Nie tylko Stodolní – cztery spojrzenia na Ostrawę

Ostrawa jest miastem dość skomplikowanym, chociaż ostatnimi czasy kojarzy się głównie z imprezową ulicą Stodolní. Złożona z 23 obwodów stolica kraju morawsko-śląskiego pod względem swojej historii przypomina miasta Górnego Śląska. Jest to bowiem raczej „sklejka” wielu mniejszych osad niż konkretny, wieloletni byt urbanistyczny. Wszystko to sprawia, że interesujące akcenty rozkładają się tam nierównomiernie, a odkrywanie Ostrawy porównać można do układania nie zawsze pasujących do siebie puzzli.

Odpowiedź na pytanie o to, co warto zobaczyć w Ostrawie, wcale nie jest łatwa. Przygotowując dzisiejszy tekst wybrałem cztery rejony miasta, które uważam nie tylko za odmienne, ale przede wszystkim za godne podróżniczej uwagi. Pierwsza opowieść będzie patriotyczna, bo pozostanę w niej na Śląsku Cieszyńskim. A raczej – będę balansował na jego granicy.

Śląska Ostrawa, czyli pożegnanie ze Śląskiem Cieszyńskim

Moją opowieść rozpocznę od pewnego lutowego poranka. Nie będę kłamał, że powietrze było czyste, ale mimo wszelkich niedogodności naszej części świata było całkiem rześko. Pomimo wczesnej godziny i lekkiego mrozu na pokrytych błotem zboczach Hałdy Ema można było spotkać sporo osób. Czesi wdrapywali się na szczyt całymi rodzinami, chociaż podobno nie jest to zupełnie bezpieczne. Usypywana od lat 20-tych hałda wciąż bowiem płonie w środku i istnieje ryzyko zapadnięcia się jej części… Wstęp jest dozwolony na własne ryzyko, ale na wierzchołek prowadzi nawet oficjalny szlak. A wejść na Emę zdecydowanie warto, bo to jeden z najlepszych punktów widokowych na Ostrawę. Nic dziwnego – to drugie najwyższe wzniesienie miasta.

Ostrawa oglądana z Emy robi odpowiednie wrażenie.

Spod hałdy ruszyliśmy do Michałkowic, czyli dzielnicy zbudowanej wokół Kopalni Michał. Po drodze musieliśmy poczekać chwilę w korku przy zjeździe na parking pod ostrawskim Zoo – obok ulicy Stodolní najpopularniejszą wśród Polaków atrakcją miasta. Nas bardziej interesowała kopalnia, która co prawda jest udostępniona do zwiedzania, ale niestety zamykana na długie zimowe miesiące. Krótka rozmowa z ochroniarzem upewniła nas, że to sytuacja wyjątkowa wśród miejskich zabytków techniki.

Zamknięta kopania Michał, czyli jedna z godnych uwagi, ale sezonowych atrakcji Ostrawy.

Niezrażeni niepowodzeniem skończyliśmy śląskie tournee pod zamkiem. Historia położonego u ujścia Łucyny do Ostrawicy grodu sięga XIII wieku, ale dzisiejszy gmach to przede wszystkim niespełna 20-letnia rekonstrukcja. W okolicy widać tendencje do stworzenia całkiem fajnego kompleksu spacerowego, ale przy lutowym marazmie niekoniecznie widać było efekty. Slezskoostravský hrad to swoisty koniec świata – najlepszym sposobem, by przedostać się stamtąd do centrum Morawskiej Ostrawy jest przejazd przez żelazny most Miloša Sýkory. Ale zanim opuścimy śląską ziemię, żegna nas położony na wzgórzu ratusz i towarzyszący mu pomnik czechosłowackich czołgistów służących pod czerwoną gwiazdą – nieśmiertelny T-34 zawitał również do Ostrawy!

Mostem na Morawy

Morawska Ostrawa jest zdecydowanie bardziej zwarta od Śląskiej – ale też nieco trudniej wytyczyć tutaj konkretne szlaki. Najlepiej zacząć od zostawienia auta na jednym z parkingów nieopodal Placu Masaryka. Ostrawski rynek nie jest siódmym cudem świata (ani nawet Czech), ale stanowi świetny punkt wypadowy do spacerów po starówce, która w sporej części zdążyła już wylądować w spisie czeskich zabytków. Architektonicznie rzucił mi się w oczy Dům umění, czyli Galeria Sztuk Pięknych, ale obiektywnie ciekawsze walory prezentuje sobą zapewne Katedra Boskiego Zbawiciela.

