Miejskie impresje: Cztery twarze Mińska

Miejskie impresje: Cztery twarze Mińska

W miarę odwiedzania kolejnych miast Europy, w miarę zagłębiania się w ich uliczki i tajemnice coraz mniej miejsc wywołuje u mnie wrażenie poznawczego dysonansu. Czy oznacza to, że dla mocniejszych wrażeń musimy wyrywać się z Europy gdzieś dalej, za morza i góry? Niekoniecznie. Gdybym miał wskazać miejsce, z którego ostatnim czasy wyjechałem z bagażem solidnego uczucia odmienności, ale też garścią poważniejszych przemyśleń, byłby to zdecydowanie Mińsk. Białoruski rzecz jasna, dość mętnie funkcjonujący w naszej podróżniczej świadomości, o czym świadczy próba sprzedania nam biletów do Mińska, ale tego… mazowieckiego przez panią na dworcu PKP.

Jest to miasto zawieszone gdzieś pomiędzy kolejnymi etapami swojej, ciężkiej i niejednoznacznej, historii. Siłą rzeczy etapy się zazębiają, tworząc stolicę niezupełnie pasującą do kraju, który jest z niej zarządzany. A może właśnie zupełnie? To z resztą niejedyna białoruska sprzeczność. Kiedyś pewnie zbiorę się by napisać o nich więcej. Dzisiaj natomiast postaram się odmalować Mińsk jako miasto.

1. Mińsk jako dżungla blokowisk

Pierwszym uczuciem jakie towarzyszy wjeżdżaniu do Mińska jest pewne przygnębiające osłupienie. Stukilometrowa szosa wzdłuż lasów i pól odkrywa nagle na swoim horyzoncie coś biało-szarego. Rzut oka pozwala ocenić, że oto właśnie objawiła nam się białoruska stolica. Podjeżdżając bliżej zauważamy, że to co wcześniej było biało – szarą masą zaczyna dzielić się na skupiska całkiem różnych, ale tak samo brzydkich i wulgarnych blokowisk rodem spod linijki radzieckiego architekta. Gdzieniegdzie monotonia przerywana jest jakimś bardziej kolorowym supermarketem bądź cerkwią.

Chociaż nam, Polakom, wielka płyta wydaje się naturalnym krajobrazem miasta, to jednak to co zobaczyłem na przedmieściach Mińska podniosło moje pojęcie o architekturze modernizmu na nowy poziom. Nigdy nie widziałem miejsca, które zarazem byłoby tak brzydkie i tak zapierające dech w piersiach. Oczywiście betonowa sypialnia kryje w sobie rozliczne parki i instytucje kultury, ale na prawdziwe zagłębienie się w ten rejon zabrakło mi czasu.

2. Mińsk jako perła socrealizmu

IMG_1329
Pierwszy obrazek, jaki widzimy po wyjściu z mińskiego dworca. Trudno o bardziej wyraziste zaproszenie do eksploracji socjalistycznego miasta.

No, ale pamiętajmy, że zacząłem swoją opowieść od przedmieść. A przecież zwiedzanie rzadko zaczyna się od przedmieść. Częściej wyrzucani jesteśmy gdzieś na centralnym placu miasta, ewentualnie przy którymś z jego światowych symboli. Mińsk te dwie atrakcje łączy Placem Niepodległości i właśnie tam po raz pierwszy rzuca turystę na kolana. Imponuje ogrom placu otoczonego kluczowymi dla Białorusi instytucjami państwowymi, imponuje jeden z największych na świecie pomników Lenina, imponuje nieźle wyposażone podziemne centrum handlowe, a widok na wychodzącą z placu ulicę Niezależności potęguje uczucie, że to co widzimy dopiero zaczyna swój bieg. Spójność krajobrazu zakłóca jedynie kolejny symbol Mińska – Czerwony Kościół, ostentacyjnie kontrastująca z centrum miasta katolicka świątynia, która odpór Leninowi daje wielkim obrazem papieża.

W tym miejscu trzeba zacząć wycieczkę historyczną. Zaczyna się niedawno, podczas II wojny światowej, która zostawiła Mińsk jako jedno z trzech najbardziej zniszczonych miast Europy. Na zgliszczach dawnej miejscowości rozpoczęto realizację jednego z najbardziej ambitnych projektów socrealizmu. Majestatyczne gmachy, (zbyt) przestrzenne place i szerokie aleje przywodzą na myśl te budowane od linijki miasta Zachodu, które miały stać się naturalnym środowiskiem społeczeństwa rewolucji przemysłowej i kapitalizmu. W Mińsku cel był oczywiście inny. Stworzenie od podstaw miasta symbolizującego potęgę Czerwonego Wschodu.

Do projektu kompletnego białoruską stolicę zbliżają przestrzenne parki i skwery, chociaż by odnaleźć te pierwsze musimy opuścić centrum i udać się wzdłuż meandrującej Świsłoczy. Na jej brzegach, wśród drzew, ukryto kilometry spacerowych ścieżek. Wśród nich spotkać można kolejne ikony miasta, jak Opera Narodowa czy Muzeum Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Pisząc o ikonach nie sposób zapomnieć także Bibliotece Narodowej, która wygląda jak finalne stadium Biblioteki Śląskiej w Katowicach. Wybudowany w 2006 roku gmach oferuje punkt obserwacyjny (dość tradycyjny, anty-samobójczy, a więc z ograniczonym widokiem), galerię sztuki i drogi nawet jak na Mińsk bar, jedno z nielicznych miejsc gdzie łatwiej spotkać turystę niż miejscowego.

