Majówka w śląskim – 10 praktycznych pomysłów

Województwo śląskie oferuje mnóstwo zróżnicowanych atrakcji rozrzuconych między Częstochową a beskidzkim Trójstykiem. Ogarniając własne plany postanowiłem przygotować dla Was tekst z 10 pomysłami na jednodniowe wypady, które pomimo zamknięcia lwiej części świata pozwolą na chwilę odpoczynku i lepszego poznanie Śląska (i okolic).


Długie miesiące zamknięcie sprawiają, że wielu z nas pragnie się gdzieś wyrwać. I moje propozycje będą dotyczyły właśnie tego rodzaju podróżowania. Krótkiego wyrwania się, bo przecież o „pełnej wersji” podróżowania nie ma mowy. Do każdej z propozycji dołączam notkę „A co, jeśli będzie padać?”, bo prognozy pogody są niestety średnie, ale wydaje mi się, że możemy spodziewać się przynajmniej jednego dnia bez deszczu.

Jurajska Częstochowa


Na Jasnej Górze podobno nie ma wirusa, więc listę pomysłów zacznę od Świętego Miasta. Jeśli nie szukacie ucieczki od asfaltu i betonu, to na dobry początek możecie przespacerować się Alejami i wpaść na kultowe zapiekanki. Sensem wyjazdu na północ województwa jest jednak przede wszystkim wizyta na Orlich Gniazdach i Jurze. Popularnym przystankiem na trasie jest Olsztyn i jeśli nie mieliście okazji podziwiać tamtejszego zamku z charakterystyczną dwukolorową wieżą, to zdecydowanie polecam go jako drugą atrakcję. A później można już lecieć zgodnie z kolejnością, czyli przez Mirów i Bobolice do Ogrodzieńca. Albo na Pustynię Błędowską. Alternatywnych tras jest mnóstwo, bo przecież na uwagę zasługują również Złoty Potok i zalew w Poraju.


Jak tam dojechać? Niestety, Orle Gniazda to impreza na samochód.


A co, jeśli będzie padać? Zostawiam to Waszej ocenie – wypad jest samochodowy, więc pomimo deszczu można będzie z niego sporo wyciągnąć. A może w ciągu dnia przestanie lać?

Zieleń i klasyka architektury sakralnej to dwa powody, by odwiedzić Jasną Górę. I abstrahując od poglądów uważam, że warto wybrać się tam chociaż raz w życiu.


Zielone Katowice


Jeden ze słynnych sloganów głosi, że Katowice są Miastem Ogrodów. Złośliwi mówią, że obecnie bliżej im do Miasta Betonu, ale mieszkańcy stolicy województwa niewątpliwie mają w czym wybierać, gdy chcą odpocząć wśród zieleni. Moją propozycją na majówkowe wyciszenie jest spacer po Lesie Murckowskim, którym możecie dotrzeć do Wesołej Fali i Mysłowic. Drugi strzał to park na Muchowcu. Trzeci – Trzy Stawy. Czwarty – stawy na Borkach. A to dopiero początek, bo sam mimo mieszkania w okolicy nie miałem jeszcze okazji odkryć wszystkich atrakcji Zielonych Katowic. A jeśli w przeciwieństwie do mnie katowicką zieleń macie przerobioną wzdłuż i wszerz, to wpadnijcie do Siemianowic Śląskich. Spacer po parku miejskim i położonej nieopodal Bażantarni może być wyprawą na kilka godzin. Szczególnie, jeśli postanowicie odwiedzić kontrowersyjny cmentarz żołnierzy niemieckich. A jeśli zieleń Was znudzi, to zawsze możecie wpaść na Nikiszowiec. Albo tzw. Alpy Wełnowieckie.


Jak tam dojechać? Wszędzie da się dotrzeć komunikacją miejską i gorąco to polecam, bo auto w przypadku spacerów po rozległych parkach niepotrzebnie nas wiąże.


A co, jeśli będzie padać? Wtedy niestety przyjemność z takiej trasy będzie znikoma – odpuściłbym.