Jeden z przykładów morawskoostrawskiej architektury – spacerując ulicami centrum niekoniecznie warto oglądać się pod nogi.

Niemniej, za serce Morawskiej Ostrawy uważana jest od paru lat ulica Stodolní. Zaczynająca się kilkaset dwie przecznice dalej ulica zyskała popularność wraz z kolejnymi otwieranymi tam barami i klubami nocnymi. Głównymi odbiorcami Stodolní są studenci i Polacy, którzy mogą znaleźć tam nie tylko tanie czeskie piwo, ale przede wszystkim półlegalne czeskie zioło. Opinie o tym niewielkim imprezowym zagłębiu są zróżnicowane. Osobiście nie trafiłem tam nigdy na lokal, który czymś by mnie urzekł, ale znajomi polecają między innymi kluby ze striptizem 😉 Niemniej jest to jedno z miejsc, w których nie da się nie porównać Ostrawy z Katowicami. A zatem – Stodolní czy Mariacka? Rozumiejąc argumenty przemawiające za Czechami pozostanę jednak lokalnym patriotą – na imprezowej ulicy Katowic można znaleźć więcej ciekawych barów.

Stałym punktem wycieczek do Morawskiej Ostrawy jest też modernistyczny Nowy Ratusz, najwyższy tego typu budynek w Czechach i najlepszy śródmiejski punkt widokowy. Rozpościerające się za budynkiem Sady Komenského to z kolei najładniejszy miejski park – ale konkurencja w tej kategorii jest niewielka. Miłośnicy piwa mogą odwiedzić browar Ostravar, czyli kolejne miejsce, w którym czeska metropolia staje w szranki z Górnym Śląskiem. Czy wypada lepiej niż Tychy? Przyznam, że tego jeszcze nie sprawdziłem.

Stały punkt wielu wycieczek do Ostrawy, czyli Nowy Ratusz.

Szczerze mówiąc Morawska Ostrawa to najmniej ciekawa z turystycznych części miasta. Jest po prostu przeciętna. Niby niczego tam nie brakuje, ale na próżno szukać jakiegoś „wow”. A miejsca „wow” jak najbardziej można w Ostrawie znaleźć – wrzucam je na koniec, jako swoistą premię dla wytrwałych 😉

Śladami Usaina Bolta

Jeśli w Ostrawie istnieje jakaś miejscówka, która bez zbędnego ubarwiania zapiera dech w piersiach, to są to Dolni Vitkovice. Niegdyś biło tu jedno z przemysłowych serc miasta. Dzisiaj, po udanym procesie rewitalizacyjnym, kompleks stanowi wielkie interaktywne centrum naukowo – rozrywkowe. Teren nazywany „Ostrawskimi Hradczanami”, złożony z kopalni Hlubina, koksowni i wielkiego pieca hutniczego przestał działać pod koniec ubiegłego stulecia. Po niespełna dwudziestu latach wrócił silniejszy – jako absolutna perełka wśród projektów rewitalizacyjnych w Europie Środkowej.

Co można zobaczyć dziś w Witkowicach? Rzucę tylko kilka faktów. Dawny zbiornik gazu został przekształcony w wielofunkcyjną salę koncertową. Osiemdziesięciometrowa nadbudowa wielkiego pieca przekształcona została w wieżę widokową „ochrzczoną” przez samego Usaina Bolta. Wielki piec i kopalnię można zwiedzać na profesjonalnych wycieczkach z przewodnikiem – niestety jednak bez zjazdu na dół. Ponadto na terenie kompleksu utworzono interaktywne centra naukowe – Wielki i Mały Świat Techniki to ciekawa propozycja dla rodzin z dziećmi.

Na wizytę w Witkowicach można przeznaczyć cały dzień, szczególnie jeśli przyjeżdżamy tam z młodszymi członkami rodziny. Przemysł to jednak nie wszystko, co dzielnica ma do zaoferowania. Naprzeciw huty znajduje się pałac Seweryna Rothschilda, przedstawiciela słynnej rodziny przedsiębiorców i jednego ze współtwórców potęgi gospodarczej Ostrawy.

Jeszcze jedno spojrzenie na Dolni Vitkovice, po prawej wielofunkcyjna hala Gong.

