce szczególne. Etniczny tygiel północnej Serbii trwa przy Belgradzie w przeciwieństwie do swojego kosowskiego vis-a-vis. Jego historia to emanacja europejskiego pogranicza, miejsca mieszania się kultur i etniczności. Serbowie stanowią dzisiaj ponad 60% populacji. To ponad pięć razy więcej niż Węgrzy, drugi naród historycznie tworzący Wojwodinę. Ale Słowianie i Madziarzy to nie jedyni przedstawiciele lokalnej mozaiki. Oprócz nich silne społeczności tworzą Romowie i Rumuni, a do urzędowych języków należą węgierski, serbski, słowacki, rumuński, chorwacki i panońska wersja ruskiego.

Brzmi skomplikowanie? Bardzo, ale przy całej tej złożoności Wojwodina daje sobie radę. Być może to, w przeciwieństwie do Kosowa, kwestia dominacji Serbów w regionie. Separatyzmy uaktywniły się w latach 90-tych, ale z czasem zostały wygładzone. Cofnięte podczas rządów Slobodana Miloševicia jugosłowiańskie przywileje zostały przywrócone w roku 2002. Dzisiaj autonomiczna prowincja posiada własny rząd i parlament, a oprócz politycznej zaznacza się jej ekonomiczna odrębność od reszty kraju. Wojwodina jest bogatsza i bardziej kosmopolityczna.

Nowy Sad to kolejne miejsce na moim szlaku, w którym najciekawsze okazały się historie opowiadane wprost przez ludzi. Zaskoczyło mnie to o tyle, że planowałem tam tylko najzwyklejszy w świecie nocleg w drodze do „właściwego” celu, jakim był Belgrad. Cała impreza zakończyła się pierwszym spotkaniem z uliczno-komercyjnym ćevap w Sarajevskim Ćevapie – jednej z lepszych knajp z lokalnych jedzeniem położonej tuż pod moim hostelem. I obok kilku opuszczonych budynków, które były nawet bardziej sarajewskie od rzeczonego ćevapa 😉

Nie było mi dane obejrzeć miasta za dnia – z samego rana (albo po wyleczeniu kaca) ruszyliśmy do Belgradu, o którym już kilka razy Wam opowiadałem 🙂

Dodaj komentarz