Miejskie impresje: Belgrad – brama do Bałkanów

Miejskie impresje: Belgrad – brama do Bałkanów

Chociaż wizyta w Belgradzie nie była moją pierwszą na Bałkanach, pozwoliła mi ona uporządkować sobie ten region w głowie. Zmierzając na południe od strony Węgier serbska stolica jawi nam się jako brama do Bałkanów. I nie ma w tym stwierdzeniu przesady. Miasto to ma bowiem wszystko, co wprowadza w burzliwe dzieje i kulturę tego regionu. A oprócz tego wcale nie leży daleko od nas – wręcz idealnie nadaje się na ciut bardziej egzotyczny weekendowy city break.

Dotyk Bałkanów

Wjeżdżając do Belgradu od strony Nowego Sadu warto zatrzymać się w dzielnicy Zemun, a konkretnie jej historycznym centrum zwanym Gardoš. Okolica zdominowana jest przez wybudowaną pod koniec XIX-wieku wieżę Jana Hunyadego, zbudowaną na cześć tysiącletniej obecności Węgrów w Panonii. Wieża postawiona została na ruinach dawnej twierdzy, w której węgierski dowódca zmarł po zwycięskim odparciu Turków spod Belgradu w 1456 roku. Zapuszczając się w uliczki Zemunu znajdziemy między innymi lokalny targ i wiele klimatycznych budynków, ale na przywitanie z miastem najlepiej usiąść w jednej z nadbrzeżnych piwiarni z widokiem na spokojne wody Dunaju.

To tylko rozgrzewka przed absolutnie najbardziej bałkańską częścią Belgradu, jaką jest znajdująca się we właściwym centrum miasta Skadarlija. Miejsce, które przez wieki przyciągało lokalną bohemę i elity społeczne stało się turystyczną wizytówką miasta, która wieczorami oferuje solidną dawkę tradycyjnej kuchni i muzyki. Sama Skadarlija to krótka i wąska brukowana uliczka położona niejako na uboczu w stosunku do ścisłego centrum miasta. Ciężko polecać tam konkretnie knajpy – niemal każda z nich oferuje świetny klimat i ma za sobą lata historii. Wieść niesie, że najciekawsze są jednak miejsca z liczbami w tle. Tri Šešira i Dva Jelena pamiętają jeszcze czasy XIX wieku i wizyty światowych sław od szefów rządów po ikony rocka.

Nie byłbym sobą, gdybym w tym miejscu nie wspomniał o piłce nożnej. Bałkany kojarzą się wszak z niezwykle aktywną – i uważaną za równie niebezpieczną – sceną kibicowską, a Belgrad poprzez rywalizację Partizana i Crvenej Zvezdy jest jednym z punktów zapalnych w regionie. Gdyby przypadkiem w Belgradzie trafił nam się jakiś gorący mecz to… nie ma co się zastanawiać i jak najszybciej ogarnąć sobie bilety. Atmosfera bywa bowiem imponująca, a niebezpieczeństwo kiedy już znajdziemy się na jednym z dwóch położonych obok siebie stadionów praktycznie znika. Szczególnie, kiedy jesteśmy obcokrajowcami zainteresowanymi lokalnym sportem.

Oko w oko z historią

Belgrad oferuje jednak nie tylko bliski kontakt z kulturą, ale przede wszystkim z historią. Historycznym sercem miasta jest Twierdza Belgradzka wraz z przylegającym do niej Parkiem Kalamegdan. Pierwsze fortyfikacje powstawały tutaj jeszcze przed Chrystusem, a swoją dziejową rolę odegrała w połowie XV wieku kiedy wspomniany już Jan Hunyady odparł Turków oblegających Belgrad. Dało to Węgrom siedem dekad wytchnienia, po których serbska stolica aż do XIX wieku dostała się pod panowanie Imperium Osmańskiego.