Zbudowany w stylu empire pałac to najstarszy zachowany budynek w okolicy, ale warto zwrócić też uwagę na położoną kilkaset metrów dalej kolonię robotniczą. Położone wzdłuż ulic takich jak Tržní czy Jeremenkova robotnicze centrum Witkowic oferuje kawałek solidnej ceglanej architektury, która stanowi dla mnie esencję Śląska (chociaż to już Morawy!). Witkowicki spacer warto zakończyć pod zbudowanym u zarania XX wieku ratuszem, zaprojektowanym przez wiedeńskiego architekta Maxa von Ferstela.

Klimatyczne osiedle przy ulicy Tržní.

Poruba, czyli akcenty minionej epoki

O tym, że Poruba nie jest w Polsce zbyt dobrze znana świadczy fakt, że wspominana jest głównie w kontekście największego otwartego basenu w Europie Środkowej. Okej, może i jest to jakieś osiągnięcie, ale dzielnica stanowi przede wszystkim najciekawszy przykład architektury socrealistycznej w Czechosłowacji! Na marginesie wspomnę, że przejeżdżając Ostrawę ze wschodu na zachód w magiczny sposób znajdujemy się z powrotem na Śląsku – tym razem jednak Opawskim, który wgryza się w miasto od północnego-wschodu.

Najstarszym budynkiem w dzielnicy jest barokowy zameczek, który przez lata był własnością pochodzącego z Grecji, nieżyjącego już muzyka Statisa Prusalisa. Prusalis wyremontował budynek i założył w nim grecką tawernę. Lokalne plotki głoszą, że zamek połączony został niegdyś podziemnym tunelem z położonym nieopodal kościołem św. Mikołaja. Może odkrycie tunelu przyniosłoby Porubie dodatkowy rozgłos? Cóż, pozostaje czekać na wyniki poszukiwań prowadzonych przez pasjonatów.

Historia Poruby przyspieszyła w latach 50-tych ubiegłego stulecia, kiedy podjęto decyzję o stworzeniu tam socrealistycznego kompleksu urbanistycznego. Eklektyczny styl pełen historycznych odniesień i robotniczych akcentów złączył dzielnicę z dziedzictwem najtrudniejszego okresu w historii komunistycznej Europy. Architektura jest często trwalsza niż reżimy, a użytkowe zalety socrealistycznych projektów połączone z ich osobliwym pięknem to postkomunistyczna pamiątka, o którą warto dbać.

Moje jak zwykle przeciętne umiejętności fotograficzne nie zawsze oddają monumentalność Poruby, ale w tym miejscu udało mi się złapać architektoniczny sens głównego bulwaru.

Świetnym punktem startowym do eksploracji Poruby jest Porubský oblouk, położony kilkaset metrów od zamku łuk stanowiący reprezentacyjną bramę do dzielnicy. Kilkaset metrów w górę ulicy znajdują się z kolei Věžičky – pod tą piekną czeską nazwą ukrywa się kawał imponującego, socrealistycznego bloku mieszkalnego. Oczywiście po drodze warto zboczyć z głównej drogi i pobłądzić chwilę wśród bloków, w których zaimplementowano sporo socrealistycznej sztuki.

„To są właśnie te detale”

Główną arterię Poruby stanowi Hlavní třída – wielka aleja otoczona nawiązującą do klasycyzmu architekturą. Spacerując wytyczonym w jej sercu bulwarem trafiamy na kolejne kolumnady i łuki triumfalne. Okolica jest dzisiaj bardzo żywa, a budynki kryją w sobie sklepy, kawiarnie i restauracje. Wycieczkę najlepiej zakończyć przy budynku Politechniki, spod którego rozciąga się niezły widok na okolicę.

A jeśli wizyta na Porubie sprawi, że poczujecie potrzebę zagłębienia się w komunistyczne dziedzictwo regionu, to polecam wizytę w położonej nieopodal wiosce Hrabyně. Znajduje się tam imponujący pomnik II wojny światowej goszczący oddział Muzeum Śląskiego. Wystawa jest oczywiście poświęcona wielkiemu konfliktowi, ale otwierana jest jedynie w sezonie wiosenno-letnim, przez co nie udało mi się jej zobaczyć przy okazji ostatniej wizyty. Cóż, to kolejny powód, by wpaść jeszcze kiedyś do Ostrawy.

Dodaj komentarz