Miejskie impresje: Egzarchia – czarne serce Aten

Miejskie impresje: Egzarchia – czarne serce Aten

Moja pierwsza wizyta w Atenach była krótka i intensywna. Nie mając nawet okrągłej liczby dwudziestu godzin musieliśmy wybrać to, co najlepiej wtajemniczy nas w miejski klimat. Kiedy po kilku godzinach zapadł zmrok poczuliśmy, że czas wybrać się do Egzarchii, jednej ze śródmiejskich dzielnic. Podróżując we dwójkę, zostaliśmy tam przyciągnięci z dwóch stron. Z jednej zadziałał czar sztuki ulicznej, z drugiej polityki. Niewiele miast Europy skrywa w sobie rejony tak jednoznaczne politycznie jak Egzarchia. Stolica greckich anarchistów jest jedną z ikon radykalnej lewicy i mekką kultury sprzeciwu wobec władzy. A sprzeciw ten ma w Grecji wielowiekowe tradycje i w obliczu współczesnych problemów ma się dobrze jak nigdy. A zatem pora wejść do tego, co dla niektórych zdawać się może jaskinią lwa!

To już tutaj?

Absolutnie nie jest tak, że Egzarchia to zbuntowane miasto w mieście, a same Ateny są grzeczne. Ulice greckiej stolicy spowite mrokami nocy są w „dobrym” tego słowa znaczeniu brudne, pełne zakamarków i wypisanych na kamieniu tajemnic. Elementy kontrkultur, rozwiniętą sztukę uliczną czy alternatywne bary spotkamy już schodząc z Akropolu w kierunku imprezowej mekki Monastiraki. Dzielnica anarchizmu nie wyróżnia się zatem konkretną formą czy jej zaprzeczeniem, ale konsekwencją. Pierwszą oznaką, że „jesteśmy już tutaj” jest konsekwencja spotykanego graffiti. Od najrozmaitszych form przechodzimy do politycznego konkretu spod znaku czarnej gwiazdy – nie lubimy policji, rządu, faszystów i kapitalizmu. Całą resztę zapraszamy na bal.

Zaczęło się oczywiście w latach 70-tych. To wtedy w centrum Aten uciskanych przez rządzącą krajem juntę Czarnych Pułkowników wyrosła twierdza obywatelskiego sprzeciwu. Egzarchia stanowiła bastion związany ze środowiskiem studenckim sąsiedniej Politechniki, która stała się areną pierwszych wielkich protestów prowadzących do ostatecznego upadku junty w roku 1974. Kiedy opresja jednej władzy odeszła do historii, swoją wartę u steru państwa rozpoczęły kolejno nowe ekipy. I chociaż z powszechnego punktu widzenia żadna z nich nie zbliżyła się do brutalności junty, to program polityczny Egzarchii jest innego zdania.

Przez kolejne cztery dekady dzielnica zachowała swój wolnościowy charakter. Znaczna część budynków została zamieniona w squaty, a wiele inicjatyw zorganizowano na spółdzielczy sposób. Mieszkańcy wymieniają się usługami, takimi jak choćby nauka języków czy opieka nad dziećmi. Wiele z tych wspólnotowych zwyczajów odegrało dużą rolę w opanowywaniu kryzysu uchodźczego w Atenach, kiedy to mieszkańcy Egzarchii zaangażowali się w pomoc dla tysięcy imigrantów szukających nowego otwarcia wśród greckich ulic.

Egzarchia to nie muzeum

Żywy charakter dzielnicy ma swoje konsekwencje, których musicie być świadomi, jeśli zdecydujecie się wybrać w ten rejon Aten. Przede wszystkim raz na jakiś czas Egzarchia przeradza się w pole bitwy między jej mieszkańcami a policją – przesadziłbym pisząc, że koktajle mołotowa lądujące przed interweniującymi patrolami policji są tam codziennością, ale na pewno jest to widok, który nie szokuje. Zarazem Egzarchia nie żyje na pokaz, jest realnym projektem społecznym i codziennością tysięcy mieszkańców.