Las Murckowski pozwala uciec od miejskiego zgiełku. Tylko uważajcie na dziki!
O wspomnianych Alpach Wełnowieckich będę jeszcze pisał, ale jeśli lubicie księżycowe krajobrazy i postindustrialny Śląsk, to po odetchnięciu w lasach i parkach możecie wpaść na jedną z największych znanych mi hałd.

Niedoceniana północ aglomeracji


Turystyka w północnej części aglomeracji skupia się zazwyczaj w Tarnowskich Górach, ale ze wszystkich lokalnych atrakcji można poskładać całodniową wycieczkę. Zaczynając od bytomskiej Suchej Góry, poprzez miejskie krajobrazy Tarnowskich Gór, a kończąc na podziwianiu świetnych widoków z Kopca Wyzwolenia możemy połączyć różne rodzaje turystyki w jednym całodniowym wypadzie. A przecież nie wspomniałem jeszcze o Świerklańcu z zespołem pałacowo-parkowym, jeziorze Chechło i Radzionkowie ze Śląskim Ogrodem Botanicznym.


Jak tam dojechać? Weźcie samochód, jeśli nie chcecie użerać się z przesiadkami.


A co, jeśli będzie padać? Odłożyłbym tego rodzaju wypad na inny dzień.

A może Gliwice?

A konkretnie Gliwice i okolice. Samo miasto kryje w sobie mnóstwo interesujących muzeów, do których obecnie niestety nie wejdziemy, ale spacer po najbardziej klimatycznym Starym Mieście w regionie można połączyć z wypadem nad Jezioro w Pławniowicach. Albo nad Dzierżno Duże. Inna opcja to poszukiwanie klimatu małych śląskich miasteczek w miejscach takich jak Toszek. Okolice Gliwic mają do zaoferowania sporo ciekawostek, o których często zapominamy, bo przecież aglomeracja kończy się właśnie na Gliwicach.


Jak tam dojechać? To zależy na jaką kombinację się zdecydujecie. Gliwice i Dzierżno są do zrobienia pociągiem, wyszukiwanie lokalnych ciekawostek będzie wymagało wolności, którą daje samochód.


A co, jeśli będzie padać? Skoro już odradziłem Wam Katowice i okolice Tarnowskich Gór, to tutaj napiszę, że możecie próbować, ale polecam robić to samochodem.


Tęsknie za Tobą Czechu, czyli trasa ku Meandrom Odry


Z własnych doświadczeń wiem, że osoby mieszkające w centrum aglomeracji rzadko docierają w okolice Wodzisławia Śląskiego, Rybnika i Raciborza. Majówka może być dobrym pretekstem, żeby odwiedzić graniczną część Śląska. Jadąc z Katowic można zacząć od Raciborza, zatrzymując się po drodze pod klasztorem w Rudach. Racibórz to miasto idealne na krótki spacer połączony z wizytą w Parku Zamkowym, ale przy dobrej pogodzie można odwiedzić również Arboretum Bramy Morawskiej. Kierując się na południe, dotrzecie do Chałupek i Granicznych Meandrów Odry, które oddzielają Polskę od niestety niedostępnych Czech. Wracając możecie zahaczyć o Rybnik albo zabytkowe osiedle robotnicze w Czerwionce-Leszczynach. Moja propozycja to tylko zarys trasy – zachęcam do wyszukiwania ciekawostek po drodze, takich jak np. ruiny pałacu w Tworkowie czy wieża widokowa w miejscowości Pogrzebień (nie jestem pewien, czy jest otwarta).


Jak tam dojechać? Samochodem, innego sposobu realizacji tego pomysłu sobie niestety nie wyobrażam.


A co, jeśli będzie padać? To trasa na samochód, więc nawet w deszczu można sporo z niej wyciągnąć.

