Estonia

Zapis mojego (prawie) daily bloga z okresu mieszkania w Estonii – czyli sierpnia 2019 roku.

01.08.2019

„Nie zapomnij zapiąć rozporka”. Tymi słowami przywitała mnie toaleta na lotnisku w Tallinnie. A co za tym idzie – Estonia, w której spędzę następny miesiąc, trochę pracując i trochę podróżując. To mój drugi raz w tym bliskim, ale turystycznie odległym kraju.

W związku z tym przetestuję nowa formę zapisków 🙂 Postaram się wrzucać codziennie krótkie notki o życiu w Tartu i atrakcjach innych zakątków kraju tysiąca wysp.

Żeby nie zostawiać kwestii rozporka niezamkniętej przyznam jeszcze, że lotnisko w Tallinnie urządzono z dużą dawką nordyckiego luzu. To ważny akcent dla turystów przybywających do Estonii – wszak mała republika kojarzona jest jako wschodni bastion skandynawskości. Ile w tym prawdy? Sprawdzimy 😉

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

02.08.2019

Pierwszy dzień wyjazdu to świetna okazja, by zapolować na grubego zwierza. Moim strzałem na dzisiaj było Estońskie Muzeum Narodowe – Eesti Rahva Muuseum. Ponad stuletnia instytucja zajmuje dzisiaj futurystyczny budynek na przedmieściach Tartu. Przeznaczyłem na wizytę 2,5 godziny. Czasu zabrakło, a ja ani razu nie poczułem zawodu ekspozycją. A raczej trzema ekspozycjami.

Pierwsza z nich poświęcona jest Estonii lat 90-tych. To mocna, ogólnokrajowa wystawa o nadziejach i sukcesach przeplatanych dramatami i upadkami. Zaczyna się od nowych, kluczowych zawodów – strażników granicznych i prywatnych ochroniarzy. Sporo opowiedziano o migracjach – ucieczkach za Bałtyk i Atlantyk, ale też o uchodźcach przybyłych z Abchazji. Widać obraz Estonii uchwyconej pomiędzy okresem sowieckim a okresem współczesnym. A jeśli trudnych rozważań o wojnie i dzikim wolnym rynku będzie zbyt dużo – można pograć w Dooma i poczuć się jak estoński nastolatek 25 lat temu. Polecam!

Druga ekspozycja to bardzo ludowe, wręcz skansenowe przedstawienie ludów ugrofińskich. Piękna artystycznie i solidna merytorycznie rzecz – chociaż merytorykę łatwiej mi oceniać w przypadku XX wieku.

A główna wystawa? Jest świetna. Sporo w niej interaktywnych atrakcji (układanki w języku estońskim czy komponowanie muzyki), nie brakuje też pouczających historycznych ciekawostek. Opowiada losy Estonii i Estończyków od epoki kamienia do epoki komputerów.

Z budynku warto wyjść tyłem (albo jak kto woli wyjściem „B”) wprost na pas startowy dawnego radzieckiego lotniska. Wrażenie jest niesamowite.

03.08.2019

Co robić kiedy człowiek budzi się rano, jest sierpień, a mokre od deszczu termometry wskazują 14 stopni? Można zaryzykować wycieczkę nad jezioro. Może tam będzie lepiej? Kto nie ryzykuje, ten nie zwiedza 😉 Jezioro Pejpus jest oddalone od Tartu o kilkadziesiąt kilometrów. I rzeczywiście świeciło tam dzisiaj słońce.

Odwiedziłem miasteczko Kallaste. To była dziwna wizyta. Okolica wydaje się spokojna, wręcz ospała, a na pięknej piaszczystej plaży spotkałem raptem kilka osób. Przespacerowałem się wzdłuż otoczonej drewnianymi domkami nadbrzeżnej ulicy słysząc tylko rosyjski. Wschodnie wybrzeże to ważne miejsce dla estońskiego prawosławia – i rosyjskiej mniejszości.

Jedynymi skupiskami ludzi były cmentarz i sklep. Na ten pierwszy warto zajrzeć – prawosławna nekropolia złożona jest z grobów „pisanych” cyrylicą. Sklep okazał się z kolei pierwszym miejscem, gdzie musiałem powiedzieć kasjerce coś więcej niż „tere” i „aitäh”. Stanęło na „здравствуйте” i „спасибо”.

Estoński brzeg jeziora Pejpus nie urywa głowy, ale jest przyjemnym celem darmowego wypadu. Darmowego, bo autobusy z Tartu kursują tam bezpłatnie! Sam byłem tym bardzo pozytywnie zaskoczony, tym bardziej, że puste busy sunące po nieasfaltowanych, polnych drogach nie wyglądały na rentowne. A jednak – można!

Obraz może zawierać: niebo, dom, drzewo, chmura, roślina i na zewnątrz

04.08.2019

Przegrałem dzisiaj w sklepie z kupowaniem banana. A raczej z maszyną, którą musiałem go zważyć. Na szczęście lepiej poszło z masłem – w końcu znalazłem jedno podpisane po rosyjsku. Walka z językiem trwa. Dzisiaj mogłem podreperować go w założonym w XIII wieku Viljandi, mieście parków i truskawek.

Ogromnych truskawek. Betonowych truskawek wyrastających z ziemi w różnych częściach miasta. Wszystko zaczęło się od malarza-prymitywisty Paula Kondasa i jego obrazu „Zjadacze truskawek”. Podobno dzieło to najlepiej oddaje charakter mieszkańców małego miasta w centrum Estonii!

Galeria sztuki naiwnej poświęcona m.in. Kondasowi to dzisiaj jedna z głównych atrakcji Viljandi. Zaraz obok starej wieży wodnej, potężnych ruin zamku i niezliczonych ścieżek parkowych.

Obraz może zawierać: roślina i na zewnątrz

06.08.2019

Jest coś niesamowitego w charakterze Tartu jako nie-stolicy będącej de facto wieloma stolicami. Bo to właśnie tutaj bije intelektualne i kulturowe serce kraju, to tutaj znajduje się najważniejszy uniwersytet w tej części Europy, w końcu to tutaj, a nie w Tallinnie, znajduje się Estońskie Muzeum Narodowe.

Wokół założonego w roku 1632 uniwersytetu przez stulecia zbudowano wiele instytucji i placówek. Najfajniejszą z nich jest zdecydowanie ogród botaniczny. Położona pomiędzy centrum a hipsterską dzielnicą Supilinn oaza zieleni pozwala przenieść się z Tartu w Alpy, do Ameryki i w wiele innych miejsc na Ziemi. Wczoraj przeszedłem się po darmowej, zewnętrznej części. Na deszczową pogodę zostawiam sobie płatne szklarnie 😉 Ogród to również świetne miejsce do pracy – w altankach i na trawie można wygodnie usiąść z laptopem. Nie próbowałem, ale widziałem praktykujących mieszkańców!