3. Mińsk jako pomnik przeszłości

Przeszłości białoruskiej można szukać na jeszcze (co najmniej!) dwa sposoby. Przede wszystkim warto odwiedzić pozostałości XIX-wiecznego starego Mińska ukrytego na prawym brzegu Świsłoczy. Ten drugi sposób wymaga nieco mniej szukania – nasze artefakty same rzucają się bowiem w oczy, a są nimi majestatyczne pomniki przypominające o piekle Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Ale nie tylko, bo przecież swoje miejsce w przestrzeni każdego z radzieckich miast musieli zyskać ojcowie założyciele wschodniego giganta.

W poszukiwaniu Starego Miasta musimy uciec na chwile od potęgi mińskiego socrealizmu i zaszyć się na drugim brzegu rzeki. Znajdziemy tam pełne klimatycznych restauracji i kawiarni pozostałości starego miasta. Rzędy XVIII i XIX wiecznych kamieniczek graniczą z Wyspą Łez, jednym z najbardziej sugestywnych pomników ofiar wojny. Jednym z naprawdę wielu pomników, na które natknąć można się praktycznie na każdym kroku. Cześć z nich to strzeliste obeliski, inne – podziemne krypty. Prawie każdy warto odwiedzić, szczególnie że ich szlakiem wytyczyć można idealny spacer po centrum białoruskiej stolicy. Ale Mińsk to nie tylko elementy tej historii, która miasto niszczyła.

Kolejnym kluczowym słowem jest komunizm – ludzie poszukujący zanikających dziś w Polsce śladów minionej epoki odnajdą w Mińsku wszystkie pozycje z listy must-see. I chociaż Józef Stalin upamiętnienia doczekał jedynie w przygranicznej Świsłoczy, to na Prospekcie Niepodległości spotkamy m.in. Włodzimierza Lenina i Feliksa Dzierżyńskiego. Ten drugi dumnie spogląda na siedzibę KGB – która w odróżnieniu od ukraińskich czy nadbałtyckich odpowiedniczek bynajmniej nie została przekształcona w muzeum. Duch komunizmu pozostał silny na białoruskich ulicach, a pojawiający się obok niego silny ruch wprowadzający na te ulice salony Hugo Bossa pozwala jak nigdzie indziej uchwycić klimat jednego z największych starć współczesnego świata.

Włodzimierz Lenin witający gości na Placu Niepodległości. Robi wrażenie nawet na tych, którzy hucznie nadchodzącą rocznicą wyłącznie się brzydzą.

4. Mińsk jako europejska metropolia

Istotnie, socrealistyczne budowle stały się dzisiaj domem dla sporej dawki zachodniego świata. Na każdym kroku spotkać można ekskluzywne sklepy i restauracje, w których ceny spokojnie porównać można do tych warszawskich. Znamienne jest to, jak kapitalistyczne symbole giną wśród socrealistycznych gmachów. Trzeba się nieco napracować, by z oddali dostrzec witryny i firmowe znaczki. Ale one tam są, od popularnych zachodnich restauracji aż po salony firmowe Ermenegildo Zegny czy nieobecnego wciąż w Polsce SuitSupply.

Nie tylko zakupy można w Mińsku robić elitarnie. Elitarnie można też pić i trzeba liczyć się z cenami niewiele niższymi od tych spotykanych na warszawskim Nowym Świecie. Imprezowe centrum Mińska kryje się nieopodal stacji metra Niamiha, znanej z tragedii w której kilkanaście lat temu życie straciło ponad 50 osób. Pomnik upamiętniający tamtejsze wydarzenia jest dzisiaj miejscem orientacyjnym dla rozpoczynających sobotnie noce młodych Białorusinów. Obserwując ich odniosłem wrażenie, że różnica pomiędzy wschodem i zachodem już dawno zaczęła się w Mińsku zacierać. Szczególnie w centrum. I szczególnie powyżej pewnego pułapu zarobków.

IMG_1456
Mieliśmy szczęście odwiedzić Białoruś akurat w okresie Święta Pracy i Dnia Zwycięstwa. Monumentalne dekoracje i publiczne przygotowania do obchodów dodają naszemu wschodniemu sąsiadowi kolorytu z dawnej epoki.

Podsumowując, Mińsk to jedno z tych miejsc, których nie znajdziecie na popularnych listach „30 atrakcji, które warto odwiedzić w Europie”. Nie wiem, czy mnie to martwi. Umieszczenie Białorusi na liście obok Toskanii mogłoby być krzywdzące dla obu stron. Istotą Białorusi jest to, że bardziej niż jakikolwiek inny kraj w Europie zmusza turystę do myślenia. Właśnie na takiej liście umieściłbym Mińsk. Zdecydowany TOP miejsc, które warto odwiedzić na drodze do zrozumienia współczesnego świata.

Dodaj komentarz