Miejskie impresje: Skopje, jugosłowiańska Aleksandria

Miejskie impresje: Skopje, jugosłowiańska Aleksandria

Stolicę Macedonii odwiedziłem dwukrotnie. Pierwszy raz w deszczowy, listopadowy weekend, podczas którego na dodatek byłem przeziębiony. Drugi raz podczas wakacyjnego bałkańskiego roadtripu, kiedy po zaskakująco deszczowej pogodzie w Serbii zastałem tam pogodę nieznacznie tylko lepszą od listopadowej. Pomimo tych drobnych niedogodności udało mi się Skopje zwiedzić dość dokładnie. Może dlatego, że nie sposób zrozumieć tego miasta bez zagłębienia się w lekturę jego dziejów, a na to miałem sporo czasu leżąc pod kocem w średniej jakości hotelu na muzułmańskim starym mieście.

Dzień Zero

Punktem wyjścia we współczesnej historii Macedonii jest 26 lipca 1963 roku. To wtedy dwudziestominutowe trzęsienie ziemi o sile 6,9 w skali Richtera uderzył w dolinę rzeki Wardar, w której znajduje się stołeczne Skopje. Blisko 1100 ludzi zginęło, blisko 4000 odniosło obrażenia a 200 000 mieszkańców miasta straciło dach nad głową. Tragedia poruszyła światową opinię publiczną, a wsparcie finansowe i materialne płynęło od Stanów Zjednoczonych aż po Japonię. Ogromnym wysiłkiem miasto zostało odbudowane, a międzynarodowe zaangażowanie pomogło odzyskać ważną pozycję kulturowo – gospodarczą w regionie. Całkowicie zmienił się jednak charakter miasta, które odbudowano z duchem epoki. Jugosłowiańskiej epoki, a więc brutalistycznie i użytkowo. Stan ten utrzymywał się aż do 2010 roku, kiedy macedoński rząd uznał, że stolica ojczyzny Aleksandra Wielkiego jest za mało antyczna…

Jugoaleksandria

Postanowiono więc antyk wyczarować. Kilka lat intensywnych prac pozwoliło pokryć skopskie centrum przypominającymi makiety antycznymi fasadami. Dwa główne place miasta, położone po obu stronach historycznego Kamiennego Mostu, zostały okraszone monumentalnymi pomnikami Filipa II i Aleksandra Macedońskiego. Wróć. Oficjalnie są to pomniki Wojownika i Wojownika na Koniu. Ale do tego jeszcze wrócimy. Sam Kamienny Most również otrzymał konkurencję w postaci dwóch nowych konstrukcji. Jedną z nich jest Most Artystów, ozdobiony 29 pomnikami ważnych dla macedońskiej kultury twórców i grający dla przechodniów muzykę klasyczną. W zasadzie całe nabrzeże usiane jest pomnikami, a atmosferę kiczowatej fasadowości wypełniają przycumowane do brzegów Wardaru drewniane barki, na których umieszczono restauracje, kawiarnie i wysokiej klasy hotele. Po obu stronach rzeki wybudowano klasycystyczne gmachy, takie jak Muzeum Archeologii czy Muzeum Walki Narodowowyzwoleńczej. Całość tworzy dzisiaj kilkuletni kompleks antyków, a wiele budynków w mieście czeka na renowację fasad by dołączyć do zbiorowego architektonicznego mitu.

Kraj wymyślony na nowo

Jednym z muzeów umieszczonych w nowym kompleksie urbanistycznym jest Muzeum Walki Narodowowyzwoleńczej. To placówka na zaskakująco wysokim poziomie, w której godzinna wizyta z anglojęzycznym przewodnikiem jest czystą przyjemnością. Za pomocą obrazów, figur i eksponatów prezentowana jest… no właśnie. Oprócz tego, co jest nam prezentowane musimy równocześnie czytać między wierszami – bo właśnie tam w całej okazałości widać, jak stworzony został macedoński mit narodowy.

Po rozbracie z jugosłowiańskim komunizmem, który w Macedonii był wyjątkowo bezkrwawy, lokalne władze podjęły szereg działań, by stworzyć własne państwo. Nie tylko organizacyjnie, ale przede wszystkim symbolicznie. Rzeczywistość zweryfikowała te plany na dwa sposoby. Przede wszystkim Macedończycy do dzisiaj toczą spór z Bułgarami o bohaterów narodowych przełomu XIX i XX wieku. A raczej – bułgarskich bohaterów ruchu oporu przeciwko Turkom uważają za bohaterów walki o niepodległą Macedonię. Druga kwestia to ta bardziej rzucająca się w oczy w Skopju – groteskowa wręcz uzurpacja antycznej proweniencji państwa, które wedle tej narracji wywodzi się od Aleksandra Wielkiego. Problem jest tylko i aż jeden – Aleksander nigdy nie władał regionem obecnej Macedonii, a Macedonia z której pochodził to Macedonia Egejska, leżąca dzisiaj na terenie Grecji. Rozbieżność ta jest zresztą przyczyną długotrwałego konfliktu dyplomatycznego między Grecją a Byłą Jugosłowiańską Republiką Macedonii, jak wskutek greckich blokad oficjalnie nazywa się opisywany dzisiaj przeze mnie kraj.