Obraz może zawierać: roślina, drzewo, niebo, na zewnątrz, przyroda i woda

07.08.2019

Dzisiaj trochę praktyki i życiowego know-how 😉 Kiedy przed kilkoma miesiącami wyrabiałem legitymację ISIC nie byłem pewien, czy będę miał jakieś szczególne okazje do korzystania z niej. Okej, czeskie koleje i kilka norweskich instytucji respektują międzynarodowe karty studenckie. Ale kto poza tym? No cóż, Estonia. Póki co – cała.

ISIC zapewnia tutaj zniżki na kolej (dość drogą, niestety transport jest tu drogi i nieproporcjonalny, ale o tym kiedy indziej). Jest też respektowana przez przewoźników autobusowych, chociaż np. Lux Express daje zniżki wszystkim poniżej 26 roku życia. Ponadto ilekroć byłem pytany o status studenta w muzeach – legitka wystarczyła.

Jadąc do krajów bałtyckich warto ogarnąć drogi do zdobycia zniżek – czasem możliwości jest tyle, co w naszym PKP. To miła odmiana po zachodnioeuropejskich wojażach, gdzie zdarzało mi się usłyszeć, że zniżki owszem istnieją, ale tylko dla studentów włoskich, szwedzkich czy austriackich uczelni.

08.08.2019

Wiecie, w jaki sposób przed pięcioma wiekami radzono sobie z zakochaniem? Uznawana za chorobę miłość leczona była więzieniem, biczowaniem, wypalaniem znamion, a nawet obrzezaniem! Takich ciekawostek można dowiedzieć się na wystawie zamkowej w Rakvere. A to dopiero wstęp do lochów dawnej siedziby Zakonu.

Zaglądając do przewodników po Estonii nietrudno natknąć się na informacje o Rakvere. Średniowieczna warownia to mieszanka romantycznych ruin ze zrekonstruowanymi wnętrzami. Dzisiaj zamek znowu żyje. Żyją tu króliki, gęsi i konie, a zwiedzanie urozmaicone jest animacjami wykonywanymi przez całą armię aktorów w strojach z epoki. Goście mogą postrzelać z łuku albo nauczyć się alchemii. Krótko mówiąc – europejskie standardy.

Wizyta na zamku to również dobra okazja do przekonania się o tym, jak daleka od współczesnych Estończyków jest dominująca część ich dawnej historii. Mury Rakvere opowiadają historie o władcach i armiach przybyłych z Niemiec, Polski, Danii, Szwecji czy Rosji, ale brak w tym wszystkim elementu lokalnego. Wyjątkiem są wstawki o chrystianizacji regionu Virumaa – ale to występowanie w roli domyślnego przedmiotu historii.

Obraz może zawierać: chmura, niebo, na zewnątrz i przyroda

09.08.2019

Po tygodniu intensywnego zwiedzania pora zabrać się na poważnie za praktyczną część bloga. Zacznę od najtrudniejszej kwestii – czyli od tego jak dostać się z Polski do Estonii.

Sprawa nie jest prosta i wymaga nieco motywacji. Zacznę od najszybszej drogi lotniczej. Bezpośrednio z Polski lata jedynie LOT – jeśli kogoś stać to okej, ale ja nawet przy przeprowadzce nie zdecydowałem się na tę opcję. Tanie linie (Ryanair i easyJet) latają do Tallinna i Rygi z Berlina i Pragi – i właśnie w ten sposób najczęściej tu docieram. Ceny się wahają, ale 100 zł za lot to przeciętny wydatek w wakacje. Z dojazdem do stolic naszych zachodnich sąsiadów też nie jest najgorzej – promocje na FlixBusa czynią Berlin i Pragę osiągalnymi podczas budżetowej podróży. Ciekawym wyjściem jest lot Gdańsk – Turku, przejazd autobusem do Helsinek, a następnie rejs promem do Talllinna. Niekoniecznie będzie tanio, ale to świetna podróż dla miłośników Północy.

Po rozważeniu samolotów drugą opcją najczęściej jest kolej. Również można – najpierw musicie dojechać do Moskwy, a następnie z Moskwy do Tallinna 😛 cóż, czekając aż to się zmieni przejdźmy do opcji autobusowej.

Ta z kolei jest najpopularniejsza. W bałtyckie trasy wyruszają m.in. Eurolines, Sindbad, Ecolines i Lux Express. Estońscy przewoźnicy zapewniają autokary wysokiej klasy, z wifi, kawą i tabletami na pokładzie. Ceny wahają się w zależności od terminu i przewoźnika, ale z Warszawy do Tartu można dojechać od 80-100 zł. To niezła cena jeśli ktoś jest gotów spędzić 18 godzin w autobusie.

Dla bardziej wytrwałych niezłą opcją jest autostop – kraje bałtyckie to częsty wybór początkujących autostopowiczów, a sam sposób podróżowania jest tutaj popularny. Własne auto oczywiście też wchodzi w grę – chociaż ceny paliwa w Estonii nie rzucają na kolana.

10.08.2019

Jako dzieciak byłem fanem National Geographic, najpierw pożyczanego od wujka, później kupowanego na własną rękę. Nigdy nie pomyślałbym jednak, że słynna marka może stać się kiedyś… najlepszym przewodnikiem po Estonii. A jednak!

Wspominałem kiedyś, że mam naturę kolekcjonera? Otóż w południowo-wschodniej Estonii postawiono 21 „żółtych okien” National Geographic. Można z nich spojrzeć na najważniejsze naturalne i kulturowe atrakcje regionu. Dzisiaj wskoczyłem na poziom 3 odwiedzając obserwatorium astronomiczne w Tõravere. To placówka naukowa zbudowana w latach 50-tych w szczerym polu nieopodal turystycznej miejscowości Elva.

Obecnie służy za główne obserwatorium Uniwersytetu w Tartu, którego tradycje w dziedzinie astronomii sięgają kilka wieków wstecz. Nowoczesny budynek otoczony jest parkiem stanowiącym jedną wielką ścieżkę edukacyjną. Minusy? Większość informacji jest po estońsku 😉 niestety nie załapałem się na zwiedzanie – jest dostępne od czwartku do soboty między 12 a 16.