Dzisiejszy obraz miasta to jednak przede wszystkim wspomnienie o konfliktach i nienawiści, jakie targały Bałkanami jeszcze niespełna dwie dekady temu. Serbska stolica znacząco ucierpiała w amerykańskich nalotach końca lat 90-tych, a żywym pomnikiem tych wydarzeń są znajdujące się naprzeciw (nieczynnego obecnie) dworca kolejowego ruiny Sztabu Generalnego. W niepokojący sposób historia ta znalazła swoje upamiętnienie pod budynkiem parlamentu, gdzie na planszach znajdziemy wizerunki ofiar wojny w Kosowie. Tyle od bardziej reprezentacyjnej strony, jednak gdy obejdziemy plansze dookoła znajdziemy tam znacznie więcej politycznej propagandy, drastycznych zdjęć z pola bitwy, a nawet oskarżenie muzułmanów o dokonanie masakry w Srebrenicy na serbskiej mniejszości. Wystawa pozostawiła we mnie dziwne uczucie, ale była też ważnym wstępem do rozważań o tym jak wojny lat 90-tych odmalowywane są dzisiaj w bałkańskich społeczeństwach – i czego w tym obrazie brakuje.

Opowieść o Jugosławii

Serbia jest też bez wątpienia właściwym miejscem jeśli chcemy poczuć klimat Jugosławii. Nie tylko dlatego, ze znaczna część Belgradu to popis użytkowej, komunistycznej architektury mieszkaniowej, który ze wschodu i zachodu strzeżony jest przez dwie brutalistyczne „Bramy Belgradu”. Serbowie wciąż bowiem czują więź z dawnym, komunistycznym państwem, a pamięć o nim pielęgnowana jest między innymi w Domu Kwiatów, mauzoleum marszałka Josipa Broz Tito. Położone wśród ogrodów w dzielnicy dyplomatycznej mauzoleum opowiada nam w pigułce dzieje polityczne Jugosławii, a interesujące nas tematy możemy zgłębiać w położonym obok Muzeum Jugosławii. Podczas mojego wyjazdu teren był w przebudowie, więc za jakiś czas może być zorganizowany jeszcze lepiej niż dotychczas.

Spokój willowej okolicy, w której spoczął twórca zjednoczonej Jugosławii zdecydowanie kontrastuje jednak z planami urbanistycznymi, jakie były w tym kraju wdrażane. Monumentalizm i brzydota poszczególnych osiedli i budynków użytkowych może dzisiaj w Belgradzie stanowić atrakcję samą w sobie, jeśli tylko w podróży szukamy pejzaży odmalowujących najnowszą historię Europy. Jak Bałkany długie i szerokie z drugim takim ośrodkiem miejskim się bowiem nie spotkałem i raczej nic w tym dziwnego – wszak serbska stolica jest największym miastem byłej Jugosławii i jednym z największych w regionie.

Impreza do granic możliwości

Ostatnia dekada zaznaczyła się jednak w Belgradzie jako triumf imprezowego image’u miasta. Rzeczywiście, dostęp do nocnych rozrywek to dzisiaj turystyczna wizytówka miasta, a jak Bałkany długie i szerokie nie spotkałem drugiej tak żywego nocą miasta. Nie licząc może nadmorskich kurortów, ale one rządzą się swoimi prawami i niekoniecznie dostarczają pożądanych wrażeń. Ciężko wskazać jedno imprezowe centrum Belgradu, ale w czołówce na pewno znajdują się brzegi rzeki Sawy, z barami i dyskotekami urządzonymi na łodziach oraz w postindustrialnych dokach. Dla Serbów imprezy są okazją do odreagowania niekoniecznie różowej rzeczywistości ich kraju. Dla gości z całej Europy są z kolei okazją do przeżycia czegoś alternatywnego na styku kultur, w dodatku bez konieczności zostawienia za sobą wielkich pieniędzy. Sawa i Dunaj to nie jedyne miejsca, gdzie można zagubić się w sobotnią noc. Nieco spokojniejszą opcją jest Twierdza Belgradzka, otwarta nocą i pełna pijących tańszy niż w barach alkohol piknikowiczów. A schodząc z twierdzy trafiamy już na ulicę Kneza Michała, która wśród patrzących jeszcze na Zachód, a w szczególności Wiedeń, drogich butików i restauracji poprowadzi nas do centrum miasta, na plac Republiki i w końcu na wspomnianą Skadarliję. Belgrad nocą żyje także w parkach rozrzuconych po całym centrum. Jest tego trochę i naprawdę ciężko imprezowe porady sprecyzować – bo w Belgradzie każdy musi znaleźć swoją opcję. Tylko nie polecam przesadzać z rakiją, która urwała mi parę godzin ze zwiedzania.

