Miejskie impresje: Bukareszt – miasto pomiędzy historią

Miejskie impresje: Bukareszt – miasto pomiędzy historią

Pierwszym opublikowanym tutaj tekstem mimochodem nawiązałem do motywu miasta, w którym ścierają się ze sobą różne historyczne, kulturalne i społeczne żywioły. Dzisiaj będzie podobnie, choć bardziej dwubiegunowo. Tym razem za pole do podróżniczej analizy wziąłem odwiedzony przeze mnie zupełnie niedawno Bukareszt, miasto o niejednoznacznej przeszłości, która wciąż toczy ze sobą nieustanną walkę na ulicach miast i w ludzkiej mentalności.

IMG_2647
Nie wszędzie na Starym Mieście można złapać kadr bez żadnego „wątpliwej jakości” budynku. Tutaj prawie się udało.

Zwiedzanie rumuńskiej stolicy zacząłem nocą. Polecam to każdemu, kto chce złapać perfekcyjne pierwsze wrażenie Bukaresztu. Szczególnie podczas weekendów, kiedy niezależnie od godziny Stare Miasto zawsze tętni życiem po zmroku. Noc daje Bukaresztowi możliwość iluminacji tego, co w nim najlepsze i schowania tego, co w nim najgorsze. Nazajutrz łapałem się na tym, że miejsca które zrobiły na mnie ogromne wrażenie w nocnym świetle rano straciły część ze swojego blasku. Do głosu doszła natomiast ta druga strona miasta. Nie będzie to historia rodem z Doktora Jekylla, bo komunistyczny Bukareszt nie jest jednoznacznym Misterem Hyde. No i przede wszystkim, niesie ze sobą ogromny ładunek historyczno – społeczny, bez zrozumienia którego ciężko pisać o współczesnej Rumunii.

Szukając Paryża Wschodu
Przedwojenny Bukareszt nazywany był Małym Paryżem bądź Berlinem Wschodu. Do tego pierwszego porównania odnieść się nie mogę – jak dotąd nie miałem okazji zameldować się pod Wieżą Eiffla. Niewątpliwie jednak przemieszczając się wśród budowanych na francuską modłę gmachów, które dziś najczęściej pełnią rolę muzeów i teatrów, czuć zachodni klimat miasta. Istotnie przecież cała tożsamość narodowa Rumunów oparta jest na jedności ze światem romańskim, ze wspaniałą genezą wywodzącą się od Imperium Rzymskiego i historią przyjaźni z kuzynami z zachodniej Europy. Dzisiaj z Małego Paryża zostało niewiele. Tragiczne trzęsienie ziemi z 1977, w którym śmierć poniosło kilka tysięcy obywateli Rumunii i Bułgarii okrutnie rozprawiło się z architekturą dwudzestolecia międzywojennego, która nie była przygotowana na taką ewentualnosć. Lata 70-te, na które przypada wzrost represji reżimu Ceaucescu nie zostawiły także wiele możliwości odbudowy ze zniszczeń. Sam dyktator nie był zbytnio zainteresowany zabytkowym obliczem miasta. Miał swoje własne koncepcje, które zupełnie nie liczyły się z dziedzictwem miasta. Mimo tego wciąż spacerując po Starym Mieście turysta ma na czym zawiesić oko. Na budynkach teatrów, na ukrytych w gąszczu architektury zabytkowych kościołach, a dla konserów dziejów dawniejszych – na pamiętającym czasy Drakuli pałacu Curtea Veche. Wszystko to w oparach alkoholu hojnie lejącego się wzdłuz najważniejszych arterii nigdy niezasypiającej starówki.

Starówka nie jest bynajmniej jedynym, co klasyczny Bukareszt ma do zaoferowania. Poczuć klimat przedwojnia możemy wybierając się na kilkukilometrowy spacer pomiędzy Piața Romană a Arcul de Triumf. Po drodze spotkamy wiele luksusowych willi, dziś oczywiście często lekko podupadłych, które przypominają o francuskim klimacie i francuskich marzeniach dawnego Bukaresztu. Sam Łuk Triumfalny, poświęcony rumuńskim żołnierzom, jest obok prezentującego resztki Kolumny Trajana Muzeum Historycznego jednym z najmocniejszych nawiązań do zachodniej kultury romańskiej, tak ważnej dla rumuńskiej tożsamości. Za łukiem znajdziemy z kolei najciekawszy chyba park Bukaresztu, Parcul Herăstrău, a w nim Muzeum Wsi, bogaty zbiór artefaktów związanych z ludową historią kraju.

IMG_2645
Wilczyca Kapitolińska zapraszająca na Stare Miasto. Duch Imperium jest tu silny!

Przy wszystkich wadach Ceaușescu można wymienić jednak z pewnością jedną „zaletę”. Zachłyśnięty swoją władzą przemierzał Rumunię szczelnie zamknięty w jednej ze swoich kilkunastu limuzyn, zatrzymując się tylko tam gdzie miał na to wyraźną ochotę i rzadko kiedys ruszając się dalej niż 50 metrów od samochodu. Dzięki temu w Bukareszcie udało się ukryć wiele… kościołów. Oczywiście ideologia ludowej Rumunii zakładała pełen ateizm i walkę z wszelkimi przejawami wiary. Dlatego dzisiaj w Bukareszcie rzadko znajdziemy „wolnostojący” kościół. Większość z nich jest wbita pomiędzy większe od siebie bryły, co sprawia niesamowite wrażenie. Najlepiej można to odczuć przechodząc z Piața Unirii pod Pałac Parlamentu i zagłębiając się w pobliskie budynki – to właśnie tam architekci stawali na głowie, by pośród nowo budowane reprezentacyjnego kwartału miasta ukryć ocalone zabytkowe cerkwie i kościoły.