Obraz może zawierać: niebo, trawa, drzewo, na zewnątrz i przyroda

12.08.2019

Estonia jest dzisiaj najmniej sowiecką częścią dawnego ZSRR. Ale czy to oznacza, że miłośnicy radzieckich klimatów nie znajdą tu niczego dla siebie? Cóż, coś znajdą na pewno i będzie to Narwa. Ale nie tylko tam można poczuć dawny klimat.

Wybrałem się na spacer po dzielnicy Annelinn, będącej największym blokowiskiem Tartu. Na zdjęciach z drona wyglada ona potężnie (polecam poszukać!), ale z dołu to raczej zwykle wysokie osiedle. Pełno tam nowoczesnych placów zabaw i murali pokrywających ściany z wielkiej płyty.

Niemniej, od czasu do czasu Estonia odkrywa fragmenty łączącej cały blok wschodni architektury. Tym, co ją wyróżnia, jest dbałość o konserwację wszystkich tych budynków. Paradoksalnie dzięki temu wyglądają inaczej niż wszędzie 

Obraz może zawierać: niebo, samochód i na zewnątrz

13.08.2019

Pora na kilka słów o tajnikach poruszania się po Estonii 🙂

Zacznę od transportu miejskiego. A raczej zwiedzania miejskiego, bo oprócz Tallinna wszystkie miasta i wsie Estonii są do zrobienia na nogach. Wygodną opcją są rowery miejskie, natomiast jeśli ktoś poczuje potrzebę podjechania kilku przystanków autobusem – ceny są racjonalne. Nawet bardzo, bo bilet miesięczny w Tartu kosztuje 15 euro w opcji bez jakichkolwiek zniżek. Niemniej, przez 2 tygodnie mieszkania w drugim co do wielkości mieście Estonii ani razu nie wsiadłem do autobusu miejskiego.

Pomimo tego warto wydać 2 euro na kartę miejską. Dlaczego? Otóż pozwala ona na darmowe korzystanie z komunikacji podmiejskiej. W przypadku Tartu to niemal wszystkie linie. Za darmo dojedziemy zatem nad jezioro Pejpus, do wypoczynkowej Elvy i do sportowego Otepää. Nie żartuję, wystarczy tylko wsiąść do autobusów linii GoBus z kartką „Tasuta” za przednią szybą. To przydatne słowo w Estonii – oznacza tyle, co „darmowy” 🙂 Wszystkie połączenia i bilety można znaleźć na stronie tpilet.ee

Finansowe schody zaczynają się na dłuższych dystansach. Tak jak miasta i ich okolice można zwiedzać praktycznie za darmo, tak przejazd między większymi ośrodkami to wydatek rzędu od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych. Zdarzają się promocje. Dzięki jednej z nich pojechałem z Tartu do Pärnu za 3 euro. Ale innym razem za połowę tej trasy, wysiadając w Viljandi, zapłaciłem 7 euro.

Na dłuższych trasach jedną z opcji są pociągi obsługiwane przez państwowy Elron. Są wygodne i w ogóle super, ale jeżdżą kilka razy na dobę i po dość prostych trasach. Z Tartu dojedziemy nimi do stolicy i granicznej Valgi, ale już trasa do Narwy wymaga przesiadki w niezbyt atrakcyjnej wiosce Tapa. I kosztuje ponad 40 zł przy zniżkach studenckich – z mojej perspektywy to spora suma.

Sęk w tym, że autokary bywają jeszcze droższe. Komfort części z nich (Lux Express i Ecolines) to europejska ekstraklasa, ale zdarzają się tez zwykle minibusy obsługujące długie trasy. Jeśli zatem chcemy zwiedzać Estonię wzdłuż i wszerz komunikacją zbiorową – warto odłożyć na to kilkaset złotych.

Alternatywy? Oczywiście autostop, który ze względu na problemy z frekwencją pociągów i autobusów jest popularny wśród samych Estończyków. W wielu miejscach zadziała też rower – jeśli tylko mamy dość czasu i motywacji.

14.08.2019

Dzisiaj krótko, bo z Estonii w trybie niemalże niewykonalnym wyskoczyłem na śląskie wesele 😉

Jednym z miejsc, które polecam w Tartu jest Muzeum Sportu i Igrzysk Olimpijskich. Zbiory zbiorami, ale placówka zapewnia mnóstwo interaktywnych zabaw od gry w piłkę aż po zmianę opon w pitstopie. Na zdjęciu bonus – galeria sław, a w niej pan dobrze znany z polskiej ligi. Fani sportu znajdą tam znacznie więcej smaczków.

A w podziemiach na gości czeka opowieść o jednym z najtragiczniejszych pożarów w historii miasta.

Obraz może zawierać: buty

16.08.2019

Zostając w temacie muzeów pochwalę się dzisiejszą wizytą w Muzeum Historii Naturalnej. To kolejna placówka, która mogłaby być w Tallinnie – ale oczywiście znajduje się w naukowej stolicy kraju i stanowi oddział Uniwersytetu w Tartu.

Ciekawy jest sam budynek, który ma trzy piętra, natomiast muzeum znajduje się jedynie na najwyższym. Niżej urzędują studenci i pracownicy Uniwersytetu, a w salach odbywają się normalne zajęcia. Niby nic wielkiego, a jednak jest to rzadko spotykana symbioza uczelni z muzeum – która przecież wydaje się bardzo naturalna!

Samo muzeum jest… no wiecie, jestem humanistą, więc fajnie było popatrzeć na wilka czy renifera, ale niekoniecznie jestem w stanie wkręcić się w wystawy geologiczne. A tych jest sporo i moim zdaniem trzymają wysoki poziom zawieszony między solidnymi eksponatami a współczesną interaktywnością.

W bonusie najmniej pokojowy kawałek wystawy.

Brak dostępnego opisu zdjęcia.

19.08.2019

Wiedzieliście, że najstarsza odnaleziona na świecie broń palna pochodzi z Estonii? Ja też nie. Powiem więcej – gdyby ktoś kazał mi zgadywać, to pewnie nawet nie rozważyłbym regionu bałtyckiego. A jednak, odkrycia dokonano w Otepää, zimowej stolicy Estonii, którą odwiedziłem w najcieplejszy jak dotąd dzień mojego pobytu.

Pochodzący z końca XIV wieku artefakt związany jest z górującym nad miastem wzgórzem fortecznym, na którym mieściła się jedna z najważniejszych warowni średniowiecznej Estonii. Ale tym, co przyciąga dzisiaj turystów do Otepää wcale nie jest historia. Znacznie mocniej oddziałują natura i sporty zimowe.

