Naissaar – bałtycka tajemnica

Naissaar – bałtycka tajemnica

Dzisiejszy tekst będzie dość niecodzienny. Przede wszystkim dlatego, że opiszę miejsce, w którym co prawda byłem, ale którego w gruncie rzeczy nie zwiedziłem. O tym jak doszło do jednej z moich największych podróżniczych porażek napiszę niżej, ale zanim przejdę do szczegółów rzucę Wam trochę zapraszającego ogółu. Będzie o wyspie na Bałtyku, którą oficjalnie zamieszkuje 7 osób. W 90% pokrywa ją las, dopłynąć można tam raz dziennie, a dziewicze plaże i leśne ścieżki częściej pozwalają nam spotkać dzikie zwierzęta niż ludzi. Brzmi nieźle, prawda? Nie ukrywam, że mnie przyciągnęła akurat historia powstałej na wyspie przed stuleciem autonomicznej republiki sowieckiej. Bo, zapomniałbym, klimatyczny las co jakiś czas przecinają ruiny. Na przykład radzieckiej bazy rakietowej. Przedstawiam Wam Naissaar.

Tym razem zupełnie nie mam dla Was zdjęć, bo w trakcie podróży na wyspę zepsuł mi się telefon. Jeśli Was to zasmuciło to pomyślcie sobie, jaki ja byłem wkurwiony w środku lasu bez GPSa. Cóż, Pawlikowską jeszcze nie jestem.

Z dziwacznych dziejów Bałtyku

Na ślad Naissaaru trafiłem przypadkiem, przeglądając mapę po zaplanowaniu wyjazdu do Tallinna. Klik w nazwę wyspy pokazał mi jakieś dziwne zniszczone tory i ruiny obiektów wojskowych. Wtedy już wiedziałem, że tam pojadę, ale na dobry początek zabrałem się za mały research. Okazało się to strzałem w dziesiątkę, bo oprócz dziewiczych leśnych krajobrazów to właśnie historia czyni Naissaar wyspą niezwykłą. Historia, która znacząco przyspieszyła tutaj w roku 1917, kiedy stuosobowa grupa zbuntowanych rosyjskich marynarzy przejęła kontrolę nad wyspą i proklamowała Sowiecką Republikę Marynarzy i Budowniczych Twierdzy Naissaaru. Na czele stanął nie byle kto, bo sam Stepan Pietriczenko, późniejszy przywódca powstania w Kronsztadzie. Na miejscu buntownicy stworzyli namiastkę komunistycznej państwowości, która jednak po dwóch miesiącach została zmieciona z powierzchni ziemi po interwencji niemieckich wojsk, wezwanych na miejsce przez władze wybijającej się na niepodległość Estonii. Po zajęciu wyspy przez Estończyków dokonano tam egzekucji 40 bolszewickich jeńców wojennych.

Zanim jednak dzieje Wyspy Kobiet, bo tak na język polski przekłada się estońska nazwa, zostały wzięte w obroty przez perypetie sowieckiego komunizmu, przez wiele stuleci służyła ona jako forteca. Dla świata odkrył ją Adam z Bremy, XI-wieczny kronikarz niemiecki, pisząc o ziemi jakoby zamieszkałej przez najpiękniejsze kobiety na ziemi i strzegących je okrutnych mężczyzn. Ze względu na strategiczne położenie Naissaar odegrał znaczącą rolę w wojnach bałtyckich, przechodząc z czasem z rąk szwedzkich do rosyjskich. Podczas I wojny światowej Rosjanie zbudowali tam blisko 40-kilometrową kolej wąskotorową, będącą dzisiaj jednym z głównych drogowskazów na wyspie (i zarazem całkiem sensownym szlakiem pieszych wędrówek). Ambitne projekty upadły jednak wskutek wybicia się Estończyków na niepodległość.

Młoda republika szybko zagospodarowała teren, używając go jako morskiej bazy wojskowej. Po roku 1945 baza przeszła w ręce sowietów, którzy zajęli Estonię. Rosyjskie imperium szybko przypomniało sobie o roli, jaką Naissaar odgrywał za czasów carskiego poprzednika. Zbudowano tutaj największa radziecką fabrykę min morskich, a sama wyspa zaczęła służyć jako baza rakietowa. I tak do lat 90-tych minionego stulecia, kiedy Rosjanie wycofali się z Naissaaru, a leśna wyspa została stopniowo rozbrojona i przygotowana na przyjęcie turystów.