W pigułce

Dojazd: do Serbii najlepiej wybrać się samochodem, jakość autostrad prowadzących do Belgradu nie jest może pierwszoligowa, ale nie jest to wymagająca podróż jeśli tylko mamy kierowców na zmianę. Najszybciej do Belgradu dostaniemy się samolotem, ale bezpośredni z Polski lata jedynie LOT. Trzeba być nastawionym na to, że wypad na weekend to optymistycznie 250 zł w jedną stronę. Najtaniej wychodzi Wizz, który do Belgradu lata między innymi z Eindhoven i takie przesiadkowe połączenie rzeczywiście opłaca się finansowo i czasowo. A przy okazji można zwiedzić inny kawałek świata! Racjonalne ceny znajdziemy też na trasie Berlin – Belgrad występującej w katalogu linii easyJet. Trzecią standardową opcją jest pociąg, najpierw musimy przedostać się do Budapesztu, a stamtąd droga do Belgradu jest już otwarta. Tutaj jedyną zaporą są przebitki cenowe na międzynarodowych trasach kolejowych.  Komunikacji autobusowej na tak długim szlaku szczerze nie polecam, ale w niezłej cenie można pomęczyć się FlixBusem.

Noclegi: Belgrad posiada bogatą i stale rozwijającą się ofertę noclegową, ale na swoim przykładzie mogę jedynie odradzić rejon dworca kolejowego – jest relatywnie daleko do atrakcji, dość głośno i niekoniecznie bezpiecznie po zmroku.

Warto: złapać kieliszek rakiji wśród dźwięków lokalnej muzyki na Skadarliji, odwiedzić Marszałka Tito w jego mauzoleum, wybrać się na piłkarskie derby Belgradu (ostrożnie!), odszukać „perły” jugosłowiańskiego brutalizmu, obejrzeć propagandowe wystawy pod parlamentem, wybrać się wieczorem na twierdzę Kalamegdan, przywitać wschód słońca imprezując nad Sawą i Dunajem.

Nie warto: wybierać się na położoną za miastem Avala Tower, która co prawda jest reklamowana jako wielka atrakcja i świetny punkt widokowy na Belgrad, ale jest tam wszystko poza rzeczonym widokiem. Muzeum Tesli jest ważnym punktem na mapie Belgradu, ale podobnie – jak na tak ważny punkt nie wykorzystuje swojego potencjału.

IMG_0122
Wieża Hunyady’ego to jedna z pierwszych atrakcji na turystycznej mapie Belgradu i niezły punkt widokowy na rozpościerające się w oddali miasto.
IMG_0201
Ruiny zbombardowanego przez NATO Sztabu Generalnego.
IMG_0207
Kalamegdan nocą.
IMG_0187
Serbski parlament i Hiszpania nie wspierająca Kosowa.
IMG_0191
Z drugiej strony tej samej wystawy – pokaz propagandy, która oddala Bałkany od ostatecznego rozprawienia się z demonami minionych wojen.
IMG_0172
Wojsko pełni jak widać ważna rolę w serbskiej polityce. W tle klasyka jugosłowiańskiej architektury.
IMG_0134
Zachodnia Brama Belgradu. Mówcie co chcecie – robi wrażenie!
IMG_0146
A oto grób jednego z nielicznych komunistycznych polityków, którzy wciąż cieszą się poważaniem i sławą. Patrząc na to co działo się w regionie po jego śmierci – zupełnie słusznie.
IMG_0200
Cerkiew św. Sawy, tak jak nie lubię turystyki sakralnej, tak belgradzka cerkiew wraz z przyległościami zrobiła na mnie dobre wrażenie.
IMG_0212
Wejście na Skadarliję od razu pozwala poczuć klimat miejsca.
IMG_0219
Wieża Avala może i prezentuje się imponująco z tej perspektywy, ale jest to raczej wycieczkowa strata czasu.

Dodaj komentarz