Jak obejrzeć skoki narciarskie na Holmenkollen i nie zbankrutować?

Jak obejrzeć skoki narciarskie na Holmenkollen i nie zbankrutować?

Oslo. Stolica sportów zimowych i wysokich cen. To połączenie sprawia, że Norwegia nie jest dla nas zbyt popularnym kierunkiem zimowym. Ani narciarsko, ani tym bardziej turystycznie. Niemniej jest coś, co zimą w Norwegii warto przeżyć (oprócz zorzy polarnej, oczywiście!). Są to jedne z wielkich zawodów narciarskich rozgrzewających szalejących na punkcie biegów, biathlonu i skoków Norwegów. A skoro już mówimy o jednych z wielkich, to powiedzmy wprost o największych – tych, które co roku odbywają się na Wzgórzu Holmenkollen. Tym razem będzie dość praktycznie, postaram bowiem pokazać Wam jak wybrać się na skoki narciarskie w Oslo i nie zbankrutować!

Co tam się dzieje?

Wzgórze Holmenkollen to miejsce, którego nie trzeba specjalnie przedstawiać fanom sportów zimowych. Tradycją jest rozgrywanie tam Festiwalu Narciarskiego, który dla Norwegów jest jednym z najważniejszych sportowych wydarzeń roku. Oslo jest miejscem, w którym narodziły się skoki narciarskie, a Holmenkollen, chociaż to nie tam oddano pierwszy skok w dziejach, urosło do rangi ich świątyni. Festiwal organizowany jest co roku w marcu, a jego tradycje sięgają roku 1892. Aktualna formuła Pucharu Świata stawia legendarne zawody na Holmenkollen w roli otwarcia intensywnego cyklu Raw Air w dniach 8-10 marca. Weekend ten obejmie oczywiście nie tylko skoki – obok nich będzie można obejrzeć zmagania w kombinacji i biegach.

Ile to kosztuje?

Łączony bilet na wszystkie atrakcje potrafi kosztować niemal 500 złotych. Najtańsze wejściówki można dostać już od 200 zł, ale zapewniają one wstęp jedynie na trybunę stojącą i część zawodów biegowych. Za 400 złotych złapiemy miejsca siedzące na skoczni i uzyskamy dostęp do najlepszych sportowych doświadczeń na innych arenach. Jest to niewątpliwie najciekawsza opcja, której cena jak na norweskie warunki jest do przełknięcia w kontekście wielkiej sportowej imprezy.

Jak tam dotrzeć?

Oslo jest jednym z najlepiej skomunikowanych z Polską miast Europy Zachodniej. Tanimi liniami lotniczymi dolecimy tam praktycznie z każdej części kraju, jednak trzeba pamiętać, że Wizzair i Ryanair latają na lotnisko w Sandefjord, oddalone od Oslo o ponad 100 kilometrów. Dojazd z lotniska Sandefjord-Torp do centrum norweskiej stolicy to wydatek rzędu 100 złotych w jedną stronę, a sama podróż, choć malownicza, trwa prawie dwie godziny. Szczerze nie polecam tej opcji. Lepiej wydać trochę więcej na bilet i polecieć Norwegianem z Warszawy, Gdańska lub Krakowa na bliższe lotnisko w Gardemoen. Dojazd z Gardermoen jednak też pozostawia wiele do życzenia jeśli chodzi o cenę. Dorośli zapłacą blisko 90 złotych, jednak podróż potrwa krócej, a standard lotu i obsługi będzie nieco wyższy. Najtańszą opcją dotarcia do stolicy Norwegii jest złapanie lotu na lotnisko Landvetter w szwedzkim Göteborgu i skomunikowanie go z Flixbusem, łączącym Oslo ze szwedzkim wybrzeżem. Jeśli dobrze się trafi, można w ten sposób dotrzeć do samego centrum miasta za niecałą stówę – niewygodna czasowo, ale wyjątkowo korzystna cenowo propozycja. Na Landvetter dolecimy Wizzairem z Gdańska, Okęcia i Wrocławia.

Sama skocznia jest dobrze skomunikowana z centrum – dojeżdża do niej najstarsza linia metra w mieście. Warto pamiętać o tym, że jest najstarsza i zarazem obsługiwana przez najkrótsze pociągi – warto dojechać na miejsce wcześniej, by nie ryzykować problemów z przeżyciem wewnątrz wagonów metra. Niestety, kiedy ludzie rzucają się na zawody w ostatniej chwili, bądź chcą jak najszybciej je opuścić – zdarzają się tam przypadki omdleń i kontuzji. Podejście ze stacji pod skocznie jest śliskie, możecie mi wierzyć i uważać na siebie! Sama trasa między centralną Majorstua a przystankiem finalnym linii numer 1 na Frognerseteren jest najbardziej malowniczym odcinkiem metra w Oslo, więc zdecydowanie warto rozejrzeć się po okolicy.