Macedonia znalazła się zatem w kleszczach współczesnej polityki nacjonalistycznej, która nie tylko wciska ją w objęcia dziwacznego tożsamościowego folkloru, ale stanowi również znaczącą blokadę polityczną na arenie międzynarodowej. Samym Macedończykom również nie jest łatwo dyskutować o polityce własnego kraju – na uniwersytetach i w szkołach obowiązują ścisłe reguły prowadzenia badań i nauczania historii, odstępstwo od których może skutkować cichym, ale trwałym zakończeniem kariery niepokornego historyka. A przy tym wszystkim pamiętać warto, że przecież blisko 1/3 mieszkańców Republiki Macedonii to Albańczycy, którzy już totalnie nie mają nic wspólnego ani z Bułgarami, ani z Grekami! Ich nieformalna stolica, Tetowo, znajduje się w zasięgu autobusowej wycieczki ze stolicy. Jeśli cały ten narodowościowy konflikt brzmi dla Was ciekawie – polecam sięgnąć po opracowanie „(Re)konstrukcje narodu. Odwieczna Macedonia powstaje w XXI wieku” Piotra Majewskiego 😉

Nie tylko antyk

No dobrze, ale wróćmy do Skopje i samego zwiedzania miasta. Ma ono bowiem do zaoferowania znacznie więcej, niż tylko walkę z demonami własnej tożsamości. Niezwykle przyjemnym i orientalnym miejscem jest Stara čaršija czyli Stary Bazar, historyczne serce miasta w którym wśród ottomańskiej architektury znaleźć można resztki bizantyńskiej spuścizny kulturowej. To tutaj zjemy grillowane mięso w tradycyjnych restauracjach, zgubimy się w brukowanych uliczkach, wypijemy dobry lokalny alkohol i kilka razy dziennie usłyszymy gromkie wezwanie do modlitwy z kilku rozmieszczonych na Starym Bazarze meczetów.

Nad dzielnicą góruje Skopsko Kale, średniowieczna twierdza, która jako tako przeżyła trzęsienie ziemi z 1963 roku. Dzisiaj z jej murów możemy podziwiać panoramę miasta, ale poza tym nic wielkiego na szczycie nie znajdziemy. W 2011 roku twierdza raz jeszcze stała się polem bitwy, kiedy kilkuset Albańczyków protestowało tam przeciwko rekonstrukcji zabytkowego kościoła odkrytego na terenie twierdzy przez archeologów. Ich zdaniem wplątanie chrześcijańskiego elementu do twierdzy, która przez wieki używana była przez muzułmanów i której początki wiążą się prawdopodobnie z Ilirami (za ich potomków uważa się Albańczyków) byłoby oznaką braku szacunku.

Skoro juz wspomniałem i widoku na miasto, to najlepsze doznania w tej kwestii oferuje podobno Krzyż Tysiąclecia, położony w górach nad miastem i widoczny praktycznie z każdego punktu Skopje. Można dostać się do niego kolejką linową, ale dwukrotnie nie było mi to dane z powodu złej pogody. Niemniej wierzę na słowo opiniom mówiącym, że rozciąga się stamtąd świetny widok na macedońską stolicę.

Oprócz tego w Skopje warto zobaczyć centrum pamięci poświęcone Matce Teresie, kolejnej bohaterce Macedończyków i kolejnej podporze mitu narodowego. Wieczorami można się przejść nad Wardarem z butelką wina w dłoni, chociaż brzegi rzeki nie są jeszcze tak zagospodarowane, jak same lokalne władze by tego chciały. Nie polecam natomiast położonego za miastem Kanionu Matka, który co prawda jest jedną z największych atrakcji Macedonii, ale wydał mi się jakiś taki nijaki, może przez wzgląd na totalny zalew lokalnych urlopowiczów w dniu, kiedy go odwiedzałem. No i na dodatek nie jestem fanem natury.

Pomnik Wojownika na Koniu w samym sercu macedońskiej stolicy
A to pomnik Wojownika, w tle widać obrzeża Starego Miasta
Noc pozwala ukryć niedoskonałości antycznej rekonstrukcji, dlatego polecam zwiedzić miasto dwa razy – za dnia i po zmroku. Estetycznie bardziej odpowiada mi ta druga opcja.
Średniowieczna twierdza Skopsko Kale wyłania się zza znacznie starszych od niej budynków z roku 2017!
Tak jak pisałem, za dnia widać, że Aleksander jednak nie maczał palców przy budowie miasta 😉
Znamiennym jest, że znajdujący się tuż za miastem realny antyk w postaci rzymskiego akweduktu jest zarośnięty i zaniedbany.
A to popularny Kanion Matka. Wygląda fajnie, ale zawalony turystami nie zrobił na mnie wrażenia.

Dodaj komentarz