Cztery godziny. Albo zostaniecie tutaj na zawsze

Dostanie się na wyspę do najłatwiejszych nie należy, chociaż sam statek był nabity po brzegi. Wobec przestarzałych informacji znalezionych w sieci postanowiłem zasięgnąć języka w informacji turystycznej. Okazało się że owszem, promy odpływają, ale z innego miejsca niż wskazane w Internecie i o nieco innej godzinie. Nie mając wielkiego wyboru udałem się na 10-tą do tallińskiego Lennusadam, zabytkowego portu hydroplanów zmienionego w cenione muzeum morskie. Rejs jest drogi jak sam skurwysyn. Przewoźnik oferuje dwie opcje – 30 euro w obie strony za sam przejazd i 49 za objazd z przewodnikiem wojskowymi ciężarówkami. W cenę tego drugiego wliczony jest obiad. Sam rejs trwa godzinę piętnaście, więc na wyspie jest się pomiędzy 11:15 a 15-tą. O ile nie weźmie się noclegu w jednym z miejscowych guesthouse’ów. Zapytany na wejściu o to, który bilet wybieram uznałem, że nie będę się przecież wygłupiał. Ochoczo wziąłem bilet na sam przejazd, 4 godziny na wyspę która ma 9 kilometrów długości to przecież idealny czas na samotną eksplorację, co złego może się stać? Ajj. Na swoją obronę mogę tylko dodać, że na droższą opcję nie było mnie i tak stać. Chociaż tyle.

Cywilizacjo, gdzie jesteś? 

Już wychodząc z portu, na który składa się kilka zabudowań i przystań, czuć że wychodzi się z obrębu cywilizacji. Uzbrojony w papierową mapkę ze statku ruszyłem dzielnie w kierunku szlaku militarnego. Pozbawiony maps.me nie oceniłem oczywiście, że samo dojście tam to 5 kilometrów jebanego lasu. Według promocyjnego informatora na wyspie co chwile coś przecież się znajdowało – np. kolejne stacje szlaku przyrodniczego, na którym wydarzeniem było drzewo odwrócone nie w tę stronę co reszta.

Co prawda 16 lat życia spędziłem w górach i nie mam większych problemów z nawigacją na szlakach, ale na Naissaarze poległem. Trochę pod presją czasu i braku możliwości ogarnięcia jakiegokolwiek wsparcia absolutnie wielokrotnie zdarzyło mi się w popłochu szukać drogi wyjścia z miejsca, w które akurat wlazłem. Ostatecznie na szlak militarny trafiłem dzięki grupie Estończyków, która zagadnęła mnie i wskazała drogę. Sprawy nie ułatwiał absolutny brak innych turystów na szlaku – wracając spotkałem dwie grupki, a przecież była sobota! Ostatecznie nie udało mi się osiągnąć celu, jakim była latarnia morska na północnym cyplu wyspy. Byłem jakieś 500 metrów od niej, ale wpadłem w miejsce, z którego ledwo znalazłem drogę powrotną. Niemniej nie uważam tej wędrówki za zmarnowaną – po drodze „odhaczyłem” większość z rozdzierających ponuro las pozostałości po wojennych fortyfikacjach. Mając świadomość szybko uciekającego czasu postanowiłem odnaleźć inną atrakcję, pojawiające się często w internecie składy min morskich w centralnej części wyspy – pozostałość po tutejszej fabryce min. Ruszyłem wzdłuż linii kolejki wąskotorowej i chociaż do samego „pola minowego” oczywiście również nie dotarłem, to po drodze miałem okazje przyjrzeć się kolejnym pozostałościom silnie ufortyfikowanej niegdyś wyspy.

Tyle jeśli chodzi o moją przygodę z byłą anarchistyczną republiką. Zrezygnowany, ale zarazem niezwykle zaintrygowany doczłapałem w końcu z powrotem do portu na 15 minut przed odpłynięciem promu i spokojnie usiadłem na górnym pokładzie z kuflem nadprogramowo drogiego cydru. Mniej więcej w tym momencie mój telefon postanowił z powrotem zadziałać. Tak…

