Gdy zgaśnie olimpijski znicz – relacja z opuszczonych skoczni Igman

Gdy zgaśnie olimpijski znicz – relacja z opuszczonych skoczni Igman

Historia pokazuje, że nie zawsze udaje się zachować piękno olimpijskich obiektów po tym, jak opadną sportowe emocje. Sztandarowym przykładem są tutaj Ateny i upadek infrastruktury z letnich igrzysk sprzed 14 lat. Podobnymi problemami dotknięte są sporty zimowe, a szczególnym problemem bywa utrzymanie skoczni narciarskich. Los obiektów goszczących Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Sarajewie ma jednak charakter wyjątkowo dramatyczny. Zaledwie 10 lat po tym, jak najlepsi sportowcy świata zmagali się ze sobą podczas jugosłowiańskiej imprezy, miasto-gospodarz stanęło w ogniu serbskiej artylerii. Niektóre obiekty, jak na przykład Stadion Olimpijski, bezpośrednio zapisały się na kartach wojny. Na treningowym zapleczu zbombardowanego stadionu utworzono prowizoryczny cmentarz. Dzisiaj w okolicy odbudowanej areny, goszczącej mecze lokalnego potentata FK Sarajevo i narodowej reprezentacji, bielą się tysiące mogił przypominające o hekatombie ludności miasta. Położone na uboczu skocznie narciarskie nie były świadkami wydarzeń aż tak tragicznych – chociaż znalazły się w jednej ze stref buforowych, będących świadkami ciężkich walk. Ale by w pełni zarysować dzieje olimpijskich skoczni musimy cofnąć się kilkanaście lat wstecz.

Decyzja o tym, że Zimowe Igrzyska Olimpijskie 1984 zostaną zorganizowane w Jugosławii zapadła w maju 1978 roku w Atenach. Sarajewo, bo właśnie ono zostało zgłoszone jako miasto organizujące, stanęło przed wyzwaniem zbudowania nowoczesnych kompleksów sportowych. Postanowiono, że skocznie zlokalizowane będą w rejonie Malo Polje, który od dekad był aktywnym ośrodkiem sportów zimowych. W latach 1979-1983 wybudowano pięć skoczni narciarskich i niezbędną infrastrukturę transportową. Kompleks złożony był z pięciu obiektów, o punktach konstrukcyjnych położonych kolejno na 112, 90, 45, 25 i 10 metrze.

Organizacja igrzysk nie doprowadziła niestety do zbudowania mocnej pozycji Bośni na europejskiej mapie skoków narciarskich. Trzon jugosłowiańskiej kadry tradycyjnie stanowili Słoweńcy, a po złote medale olimpijskie sięgnęły dwie ikony dyscypliny – Jens Weißflog i Matti Nykänen. Zwieńczone triumfem legendarnego Fina zawody na dużej skoczni obejrzało 90 tysięcy kibiców. Dla gospodarzy zawody zakończyły się fatalnie – pokładanych w nim wielkich nadziei nie spełnił utalentowany Primož Ulaga, który w konkursie na skoczni normalnej zajął dopiero 57. lokatę. Sarajewska klęska Ulagi jest polskim kibicom skoków świetnie znana z opowieści Włodzimierza Szaranowicza – miał on być jedynym dziennikarzem pocieszającym Słoweńca po kompromitacji. Po roku 1984 obiekty nie były używane do organizacji żadnych większych imprez, a wśród niezrealizowanych planów pojawiła się koncepcja przeprowadzenia tam zawodów z cyklu Pucharu Europy.

Gwoździem do trumny podupadającego kompleksu była wojna lat 1992-95, podczas której zniszczone zostały trzy najmniejsze obiekty. Rejon Igmanu stał się areną zaciętych walk pomiędzy obiema stronami, a bośniacka armia wykorzystywała górski region do przeprowadzania egzekucji. Po wojnie nikt nie przejmował się zdewastowanymi, nadszarpniętymi przez kule i ostrzał artyleryjski skoczniami. Aż do 2004, kiedy Igman został włączony do projektu ubiegania się przez Sarajewo o organizację Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2010. Symboliczna, ale wysoce nierealna propozycja została szybko odrzucona, a wszelkie plany renowacji równie szybko straciły rację bytu.

Temat odbudowy Igmanu pojawił się na tapecie ponownie w roku 2010, kiedy organizacja zajmująca się dziedzictwem ZIO ’84 oraz austriacka firma architektoniczna Hofrichter-Ritter przedstawiły projekt odbudowy skoczni mieszczący się w granicach 10 milionów dolarów. Środki planowano pozyskać w ramach współpracy z Unią Europejską i austriackimi funduszami grantowymi. I tym razem plany spaliły jednak na panewce. Ostatnio nieśmiało mówi się o kolejnej próbie odbudowy skoków narciarskich w Bośni i Hercegowinie, ale bez poważnego wsparcia finansowego z zewnątrz pozostanie to raczej jedynie w strefie marzeń…

Dzisiaj teren skoczni jest popularnym miejscem spędzania wolnego czasu, a wokół nich pojawia się infrastruktura wypoczynkowa. U stóp skoczni można zatrzymać się w restauracji, a na dzieci czekają atrakcje w postaci placu zabaw zorganizowanego na odjeździe olimpijskich obiektów. Działa tam także wyciąg narciarski, a w okolicy można bez większych problemów grillować i rozbić namiot. Dodatkową urbexową atrakcją jest kompletnie zdewastowany i opuszczony Hotel Igman położony nieco dalej wgłąb masywu górskiego. Tego miejsca wskutek nagłej i niezbyt korzystnej zmiany pogody niestety nie udało mi się odwiedzić.

U podnóża skoczni znajduje się dziś restauracja i plac zabaw.
Olimpijskie instalacje widziały lepsze czasy…
Wspinaczka na wieżyczkę sędziowską nie jest chyba najlepszym pomysłem.
Nagła zmiana pogody skutecznie wybiła mnie z rytmu olimpijskiego urbexu.
W drodze na północ zupełnie przypadkiem przejeżdżaliśmy obok innej bośniackiej skoczni. To pozostałości obiektu K-87 w Babanovacu, gdzie w 1984 roku pod okiem polskiego trenera Janusza Forteckiego przygotowywano przedskoczków na olimpijskie zmagania.

Dodaj komentarz