Wszystko na jedną kartę 

Drugi Bukareszt to oczywiście ten komunistyczny. Komunistycznie zaplanowany ale także komunistycznie zniszczony. Jego centralnym punktem, ponadczasową ikoną jest Pałac Ludowy, dzisiaj pełniący funkcję parlamentu. Budowa pałacu została zlecona przez Ceaușescu w 1983 roku i była łabędzim śpiewem paradoksów i dramatów wschodnioeuropejskiego komunizmu. By sfinalizować projekt, a początkowo dyktator dawał na to dwa lata, przekształcono Rumunię w wielki obóz pracy. Swoją cegiełkę do budowy pałacu dołożyć miał każdy obywatel, bez względu na wiek czy zatrudnienie. Przewodniczka opowiadała historię ze swojej szkoły, w której jako ośmioletnie dzieci mieli za zadanie opiekę nad hodowlą jedwabników. Istotnie, do budowy pałacu nie wykorzystywano materiałów z zewnątrz. Ukończony w 2005 roku, a więc 16 lat po śmierci Ceaușescu Pałac Parlamentu jest dzisiaj drugim największym budynkiem rządowym na świecie, ustępując tylko Pentagonowi. Drugim obok parlamentu budynkiem, który sprawia że zdecydowanie poczujemy się na komunistycznym wschodzie jest Dom Prasy (dziś Dom Wolnej Prasy), który Rumuni polecili mi po tym, jak w rozmowie pokazałem im zdjęcia Pałacu Kultury i Nauki.

IMG_2699
Pałac Ludowy z założenia nie miał kopiować jakiegoś konkretnego zamku czy pałacu zachodniej Europy. Miał kopiować wszystkie naraz. Sale stylizowane na Wersal czy Schönbrunn to w części udostępnionej do zwiedzania absolutna podstawa.

Reminiscencją komunizmu jest z drugiej strony wszechobecna brzydota bloków mieszkalnych. Nigdy nie byłem wielkim fanem polskiej wielkiej płyty, ale przy rumuńskiej „architekturze” mieszkaniowej ubiegłej epoki nasz Tarchomin jest jak Wersal. Co więcej, koszmarki potrafią być wciśnięte wszędzie, nawet pomiędzy dwa klasycystyczne, odnowione teatry… Żeby zrozumieć przyczyny istnienia cokolwiek odpychających miejsc w centrum jednej z europejskich stolic w XXI wieku trzeba jednak sięgnąć głębiej do historii i do ran, jakie okres dyktatury pozostawił w rumuńskim społeczeństwie.
Jedną z psychologicznych pozostałości rumuńskiego komunizmu, która odbija się na tkance miasta jest wielkie przywiązanie do majątku ruchomego z jednoczesnym dość obojętnym podejściem do miejsca zamieszkania. Stąd na ulicach Bukaresztu możemy spotkać naprawdę „solidne” samochody, a rozmaite modele Ferrari czy Porsche stoją nieraz zaparkowane pod totalnymi ruderami. Drastyczna nawet jak na warunki bloku wschodniego polityka antywłasnościowa zabiła u wielu Rumunów głębokie przywiązanie do tego jak wygląda miejsce zamieszkania, przekuwając to przywiązanie w miłość do przedmiotów ruchomych. Z drugiej strony wciąż gdzieś w podświadomości utrzymuje się nawyk spychania odpowiedzialności, czasem na państwo, czasem wspólnotę. W ten sposób przestrzeń publiczna pozostaje niczyja, a więc zaniedbana. Paradoksem jest, że przecież bardzo często zbitki „wszystko wspólne – wszystko niczyje” używamy dla czasów przed ’89. Ale wtedy ktokolwiek o to „wszystko” dbał. Po rozpadzie dawnego systemu jest o to znacznie trudniej. Dlatego też Bukareszt miejscami niemalże odraża, tworząc ogromny dysonans poznawczy, bo przecież jesteśmy w stolicy poprawnie rozwijającego się członka Unii Europejskiej.

IMG_2692
Dwa oblicza Bukaresztu niezwykle często łączą się ze sobą w miejskiej przestrzeni. Zza każdego klasycznego budynku wystawać może młodszy kolega.

Wizyta w Bukareszcie uświadomiła mi, że do Rumunii koniecznie muszę kiedyś wrócić. Przede wszystkim po to, by lepiej zrozumieć ten kraj, który przecież leży tak blisko nas i dzieli z nami wiele historycznych momentów. Sama stolica, mimo że na pierwszy rzut oka przeciętna, zmusza człowieka do aktywności. Zarówno fizycznej, bo wiele wartych uwagi miejsc warto zrobić tylko i wyłącznie na nogach, jak i umysłowej – by Bukareszt poczuć i zrozumieć. A koniec końców – wszystkie drogi prowadzą do staromiejskich barów.

IMG_2678
A na koniec moja ulubiona instalacja artystyczna w Bukareszcie – stojący pod budynkami rządowymi na Piaţa Victoriei Pomnik Korupcji.

Dodaj komentarz