Powrotne refleksje 

Jak widać jednak wróciłem, skoro zdołałem dostarczyć Wam tę poszatkowaną i zbyt niepełną relację. Mam nadzieję, że pomimo wszelkich jej wad brzmi zachęcająco bo, przede wszystkim z powodu opisanych problemów, sam mam zamiar jeszcze raz wybrać się kiedyś w to miejsce. Najchętniej w ogóle nie wracałbym stamtąd tego samego dnia, poprawił wcześniejszą eksplorację, przespał się gdzieś i wrócił nazajutrz, ale było to niemożliwe. Plan wyjazdu mieliśmy bowiem taki, że autobus do Warszawy czekał na nas następnego dnia wcześnie rano… Nie, zmiana liczby pojedynczej na liczbę mnogą to nie błąd – byłem po prostu jedyną osobą, która postanowiła porwać się na ten wyjazd, czy może raczej rejs. Kończąc osobiste zapiski z tej przygody zostawię Wam trochę informacji praktycznych, które sam w większości znam jednak w teorii 😉

Strona praktyczna – co i jak warto zobaczyć? 

Przede wszystkim eksplorację wyspy polecam rozplanować na dwa dni z noclegiem – kilka godzin to zdecydowanie zbyt mało, jeśli chcemy rozejrzeć się tam na własną rękę. Przespać się można w jednym z miejscowych hosteli bądź na świeżym powietrzu, gdzie nie ma absolutnie żadnych problemów z rozbiciem namiotu.

Na Naissaarze wytyczono trzy szlaki piesze:

Szlak południowy (zwany także szlakiem kulturowym) – wiedzie przez odrestaurowaną częściowo szwedzką osadę, w której znajdziemy m.in. kościół, cmentarze (na których spoczywają brytyjscy i francuscy żołnierze polegli w Wojnie Krymskiej), kaplicę i farmę Sepa, gdzie urodził się i wychował słynny astronom Bernhard Schmidt. Jest to praktycznie najłatwiejszy do przejścia szlak, ponieważ w mniejszym stopniu niż pozostałe zakładania przedzieranie się przez gęsty las. Długość – 12 kilometrów.
Szlak centralny (zwany także szlakiem przyrodniczym) – wytyczony w północno-środkowej części wyspy daje najlepsze doświadczenie miejscowej przyrody, zahaczając również o jedną z największych atrakcji wyspy jaką jest skład min morskich.
Szlak północny (zwane także szlakiem militarnym) – czyli gratka dla miłośników ruin fortyfikacji. Po drodze znajdziemy między innymi ruiny kasyna wojskowego, kilka rosyjskich i estońskich baterii artyleryjskich, radziecką bazę rakietową, a koniec trasy wieńczy latarnia morska. Po drodze oczywiście również będziemy mieli liczne okazje do obcowania z przyrodą, również tą zupełnie nadmorską.
Te trzy szlaki powinny dać idealne doświadczenie tej bałtyckiej wysepki, które mnie niestety nie było dane. Pamiętajcie o stosownym ubraniu i uważajcie na kleszcze!

Należy również pamiętać, że wyspa od 1995 roku jest rezerwatem przyrody, co do pewnego stopnia ogranicza swobodę turystów. Dokładne informacje na ten temat, wraz z mapami i praktycznymi informacjami o wyspie można otrzymać w Nature Park Centre na wprost portu. Pomimo rozbrojenia wyspy w 1998 roku wciąż może się również zdarzyć, że turyści znajdą jakieś podejrzane instalacje bądź niewybuchy – w takiej sytuacji należy koniecznie poinformować o tym stosowne służby.

Na koniec mam dla Was kilka porwanych z internetu zdjęć pokazujących z grubsza jak wygląda Naissaar. Jedynym, które telefon pozwolił zrobić mi samodzielnie jest to z okładki artykułu.

1024px-naissaare_sadama_tulepaak_2016_-_02
Widok na przystań, jedno z nielicznych miejsc na wyspie do tego stopnia przekształconych przez człowieka
640px-naissaare_kitsaroopmeline_raudtee_01
Ślady powoli odnawianej kolejki wąskotorowej są same w sobie ciekawym szlakiem pieszym
8698197
Typowy obrazek na szlaku militarnym.
naissaare_kalmistu2c_mc3a4lestusmc3a4rk_inglise_sc3b5duritele
Brytyjski cmentarz z okresu Wojny Krymskiej
naissaare_kirik
Kościół stojący w wiosce na południu wyspy, obecnie odnowiony

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
No i wizytówka wyspy – pozostałości po tutejszej fabryce min.
800px-petropavlovsk-krondstadt_flag-svg
Jako bonus – bandera Sowieckiej Republiki Naissaaru!

Dodaj komentarz