Zwłaszcza to ostatnie jest istotne w dobie globalizacji turystyki i powszechnego poszukiwania nowych doświadczeń przez tysiące backpackerów. Takie atrybuty współczesności jak AirBnB czy dark tourism dawno dotarły na Egzarchię – i nie jest to zjawisko odbierane pozytywnie przez jej mieszkańców. Próba uczynienia z dzielnicy atrakcji turystycznej, bądź jak wprost wyrażają się lokalsi – „ludzkiego zoo” bądź „muzeum radykalnej polityki” jest dzisiaj dla Egzarchii zagrożeniem większym niż jakikolwiek patrol policji.

Odwiedzając Egzarchię należy bowiem pamiętać o tym, co wspominałem wyżej. Egzarchia nie żyje na pokaz. Walki z policją są poważne, pomoc dla uchodźców jest poważna, sprzeciw wobec kapitalizmu jest poważny. Poważne są też rozwiązania implementowane przez lokalnych mieszkańców. Poważne są ofiary, jakie ponieśli oni przez dekady funkcjonowania dzielnicy. Takie jak piętnastoletni Alexis Grigoropoulos, zastrzelony w 2008 roku podczas największych protestów od czasów studenckiego powstania na Egzarchii w roku 1973. Pamięć o nim i innych ofiarach poniesionych przez grecką lewicę jest żywa i tak długo jak lokalna społeczność będzie tworzyć wolny okręg w Atenach – tak długo nikt nie będzie miał prawa traktować dzielnicy jako atrakcyjnego turystycznie skansenu. Nie odradzam wizyty na Egzarchii, uważam wręcz, że może być to przeżycie niezwykle ważne na podróżniczej drodze. Należy jedynie pamiętać o charakterze tego miejsca, a już najlepiej – odwiedzać je w zgodzie z lokalnymi zwyczajami i nie szkodzić w żaden sposób żyjącej tam społeczności.

Czarne serce Aten

Egzarchia ma bowiem wiele do zaoferowania osobie, która zgadza się z jej przesłaniem i szuka tam ucieczki od codzienności. Pomijając oczywiście możliwość otrzymania pomocnej dłoni i zatrzymania się w dzielnicy na dłużej, można wpaść tam na jedną z tysiąca imprez w barach, klubach i na ulicach. Atmosfera jest spokojna, przyjazna i międzynarodowa, a kosmopolityczny wymiar dzielnicy znajduje swoje odmalowanie w ofertach barów i lokali gastronomicznych. Witryny barów oferują tutaj między innymi alkohole ściągane z Kuby czy Wenezueli – i patrząc na polityczne oblicze dzielnicy to raczej nieprzypadkowe miejsca.

Miłośnicy sztuki ulicznej znajdą tutaj wiele świetnie wykonanych murali, które bez kompleksów mogą konkurować z republikańskimi graffiti z Falls Road w Belfaście. Jednocześnie malunki nie stanowią sztuki dla sztuki, którą znajdziemy w paru mniej politycznych miejscach Aten. Większość z nich niesie ze sobą konkretny przekaz, szczególnie kiedy pojawiają się w miejscach dawnych starć z policją.

Egzarchia to mocny punkt greckiej stolicy. Mało znana turystom przyciąga wielu zaangażowanych obcokrajowców, którzy szukają tam natchnienia bądź ucieczki od znanego im świata. Przekraczając granice dzielnicy warto chociaż na chwilę stać się jej częścią – murale i politykę znajdziemy bowiem w wielu innych miejscach i szukając ich nie musimy naruszać prywatności lokalnych mieszkańców. Egzarchia nie jest bowiem atrakcją turystyczną, ale centrum codziennego życia. I właśnie dlatego stanowi jedną z najmocniej bijących serc Aten.

Im bliżej Egzarchii tym więcej czerni i czerwieni na wszechobecnych muralach.
Jeden z miejscowych klasyków – tym razem w ujęciu mojego aparatu, bo wyżej znalazłem coś za dnia z wolnego dostępu. Wszak wolny dostęp to podstawa Egzarchii!
Kapitalizm jest tu równie mile widziany co policjanci.
Miejsce, w którym podczas protestów dekadę temu zginął 15-letni Alexis Grigoropoulos. Dzisiaj funkcjonuje jako miejsce pamięci poświęcone również innym nastoletnim ofiarom protestów i zamieszek.

Dodaj komentarz