Gdzie spać?

Klasycznym wyborem w Oslo jest Anker Hostel, położony w samym centrum stolicy i oferujący łóżka w pokojach wieloosobowych za ok. 100 zł na noc. Dwuosobowy pokój w hostelach i tanich hotelach dostaniemy za 300-400 złotych za noc. Niestety, noclegi w Skandynawii nie są tanie, a zimą nie rozbijemy nigdzie namiotu bez ryzyka nabawienia się poważnego zapalenia płuc. Alternatywą jest Bogstad Camping, gdzie można wynająć sobie własny domek, jednak dojazd z tej okolicy na Holmenkollen jest dość karkołomny, a pieszo to kilkadziesiąt minut. Z resztą, Holmenkollen nie jest położone zbyt ciekawie w kontekście wieczornej eksploracji miasta, więc jeśli mamy ochotę na coś więcej niż sport – gorąco polecam śródmieście. Można też pobawić się w Couchsurfing albo AirBnB – to pierwsze na pewno działa w okresie skoków w Lillehammer, więc czemu by nie spróbować w Oslo? Natomiast formułę AirBnB odradzam – Skandynawowie bardzo narzekają na to, że moda na tymczasowy wynajem mieszkań podkręciła i tak horrendalne ceny długoterminowego wynajmu. AirBnB, choć wygodne, niekoniecznie jest zatem fair w stosunku do stałych mieszkańców kraju, który chcemy odwiedzić. Jeśli chodzi o Oslo – sam kiedyś nim byłem. Będąc w podróży warto pamiętać o tych etycznych niuansach.

Ile pieniędzy wziąć ze sobą?

Cóż, to zależy. Zapasy jedzenia polecam wziąć z Polski – w Norwegii, jak wszystko inne, jest ono drogie, a to co możemy dostać w sensownej cenie na półkach norweskich supermarketów jest… no cóż, nieraz jadałem w życiu lepiej niż za studenckich czasów w Oslo. Zestaw w fast-foodzie to kwestia 30-50 złotych, w podobnej cenie można dostać dobrego kebaba, popularną przekąską są hotdogi serwowane na stacjach i w marketach typu Narvesen. Jeśli musicie zrobić jakieś zakupy spożywcze, unikajcie śródmieścia. Lepiej wyskoczyć do jednej z sąsiednich dzielnic i namierzyć supermarket sieci Rema1000 bądź Kiwi, niż przepłacać za średniej jakości bułki w delikatesach obsługujących turystyczną część miasta.

Na spore wydatki należy nastawić się w kwestii komunikacji publicznej – za dzienny bilet zapłacicie pięć dych, a drugie tyle kosztuje karta magnetyczna sieci Ruter, na którą nabija się długoterminowe bilety. Ciekawą opcją jest jednak wykupienie Oslo Pass – to karta turystyczna zapewniająca darmowy wstęp do kilkudziesięciu atrakcji na terenie miasta, zniżki w restauracjach i darmową komunikację miejską. Dorośli za trzydniowy Pass zapłacić muszą 340 złotych, studenci mogą liczyć na 20% niżki. Biorąc pod uwagę, że na same bilety autobusowe wydałoby się w ciągu tych trzech dni 150 złotych jest to kapitalna oferta. Wśród darmowych muzeów Oslo Pass oferuje oczywiście wstęp do Muzeum Narciarstwa na Holmenkollen. A w wolnym od sportu czasie – można wybrać się do Galerii Narodowej by stanąć do walki z Japończykami o zdjęcie pod „Krzykiem” Edvarda Muncha bądź odwiedzić świetnie wykonane muzeum statku polarnego Fram.

Podsumowanie

Wyprawa do Oslo nie jest tania, ale dobrze zorganizowana może stać się magiczną przygodą. Trzydniowy wypad do norweskiej stolicy to kwestia około 1500 złotych. Pamiętajcie, że nie robię tutaj dokładnych, matematycznych wyliczeń – doskonale wiem, że wydatki w podróży są kwestią bardzo indywidualną i sam jeżdżąc ze znajomymi potrafię wydać dwa razy więcej lub mniej niż oni. Niemniej, 1500 złotych to suma, w której można się zamknąć – i wciąż bawić się świetnie.

Dodaj komentarz