Sercem miasta jest kompleks Tehvandi złożony z wielofunkcyjnego stadionu sportowego, tras biathlonowych i skoczni narciarskiej. Ta ostatnia to największy tego typu obiekt w regionie i miejsce dobrze znane miłośnikom sportu – w 2011 odbyły się tam Mistrzostwa Świata Juniorów w Narciarstwie Klasycznym. Brązowy medal zdobył wówczas reprezentant gospodarczy, Kaarel Nurmsalu. To jeden z największych sukcesów Estonii w tej dość niszowej dyscyplinie – niestety kariera medalisty nie potoczyła się później tak, jak powinna.

Znacznie lepiej mieszkańcy małego bałtyckiego kraju radzą sobie w biegach i laboratoriach. Czasem łączą te rzeczy wylatując z hukiem z igrzysk olimpijskich, ale nazwiska takie jak Jaak Mae, Andrus Veerpalu czy Kristina Šmigun-Vähi otoczone są w Otepää czcią. Więcej o estońskim narciarstwie można dowiedzieć się w muzeum – niestety podczas mojej wizyty było zamknięte. Planuję tam wrócić, bo i tak zabrakło mi czasu na zobaczenie wszystkiego podczas pierwszej, trzygodzinnej wizyty.

Drugą największą atrakcją Otepää są lasy i jeziora. Tutaj ciężko napisać mi cokolwiek więcej niż „warto”. Bo warto, moim zdaniem okolica narciarskiego miasteczka to najładniejszy kawałek południowo-wschodniej Estonii 

Obraz może zawierać: drzewo, trawa, niebo, na zewnątrz i przyroda

20.08.2019

Pora na dwa słowa o estońskiej kuchni.

Nic specjalnego 😉

Pisząc poważniej – jak na kraj bardzo dużo inwestujący w promocję Estonia zaskakująco łatwo odpuściła temat jedzenia. Wyobrażacie sobie, że w całym Tartu nie ma ani jednej restauracji serwującej dania lokalnej kuchni? Kilka z nich przewija się w popularnych knajpach, ale to najczęściej typowo wschodnie rzeczy jak saljanka czy bliny.

Nieco większy wybór jest w sklepach, gdzie można dorwać ciemny chleb będący jednym z najważniejszych lokalnych produktów. Innym specjałem są kohuke, batoniki z twarogu w czekoladzie, popularne również na Łotwie. Będę jeszcze szukał, ale nie pomagają nawet Estończycy 😉

Świetne są za to miejscowe napoje. O alkoholu jeszcze napiszę, ale tartuski browar A. Le Coq słynie również z napojów orzeźwiających. Jedną z ich linii jest Kane’s – coś w stylu estońskiej odpowiedzi na Coca Colę. Dostępne są różne smaki, ale moim ulubionym jest właśnie kola. Oprócz tego warto spróbować kali, czyli kwasu chlebowego. Szczególnie tego sprzedawanego pod etykietą Imperial Kvass. Na zdjęciu ten właśnie trunek gustownie podany na zamku w Rakvere.

A może Wy znacie estońskie specjały, do których jeszcze nie dotarłem? 

Obraz może zawierać: napój

21.09.2019

Wyszedłem dzisiaj z własnej strefy komfortu i odwiedziłem Centrum Nauki AHHAA, wymieniane jednym tchem wśród trzech największych atrakcji Tartu. Przez trzy tygodnie wahałem się, czy jest sens wydawać 11 euro na bilet w tak odległe od moich zainteresowań miejsce, ale urlop w deszczowy dzień nie zostawił mi zbyt wielkiego wyboru.

Samodzielna wycieczka do wielkiego interaktywnego laboratorium pełnego rodzin z dziećmi wymaga nieco samozaparcia, ale po dorwaniu się do poszczególnych urządzeń zabawa jest przednia. Zbudowane siłami kilku placówek edukacyjnych centrum prowadzi nas ścieżkami pełnymi epileptycznych tuneli, wodnych eksperymentów i zdeformowanych płodów. Nawet jeśli nie do końca rozumiemy co oznaczają poszczególne terminy, to interaktywność eksperymentów pozwala na świetną zabawę.

Bonusem jest wystawa przedstawiająca historię podboju kosmosu z całkiem wyważonej perspektywy. Motywy radzieckie i amerykańskie przelatają się w „demokratyczny” sposób. W sumie ciężko, żeby było inaczej – w tej kwestii Estończycy nie powinni jakoś radykalnie wyrzekać się sowieckiej spuścizny.

AHHAA to kolejne miejsce, które skłania mnie do postawienia Tartu przed Tallinnem. I kolejne, które mimo wszystko wzbudziło we mnie uczucie „super, ale mamy to w Warszawie”. Estonia rzadko szokuje, ale w 99% przypadków jest miłym miejscem na spędzanie wakacji.

Obraz może zawierać: tabela i w budynku

22.08.2019

Jeśli myśleliście kiedyś o wizycie na zamku Balmoral, ale nie po drodze Wam do Szkocji, podrzucam tańszy zamiennik. Nazywa się Alatskivi i znajduje się rzut kamieniem od brzegu Jeziora Pejpus.

Tamtejszy pałac zbudowany został w latach 1880-1885, a za wzór posłużyła właśnie jedna z siedzib brytyjskiej Rodziny Królewskiej. Właściciel posiadłości pochodził oczywiście z nieco skromniejszego środowiska – był nim baron Arved von Nolcken. Na przestrzeni kolejnego stulecia kompleks zamkowy w Alatskivi przeżył wiele przygód.

Po nacjonalizacji w roku 1919 utworzono tam m.in. szkołę, koszary, kino i bibliotekę. W okresie komunizmu dorzucono jeszcze funkcję… maszynowni, a sam zamek cieszył się popularnością wśród lokalnych dygnitarzy. Z czasem budynek podupadł, a naprawdę nieciekawie zrobiło się po roku 1993, kiedy dostał się w ręce fińskiego biznesmena nie będącego w stanie zorganizować renowacji. Teren odzyskano z końcem ubiegłego stulecia, a przeprowadzona w latach 2005-2011 odbudowa przywróciła estońskiemu Balmoralowi dawny blask.

Dzisiaj mieści się tam muzeum zamkowe oraz muzeum poświęcone Eduardowi Tubinowi, jednemu z najwybitniejszych estońskich kompozytorów. Miłymi dodatkami są spacer po rozległym parku i wizyta w winiarni. Szczególnie że do Alatskivi dojedziemy z Tartu za okrągłe 0 euro.