Ze wspomnianym pałacem w Tworkowie związane się burzliwe historie. Osobiście nie udało mi się tam jeszcze dotrzeć, ale moja partnerka poleca. 🙂


Przystanek Pszczyna


Pszczyna to miejsce, które zdecydowanie lepiej odwiedzić przy otwartych muzeach, ale podczas tegorocznej majówki może stanowić świetny przystanek w drodze na południe województwa. Pomysł na „okrojoną” Pszczynę to spacer wokół zabytkowego rynku i wizyta w jednym z miejskich parków. Co więcej, według informacji dostępnych w Internecie podczas majówki otwarta będzie Pokazowa Zagroda Żubrów, czyli śląska namiastka Białowieży.


Jak tam dojechać? Pociągiem albo samochodem.


A co, jeśli będzie padać? Deszcz będzie kolejnym argumentem za tym, by poczekać z wizytą w Pszczynie na lepsze czasy.


Bielsko, czyli do miasta i w góry


Bielsko-Biała stanowi wyjątkowe połączenie dużego miasta z górskim kurortem. I chociaż kurortowe są w zasadzie tylko przedmieścia przytulone do zboczy Beskidów – Śląskiego i Małego, to wizyta w centrum Bielska może być atrakcją samą w sobie dla miłośników historii i architektury. Jedyny w Polsce pomnik Marcina Lutra czy charakterystyczne śródmieście czyniące z miasta „Mały Wiedeń” to atrakcje z gatunku must-see dla turystów przemierzających Górny Śląsk. A jeśli Górny Śląsk aż tak Was nie pociąga, to wystarczy przejść przez rzekę, do Białej, która też ma swój miejski urok. A po miejskim spacerze polecam wdrapać się na szczyt Magurki Wilkowickiej albo Szyndzielni, by spojrzeć na miasto z góry. Albo wybrać się do urokliwej Doliny Wapienicy.


Jak tam dojechać? Wszystkie najważniejsze atrakcje Bielska są osiągalne z pomocą transportu publicznego, ale samochód też da radę, chociaż z parkowaniem w centrum może być w kratkę.


A co, jeśli będzie padać? Jeśli planujecie majówkę pociągiem, to odpuściłbym. Autem można kombinować.

Bielsko widziane spod Magurki Wilkowickiej. A w schronisku na szczycie udało mi się napić Kofoli 😉


Beskid Śląski dla zaawansowanych


Dlaczego dla zaawansowanych? Dlatego, że mam wrażenie, że Beskid Śląski to miejsce, do którego zdążył już trafić każdy mieszkaniec naszego województwa. Nie będę Wam zatem proponował wejścia na Baranią Górę albo Czantorię, bo zakładam, że każdy mógłby wpaść na to bez czytania czegokolwiek w internecie. W zamian podrzucam trzy trasy, na których mogło Was jeszcze nie być. I które są osiągalne z użyciem transportu publicznego.


Z Brennej do Ustronia


Ustroń i Brenna są położone w taki sposób, że ciężko podróżować między nimi bez przesiadek i kombinacji, ale mam na to jeden patent. Przyjeżdżając do Brennej (wymaga to przesiadki na autobus w Skoczowie) możemy zwiedzić tą zamkniętą z trzech stron miejscowość i znaleźć szlak prowadzący na Równicę. To jeden z dwóch szczytów górujących nad Ustroniem, świetnie zagospodarowany turystycznie, chociaż dzisiaj nie ma to znaczenia. Najważniejsze jest jednak to, że z Równicy możemy na spokojnie zejść do Ustronia i skończyć jednodniową przygodę z Beskidami spacerem nad Wisłą. Przejście szlakiem trwa około 3 godzin i nie powinno być szczególnie trudne, chociaż oczywiście nie jest to spacerek.