Obraz może zawierać: niebo, drzewo, trawa, chmura, na zewnątrz i przyroda

23.08.2019

Jednymi z ostatnich miejsc, do jakich wchodzę podczas podróży, są świątynie. Mam z nimi trochę tak jak z pałacami – uważam, że skoro widziałem ich kilkadziesiąt w różnych krajach, to na kolejne wystarczy rzucić okiem z zewnątrz. Po trzech tygodniach spędzonych w Tartu wybrałem się w końcu do kościoła św. Jana, znanego szerzej (a raczej – po estońsku) jako Jaani kirik.

To jeden z najstarszych kościołów w Estonii. Ale nie wiek, a wnętrze stanowi jego magnes. Znajduje się w nim około 1000 rzeźb z terakoty przedstawiających ludzie głowy i sylwetki. Kogo w ten sposób upamiętniono? Tego do końca nie wiadomo. Powszechnie uważa się, że to średniowieczni mieszkańcy Tartu. Ale jeśli przypatrzymy się bliżej – chyba zbyt wiele tam koronowanych głów…

Dodatkową atrakcją tartuskiej perły gotyku jest wieża, z której za 2 euro można przyjrzeć się panoramie miasta. Nie rzuca ona na kolana (szyby są strasznie brudne…), ale to wciąż jeden z najlepszych punktów widokowych w okolicy. Drugi znajduje się na szczycie centrum handlowego Tasku. Nie żebym odradzał wizytę w Jaani kirik – jak na kościół jest naprawdę super! 

Obraz może zawierać: w budynku

24.08.2019

Dzisiaj bycie Polakiem w Tartu jest nieco egzotyczne. Okej, jest nas tutaj trochę, ale nawet wśród wielokulturowego środowiska studenckiego stanowimy niewielki procent. Na przestrzeni wieków zdarzało się jednak, że estońskie miasto było biało-czerwone. Dosłownie i w przenośni.

Polskie ślady w Tartu zaczynają się od Stefana Batorego. I są to ślady nie byle jakie! Po przyłączeniu części Inflant do Rzeczypospolitej siedmiogrodzki władca postanowił wypowiedzieć wojnę szerzącej się tam kontrreformacji. Sięgnął po klasyczny i najpewniejszy oręż – zakon jezuitów. „Kwaterą główną” jego planu były okolice ulicy Jakobi, gdzie dzisiaj znajduje się Uniwersytet. A na nim – tablica poświęcona Batoremu.

Tartuskie Gimnazjum Jezuickie założono już w roku 1583. Była to pierwsza placówka oferująca wyższą edukację w mieście. Z czasem to właśnie ona miała stanowić podstawę dla Uniwersytetu powołanego przez Gustawa Adolfa. A zatem początki Tartu jako miasta uniwersyteckiego to niekoniecznie sprawka Szwedów w roku 1632! 49 lat wcześniej kamień węgielny został podłożony przez ich, wówczas, śmiertelnych wrogów.

Po polsko-litewskich działaniach na Jakobi nie zostało dzisiaj wiele, ale ślady tego krótkiego epizodu w dziejach miasta widocznie są dosłownie wszędzie. Dlaczego? Otóż w roku 1584 Batory przekazał Tartu flagę miejską. Oczywiście biało-czerwoną! Dzisiaj spacerując po starówce można zdziwić się skąd tutaj tyle polskich flag. Jeśli przypatrzymy się bliżej zauważymy, że pośrodku flagi miejskiej znajduje się herb. Ale to mniej ważne. Ważne jest to, że pierwsze wrażenie nakierowuje na wyszukanie powiązań między Tartu a Polską. A w tym konkretnym przypadku pierwsze wrażenie nie zawodzi 😉

Uff, wyszedł z tego całkiem długi wpis, więc do XIX wieku i popisów Polaków na tartuskiej uczelni wrócę jutro!

25.08.2019

Wiek XIX. Wszystkie uniwersytety carskiej Rosji objęte są drakońską cenzurą ograniczającą możliwość rozwoju ruchów demokratycznych i narodowych. Wszystkie? Nie! Jedna placówka na północy kraju wciąż stawia opór i opiera się na sile wolnej nauki.

Niemieckojęzyczny Uniwersytet Dorpacki był przez większość XIX wieku ostoją liberalnej akademii w absolutystycznym Imperium Rosyjskim. Ściągali tutaj uczeni z całego kraju, a wśród nacji wiodących prym znajdowali się oczywiście Polacy. Kto konkretnie?

Łącznie było nas około 1500. Od 1828 polscy studenci jednoczyli się w korporacjach – między innymi w „Polonii”, najstarszej polskiej organizacji tego typu. Część z nich wpisała się w pamięć Estończyków. Wystawa na wzgórzu Toomemägi przedstawia sylwetki Benedykta Dybowskiego i Władysława Raczkiewicza. Na wstępie mamy zatem odkrywcę i prezydenta!

Inne znane nazwiska to Tytus Chałubiński, Aleksander Jabłonowski, Witold Jodko-Narkiewicz, Edward Jürgens czy Bolesław Limanowski. Z Dorpatu rekrutowały się polskie elity okresu zaborów i dwudziestolecia. Polityczne, naukowe i społeczne. To fakt stosunkowo mało znany – jako historyk nie pamiętam go z podręczników czy nawet uczelni. A szkoda, bo to świetny punkt wyjścia do wzmacniania współpracy polsko-estońskiej.

Z czasem międzynarodowa gwiazda uniwersytetu nieco przyblakła, chociaż zarówno w międzywojennej Estonii jak i powojennym Związku Radzieckim należał on do czołówki. Dzisiaj Tartu odbudowuje swój międzynarodowy prestiż – rankingi lokują uczelnię w ścisłym regionalnym i szerokim europejskim TOPie. To znaczy, że poziom edukacji jest tu wyższy niż gdziekolwiek w Polsce. Czy tak jest rzeczywiście? Jeszcze nie wiem i być może nigdy się nie dowiem, ale jeśli przypadkiem rozważacie podjęcie studiów w Estonii – dajcie znać, podrzucę Wam materiały promocyjne 

27.08.2019

Kratery meteorytowe i polodowcowe jeziora to geologiczne wizytówki Estonii. O tych pierwszych możemy dowiedzieć się więcej w opisanym już przeze mnie Muzeum Historii Naturalnej w Tartu. Albo w Kaali na Saremie. Jeśli bardziej niż kamienie kręcą Was jeziora, warto z kolei złożyć wizytę w wiosce Äksi położonej nad Saadijärv.

Znajduje się tam Ice Age Centre, centrum epoki lodowcowej zawierajace trzy piętra interaktywnych wystaw. Oprócz spotkania z mamutem i lekcji geografii możemy obliczyć popularny ostatnio ślad węglowy i sprawdzić, czy grozi nam kolejne zlodowacenie. To jedno z najciekawszych muzeów, jakie odwiedziłem w Estonii.

Jezioro też jest sporą atrakcją. Można je przepłynąć by dostać się do wioski Elistvere, gdzie znajduje się jedno z najpopularniejszych zoo w kraju. Zgodnie z osobistą filozofią nie odwiedziłem tego miejsca, ale jeśli macie ochotę to Estończycy polecają 😉

Planując wizytę w Äksi nastawcie się, że nie ma tam ani jednego sklepu! A zaplanować ją warto, bo obok Otepää i wybrzeży jeziora Pejpus to najciekawsze miejsce w okolicy Tartu.

Obraz może zawierać: niebo, chmura, drzewo, ocean, na zewnątrz, przyroda i woda

28.08.2019

Cóż to była za wyprawa! Zdobyłem dzisiaj najwyższy szczyt Estonii, Suur Munamägi (dosł. Góra Duże Jajko). Oficjalna wysokość góry to 317,4 m.n.p.m., ale lokalsi są przekonani, że ma 318. Niech im będzie!

Obyło się bez butli tlenowej i namiotu, chociaż na drugi z tych przedmiotów okolica nadaje się świetnie. Sama góra jest dość sztuczna. Nie w tym sensie, że Estończycy ją sobie usypali (jestem pewien, że usypiali by wyższą!), ale dlatego, że na górę prowadzą… schody. Na szczycie znajduje się wieża widokowa zbudowana w roku 1939. Za 3 euro można wdrapać się na czubek po schodach (winda jest dwa razy droższa), oglądając skromną wystawę i opędzając się od meszek. Gdybym pisał dla Lonely Planet pewnie rozpłynął bym się teraz nad widokiem z góry, ale jako osoba wychowana w Beskidach przejdę po prostu do następnego akapitu.

Okolice Suur Munamägi, na czele z wioską Haanja, w której góra się znajduje, to jedno z estońskich centrów sportu i rekreacji. Biegówki są tam obecne nawet w wykończeniach przystanków autobusowych. Dla tych, którzy wolą podziwiać przyrodę, pagórkowata okolica oferuje m.in. najgłębsze jezioro w kraju – Rõuge Suurjärv. Spokojne, rzadko uczęszczane drogi powinny nadawać się na długie wycieczki rowerowe – zarówno na rowerze miejskim jak i górskim 😉

W ten oto sposób skończyłem swoją ostatnią przygodę ze zwiedzaniem Estonii w tym roku. Teraz pora na wyszukanie więcej ciekawostek w archiwum zdjęć i garść podsumowań!

29.08.2019

Pora na mały rachunek sumienia. Ostatni miesiąc był bardzo intensywny i mógłbym spędzić dużo czasu pracując nad rankingiem moich ulubionych miejsc w Estonii. Ale podróże to nie tylko wspomnienia. Równie ważne są plany. Żeby opuścić kraj w bojowym nastroju przygotowałem listę 7 miejsc, po które do Estonii muszę wrócić. Bo uczciwie będzie powiedzieć, że ogarniętą mam dopiero polowę kraju 😉 Zapraszam po garść inspiracji!

Hiiumaa – mniejsza siostra słynnej Saaremy, wciąż bardziej dziewicza i tajemnicza. Prawie tam byłem – zabrakło mi jednego dnia urlopu, żeby sensownie rozplanować wyjazd. I dobrze, bo nie chciałbym mierzyć się z tamtejszą przyrodą i architekturą na wyścigi

Kihnu – wpisana na listę UNESCO niewielka rybacka wyspa w okolicy Parnawy. To jedno z nielicznych miejsc w Europie, gdzie do dzisiaj utrzymuje się… matriarchalny system społeczny! Oprócz tego Kihnu znana jest z folkloru, przyrody i hybrydowej estońsko-skandynawskiej kultury. Absolutne must-see, ale trzeba mieć dłużśzą chwilę wolnego, by odpowiednio ogarnąć rejsy.

Haapsalu – jedno z najładniejszych miast zachodniej Estonii, najbardziej znane z zamku i promenady. Nie jest to top of the top w tej siódemce, ale nie zatrzymać się tam podczas zwiedzania nadmorskiej części kraju to spory błąd.

Tallińskie galerie i muzea – spędziłem w Tallinnie kilka dni, ale nigdy nie udało mi się na spokojnie wejść do takich placówek jak Lennusadam i KUMU (sztuka) czy Vabamu (historia). Cóż, pora na kolejne podejście do stolicy!

Vivikonna – miasto-prawie-widmo w rosyjskojęzycznej prowincji Ida-Virumaa. Polecana przez różne osoby wioska odkrywająca społeczne i polityczne zagadki współczesnej Estonii.

Setomaa – mały skrawek Estonii przy granicy z Rosją zamieszkały przez Seto – lud do dzisiaj zachowujący swój język i rozmaite tradycje. Na pograniczu można tez znaleźć trochę militarnych zabytków i miejscowość Värska, skąd pochodzi popularna, ekologiczna woda mineralna.

Park Narodowy Lahemaa – przyrodnicza duma Estonii i jedno z najpiękniejszych miejsc w regionie.

Mimo wszystko – Tartu. Wciąż nie odwiedziłem tu kilku muzeów, które pewnie wskoczą kiedy przyjadę kolejny raz. Bo nie będę miał wiele więcej do zobaczenia 😉

30.08.2019

Dzisiaj zamiast wpisu zdjęcie, z którego jestem naprawdę dumny.

Nowoczesne wieżowce Tallinna przebijają się przez zrujnowany pomnik z minionej epoki. A ja czekam na autobus powrotny licząc na spokojne 8 godzin w drodze do Wilna.

01.09.2019

Wieża ciśnień na dachu wieżowca? Czemu nie! Swego czasu projekt został wyróżniony prestiżową nagrodą architektoniczną. Swego czasu, czyli w latach 60-tych. Ale do dzisiaj jest jednym z symboli Narwy. Nic dziwnego – znajduje się przy centralnym Peetri plats i jest pierwszym, co widzą goście przybywający do miasta autobusem. Trudno o bardziej dobitne przedstawienie charakteru miejsca, które przyjechali eksplorować!

Dzisiejsza Narwa to rosyjskojęzyczny mix romantycznej promenady z wielkim sowieckim blokowiskiem. Jednym z najbardziej charakterystycznych zakątków miasta są okolice ratusza – jedynego budynku dawnej starówki, który odbudowano po zbombardowaniu podczas II wojny światowej. Nie stało się to bez przyczyny – nowe władze promowały opowieść o proklamowaniu na schodach ratusza Estońskiej Komuny Ludu Pracującego w roku 1918. A w hołdzie dla tegoż ludu- budynek otoczono osiedlem pełnym popularnych „chruszczowek”.