Z Kubalonki na Ochodzitą


Ochodzita to najlepszy punkt widokowy w Beskidzie Śląskim, a Kubalonka wcale nie stoi pod tym względem wiele gorzej. Trasa łącząca popularną przełęcz z samotną górą ma jedną zaletę – jeśli nie wydarzy się jakiś cud, to przez większość czasu będziecie na niej sami. Mowa jednak nie o szlaku żółtym, prowadzącym przez Zaolzie, ale o połączeniu szlaku czerwonego ze szlakiem niebieskim, przez Stecówkę, Karolówkę i Gańczorkę. Moim zdaniem to jedna z mniej docenianych tras w Beskidach, która oferuje wszystko – od „pełnego zanurzenia” w przyrodzie po kapitalne widoki na Beskidy i Tatry. Te ostatnie da się wypatrzyć już z Kubalonki, ale w pełnej krasie ukazują się dopiero na Ochodzitej. No i patrząc całkiem obiektywnie – nie jest to wymagający szlak. Czas przejścia: ok. 5 godzin.


Pod Ochodzitą możecie zamówić obiad na wynos ze słynnej karczmy, co może być miłym uzupełnieniem pikniku na szczycie góry.

Beskid Śląski widziany z Ochodzitej. Jej największym plusem jest dostępność – podejście trwa kilkanaście minut i jest zupełnie proste.


Z Wisły do Ustronia


Z Wisły do Ustronia można przejść szlakami na dwa sposoby, a ja chciałbym dzisiaj zaproponować ten mniej uczęszczany, czyli prowadzący przez Trzy Kopce i Orłową. W zależności od sił i chęci możecie pociągnąć go do Równicy, albo zejść z Orłowej na przystanek kolejowy w Ustroniu Polanie. Czas wyprawy: 4-6 godzin.


Jak tam dojechać? Wszystkie trzy szlaki są zaprojektowane z myślą o użytkownikach transportu publicznego. Wykorzystanie samochodu nie ma tutaj sensu, bo musielibyście robić pętlę. Do Ustronia i Wisły dotrzecie pociągami Kolei Śląskich, a dojazd do Brennej i Kubalonki wymaga przesiadki na lokalne autobusy – podobnie jak powrót spod Ochodzitej do Wisły.


A co, jeśli będzie padać? Decyzja należy do Was – po górach da się chodzić w deszczu, ale radość z widoków i pogody ustępuje wtedy satysfakcji ze zrobienia czegoś trudniejszego.


Beskid Żywiecki na trzy sposoby


Mam wrażenie, że Beskid Żywiecki jest słabiej znany niż Śląski. Wynika to zapewne z faktu jego rozległości i pewnego paradoksu. Otóż pomimo tego, że kolej w Żywieckim dojeżdża do samej granicy ze Słowacją, poruszanie się tam bez samochodu to istna katorga. Zobaczmy zatem, co możemy zrobić w jeden dzień w Beskidzie Żywieckim.


Sposób nr 1 – wizyta w Żywcu i nad Jeziorem Żywieckim. Prosta historia, czyli wizyta w mieście, w którym co prawda nie zobaczycie najważniejszego (czyt. browaru), ale będziecie mogli wybrać się na spacer wśród zabytkowych kamienic. No i odwiedzić jedno z najbardziej malowniczych jezior w Polsce, czyli Jezioro Żywieckie.

Widok na Jezioro Żywieckie z wierzchołka Góry Żar. Po lewej widać trasę popularnej kolejki w formie „tramwaju”. Żywiec nie jest wybitnym miejscem startu górskich wędrówek, ale będąc nad jeziorem warto dać szansę Żarowi z jego świetnymi punktami widokowymi i sztucznym jeziorem położonym na szczycie.