Jedynym miejscem, w którym wciąż popularny jest język estoński jest Zamek Hermana, czyli potężna graniczna twierdza. Wcale nie dlatego, że ma jakieś współczesne związki z Estonią. To po prostu jedyne miejsce, do którego tłumnie zaglądają turyści z głębi kraju. Stając na murach zamkowych możemy przyjrzeć się granicy i górującej po drugiej stronie rzeki bliźniaczej twierdzy w Iwangorodzie. Tam formalnie zaczyna się Rosja, tam kończy się Unia Europejska. Ale ciężko nie odnieść wrażenia, że to właśnie Narwa jest małą Rosją w Zjednoczonej Europie.

Do Narwy wrócę jeszcze w dłuższym tekście (i pewnie na żywo, bo deszcz zrujnował mi tam dalsze plany zwiedzania). Na marginesie dodam tylko, że miasto jest godne polecenia wszystkim, którzy uczą się… języka szwedzkiego. Ze względu na zaszłości historyczne można poćwiczyć go czytając tablice informacyjne i materiały turystyczne 😉

04.09.2019

Widok na promenadę nadmorską w Sillamäe to jedna z ikon alternatywnej turystyki w Estonii. Miasto przeżyło swój rozkwit w czasach ZSRR, kiedy otrzymało status zamknięty ze względu na rozwinięty przemysł chemiczny. Dzisiaj to wciąż dziesiąte pod względem wielkości miasto Estonii, chociaż galopujący spadek populacji powinien szybko zepchnąć je do drugiej dziesiątki. Zmiany systemowe końca XX wieku zadały okolicy cios, po którym nigdy nie udało się w pełni podnieść.

Współczesne Sillamäe to kurort niemal wyłącznie rosyjski. Jedyne miejsce w Estonii, gdzie ani razu nie usłyszałem ugrofińskich tonów. Miasto jest rozdarte między nadmorskimi blokowiskami a pokazową promenadą – imponującą z oddali i obdrapaną z bliska.

Przestrzeń zaprojektowana została w sposób niepozostawiający złudzeń, ale wygodny. Parki z szerokimi alejkami i malownicza dzielnica nadmorska stanowią idealną scenerię spaceru zawieszonego gdzieś między Europami. Minusy? Kamienista plaża mogłaby być bardziej okazała. Ale Ida-Virumaa nie jest pierwszym miejscem w Estonii, gdzie wysłałbym plażowiczów.

Obraz może zawierać: niebo i na zewnątrz

05.09.2019

Estonia jest najmniej sowiecką z byłych republik radzieckich. Odważny skok cywilizacyjny wykonany pod wodzą spoglądających na północ elit wyrwał część kraju z transformacyjnego marazmu. Ale nawet odcinając się grubą kreską od przeszłości, Estończycy nie mogli wymazać jej w pełni z przestrzeni publicznej.

Podczas wszyskich estońskich wypadów starałem się znaleźć ślady po minionym ustroju. Poza najbadziej oczywistymi, architektonicznymi, udało mi się znaleźć kilka pomników i mniejszych detali. Było ich naprawdę niewiele, niektóre zupełnie nie porywały, ale czy właśnie to nie czyni ich niezwykłymi?

Pomnik w Rakvere znalazłem przypadkiem bo… nie jest w ogóle oznaczony na Google Maps! Nieco lepiej radzi sobie postawiony na terenie Muzeum Narodowego pomnik ofiar WWO w Tartu. Kolebka estońskiej Akademii oferuje również sierpy i młoty na fasadzie jednej z kamienic przy Placu Ratuszowym. Dyskretnych pozostałości istotnie może być dzisiaj najwięcej.

W Tallinnie wciąż istnieje radziecki pomnik na wzgórzu Maarjamägi. Kilka lat temu dobudowano do niego kompleks upamiętniający ofiary terroru wprowadzonego przez władze komunistyczne. Cała kompozycja to must- see z perspektywy walki o pamięć i negocjowanie własnej przeszłości.

A ostatni Lenin w Estonii stoi w Narwie. Schowany w rogu Zamku Hermana spogląda ponuro na otaczające go rusztowania. Czy utrzyma się tam na długo?

Obraz może zawierać: co najmniej jedna osoba, ludzie stoją, buty, niebo i na zewnątrz

06.09.2019

Wybierając wakacje nad Bałtykiem rzadko rozważamy kurorty na północ od Rozewia. No dobra, Połąga i Kłajpeda bywają popularne wśród ludzi z północno-wschodniej Polski, ale to kwestia bliskości geograficznej. Czy dla Estonii warto odwrócić ten trend?

Wstęp był ogólny, ale chcę napisać konkretnie o Pärnu, czyli Parnawie. Miasto nazywane letnią stolicą Estonii znane jest z szerokiej plaży i zabytkowej starówki. Byłem, widziałem – i obie atrakcje mogę polecić miłośnikom Bałtyku. Czyli przede wszystkim tym, którym niestraszne są deszcze i burze. Będąc w Parnawie natrafiłem na cztery pory roku, a zatrzymałem się tam tylko na kilka godzin. 😉

Na wypadek deszczu miasto ratuje okolica. Położona w połowie drogi między Rygą a Tallinnem miejscowość stanowi najlepszy punkt wypadowy jeśli chcemy odwiedzić oba te miasta. Bezproblemowo dostaniemy się również na wyspę Kihnu, wpisaną na listę światowego dziedzictwa UNESCO. W zasięgu jednodniówki znajdują się też Saarema i Tartu – oba miejsca są godne odwiedzenia, ale to już wiecie!

A sama Parnawa? Miasto jest urokliwe, skrywa w sobie kilka muzeów i niekoniecznie sztampowych atrakcji. Jedną z nich jest reda portowa, na skraj której spacerują zakochani i absolwenci parnawskich liceów. Tym pierwszym pocałunek na najdalszym kamieniu ma zapewnić szczęście, tym drugim wizyta na cyplu ułatwia przejście w dorosłość. Miłośnicy plaż, międzynarodowej kuchni i portowych klimatów nie będą się tam nudzić.

Czy polecam? Tak, jeśli ktoś chce zarazem odpocząć nad morzem i zwiedzić kawałek Estonii i Łotwy. Niezależnie od pogody, ciężko znaleźć lepszą bazę wypadową. Minusy? Ceny są „europejskie”, ale to niestety standard w Estonii.

Obraz może zawierać: ocean, niebo, chmura, plaża, na zewnątrz, przyroda i woda

07.09.2019

Raz jeszcze fotograficznie ze wzgórza Maarja w Tallinnie. Zachód słońca nad drugą, nowszą częścią pomnika – czyli tunelem pamięci poświęconym ofiarom stalinowskich represji w Estonii.

Obraz może zawierać: niebo i na zewnątrz

10.09.2019

Kolejnym miejscem w Tartu ściśle związanym z historią Estonii jest Teatr Vanemuine. Jego historia sięga roku 1870 i wystawienia „Kuzyna z Saremy” w siedzibie lokalnego Stowarzyszenia Vanamuine. Napisana przez Lydię Koidulę sztuka stała się pierwszą, jaka kiedykolwiek została zagrana w języku estońskim.

Nazwa teatru wzięła się od fikcyjnego estońskiego boga muzyki. Fikcyjnego nie dlatego, że nie wierzę w bogów muzyki, ale dlatego, że estońska mitologia w dużej mierze wymyślona została w XIX wieku. Opierano się oczywiście na wzorach fińskich.

Współczesny budynek ukończony został w roku 1967, w czasach trudnego balansowania między komunizmem a estońskością lokalnego teatru. Ale położony w samym sercu miasta główny budynek nie jest jedyną częścią Vanemuine – na wieczór z kulturą można wybrać się również do Teatru Portowego i Małego Teatru położonego przy ulicy Vanemuise. Ten drugi, zbudowany podczas I wojny światowej w stylu Art Nouveau, znacznie bardziej przypadnie do gustu miłośnikom klasycznej architektury.

Wiele sztuk wystawianych na deskach teatru Vanemuine obsługiwane jest przez angielskie napisy, zatem goście spoza Estonii również mogą znaleźć tam coś dla siebie.

Obraz może zawierać: noc, niebo i na zewnątrz, tekst „TEATER VANEMUINE”

15.09.2019

Jak to jest z językami w Estonii? Utarty slogan głosi, że najłatwiej dogadywać się po angielsku – z młodszym pokoleniem, bądź rosyjsku – ze starszym pokoleniem. Wyłączam z tego zestawienia estoński, bo z jednej strony wiadomo, że znać powinni go wszyscy mieszkańcy, a z drugiej – że nie zna go praktycznie żaden turysta. Ale czy takie postawienie sprawy jest w 100% prawdziwe?

Jak się pewnie domyślacie, nie jest. Zacznijmy od angielskiego. Podczas pierwszej wizyty w Estonii używałem go wszędzie i wszędzie udało mi się dogadać. Nie dziwię się zatem ludziom, którzy puszczają w świat opowieści o anglojęzycznej Estonii. Jest tylko jedno ale. Schody zaczynają się kiedy wyjedziemy z Tallinna. W jakich sytuacjach zatem możemy zapomnieć o angielskim? Przede wszystkim w supermarketach poza centrami miast i w małych lokalnych biznesach. Najczęściej pracuje tam starsze pokolenie Estończyków, które nie miało okazji nauczyć się angielskiego w szkole. Na szczęście to starsze pokolenie, więc turystom wystarczy podstawowy rosyjski 😉

Drugim miejscem, gdzie angielski staje się bezużyteczny są autobusy podmiejskie obsługujące wioski estońskiego interioru. Ba, mojemu znajomemu zdarzyło się nawet, że nie pomógł tam estoński! Nie żeby go znał – po prostu przetłumaczył w translatorze swoje pytanie do kierowcy na estoński a ten… poprosił jednego z pasażerów o przeczytanie tekstu po rosyjsku. Dla nas to w sumie, podobnie jak w marketach, lepiej. Bo kiedy chcemy kupić dwa bilety robotę robi po prostu słówko „dwa”, a nie niepodobne do niczego estońskie „kaks”.

Możliwość zastosowania rosyjskiego ciężko określić geograficznie. Zasadniczo powinno być tak, że wschód jest rosyjskojęzyczny, a zachód estońskojęzyczny. Ale wcale nie jest tak łatwo. Po słowiańsku dogadamy się w wielu miejscach w Tallinnie i Parnawie, natomiast bastionem estońskiego są położone bliżej Rosji Rakvere i Viljandi. Rosyjski nie powinien być też pierwszym wyborem w Tartu, chyba, że trafimy akurat na blokowisko Annelinn.

Młodzi mieszkańcy Estonii muszą znać estoński – inaczej ciężko byłoby im skończyć szkołę. Ale będąc w zdominowanych przez mniejszość rosyjską miejscowościach takich jak Narwa czy Jõhvi możemy spokojnie mówić do wszystkich po rosyjsku – młodzież wynosi go z domu, a starsi z kolei niekoniecznie będą znali estoński. Skomplikowane? Być może, ale jeśli zawiedzie komunikacja międzyludzka Estonia ratuje wysokim stopniem zinformatyzowania wszelakich usług 

Obraz może zawierać: niebo, plaża, ocean, na zewnątrz i przyroda

23.09.2019

Mõis. Czteroliterowe słowo, które powinien znać każdy turysta odwiedzający Estonię. Znaczeń ma ono wiele, ale najważniejszym jest dwór. Rozsiane po całym kraju mõisad stanowią nieme wspomnienie wiejskiego życia sprzed sądnego roku 1918. To z nich zarządzano znaczną częścią rolniczej produkcji i to w nich rozgrywały się codzienne uciechy i dramaty lokalnych elit.

Po serii nacjonalizacji następujących po pierwotnym wyzwoleniu Estonii wiele z nich trafiło w państwowe ręce, otrzymując swoje drugie życie jako budynki administracyjne. Ciężkie lata wojen i niekochającego posiadaczy ziemskich socjalizmu zmiotły z powierzchni ziemi część oryginalnych budynków. Współcześnie możemy jednak mówić o pewnym renesansie mõisad, a na opisywanym już zamku w Alatskivi goście dowiadują się całkiem sporo o dawnym, dworskim życiu.

W czasach świetności dworów było 1245. Ile z nich zachowało się do dzisiaj? Na pewno kilkaset, w internecie można znaleźć całkiem sensowne informacje o ponad 700 z nich. Istniejące dwory są w przeróżnej kondycji. Część z nich dostała nowe życie, część niszczeje, a po niektórych zostało niewielkie kamienne wspomnienie. To pewna analogia do rozwoju estońskiej pamięci, która również działa na kilku prędkościach. Natomiast turysta powinien znacznie zwolnić, jeśli chce odkryć bałtycką historię zapisaną w mõisad.

P.S. Najsłynniejszym bałtyckim dworem i tak pozostanie łotewska Valmiermuiža – w tamtejszym browarze produkowane jest świetne ciemne piwo.