Sposób nr 2 – W góry koleją. Linia kolejowa prowadząca do Zwardonia zatrzymuje się m.in. w Rajczy, Rycerce i Soli. Stamtąd można podejść na Halę Boraczą albo w kierunku Rycerzowej, chociaż druga z tras to wielogodzinne wyzwanie dla ludzi, którzy dość dobrze znają się z Beskidami. Możecie też dojechać pociągiem do końca i wybrać się na Rachowiec i Skalankę ze Zwardonia albo Lalików, które posiadają jeden z najdzikszych przystanków kolejowych w Polsce.
Sposób nr 3 – W góry autem. Z pomocą samochodu możecie zrobić wszystkie góry, które oferują ciekawe pętle (bo co to za zabawa wracać tym samym szlakiem?). Moje propozycje? Wielka Racza z Rycerki Górnej albo Rycerzowa z Soblówki. Auto pozwoli Wam też na swobodne zwiedzanie podżywieckich wsi, które często są bardzo urokliwe i nie dosięgła ich jeszcze znana z Beskidu Śląskiego komercjalizacja. Jeśli nie jesteście doświadczonymi górołazami to nie myślcie póki co o Babiej Górze, odradzam też Pilsko – nie dlatego, że leżą poza granicami województwa (a w drugim przypadku również Polski), ale dlatego, że warunki wciąż są tam zimowe.


Jak tam dojechać? Tę kwestię opisałem przy każdym ze sposobów.


A co, jeśli będzie padać? 1 – odpuściłbym, 2, 3 – decyzja należy do Was, wszak nie w takich warunkach zdobywało się beskidzkie szczyty 😉 Rok temu w majówkę wybrałem się na Skrzyczne przez Baranią Górę i kończyłem przygodę w pełnym śniegu przy widoczności nie przekraczającej 10 metrów. Majówka średnia, wspomnienia świetne.


Trzy wsie na trzeciego maja


Nie jestem fanem Trójwsi głównie dlatego, że przyszło mi tam spędzić dzieciństwo (a jak może wiecie, jestem bardzo „miejskim” człowiekiem), ale z czystym sercem mogę polecić ją na majówkową jednodniówkę. Dokąd się kierować? Zakładając zamknięcie wszystkich muzeów, proponuję 5 alternatywnych atrakcji:


Kubalonka – górska przełęcz, idealna na pierwszy przystanek od strony Wisły. Świetny punkt widokowy (chociaż trzeba trochę pochodzić) i niezła baza wypadowa do spacerów na Zameczek Prezydencki, Stecówkę albo położoną pod Stożkiem Przełęcz Łączecko (jakże stamtąd przy dobrej pogodzie widać Tatry!).
Wycieczka do źródeł Olzy – zostawiając samochód pod charakterystycznym budynkiem dawnego schroniska młodzieżowego na Zaolziu możecie wybrać się na spacer do źródła Olzy, mijając po drodze odbudowany zbiornik retencyjny, którego historia sięga czasów Habsburgów. Przy samym źródełku można chwilę odpocząć wśród
Trójstyk – wspólna granica Polski Czech i Słowacji to popularne miejsce spacerów i wyjątkowy punkt, w którym można poczuć dzisiaj namiastkę otwartych granic. Z okolic Trójstyku rozciągają się tez piękne widoki na polskie, czeskie i słowackie Beskidy.
Ochodzita – wspomniana w punkcie 8 góra to kapitalny punkt widokowy, spod którego można wybrać się na dalsze zwiedzanie Koniakowa albo wdrapać się na owiany legendami Koczy Zamek.
Na krańcu świata – jeśli chcecie zagłębić się w miejsca, w których niekoniecznie spotkacie innych turystów, to polecam Wam namierzyć na mapie Las Hasztuba w Jaworzynce i znajdujące się wokół niego szlaki i ścieżki. Tylko uważajcie, żeby przypadkiem nie wyjść po słowackiej stronie granicy.

Jak tam dojechać? Najlepiej wziąć samochód, ale można też pomęczyć się w lokalnych autobusach.

A co, jeśli będzie padać? Samochód daje na tyle wolności, że wypad do Trójwsi nawet przy deszczowej pogodzie może skończyć się całkiem przyjemnie.

Pasmo Baraniej Góry widziane z Kubalonki. Miłośnicy górskich widoków powinni być z wizyty w Trójwsi zadowoleni, bo mało która beskidzka miejscowość pozwala łapać tak dalekie horyzonty bez konieczności wspinania się na górskie szczyty. Zdjęciem Tatr Was nie uraczę, bo musiałbym zainwestować w porządny obiektyw 😉

Dodaj komentarz