Czy Ukraina jest bezpieczna dla turystów?

[Tekst zaktualizowany w styczniu 2021]

Przeglądając grupy i fora poświęcone podróżom bardzo często spotykam się z pytaniami o bezpieczeństwo turystów na Ukrainie. Co sprawia, że tak często powtarzamy obawy o ten konkretny kraj? Odpowiedź wydaje się prosta. Ukraina faktycznie boryka się z problemami, które mogą zapalić żółte światło przy rozważaniu jej jako kolejnego celu podróżniczego. Ale żółte światła mają to do siebie, że zmieniają się w zielone lub czerwone. Jak będzie w tym przypadku? Postanowiłem dorzucić trochę logiki i psychologii do standardowych zapewnień, że wszystko za wschodnią granicą jest OK. Światło każdy czytelnik wybierze sobie sam 😉

Ukraina turystyczna, czyli właściwie co?

Na początku zaznaczę, że pisząc o Ukrainie mam na myśli te części kraju, które znajdują się pod kontrolą kijowskiego rządu. Tereny poza nią to dwie prorosyjskie republiki ludowe na wschodzie – Doniecka i Ługańska oraz Krym, który de facto został przyłączony do Federacji Rosyjskiej. Podróż na te tereny jest w naturalny sposób niebezpieczna ze względu na działania wojenne (chociaż na Półwyspie nic wielkiego się nie dzieje, to z kolei problem natury dyplomatycznej i prawnej). Oprócz tego, jeśli nie mamy na celu coraz popularniejszej turystyki ekstremalnej, nie warto obecnie zapuszczać się na tereny przygraniczne na wschodzie kraju. Niemniej – jeśli celem Waszej podróży są Lwów, Kijów, Odessa bądź Charków – mam nadzieję, że rozwieję tym tekstem przynajmniej część Waszych wątpliwości.

Dlaczego Ukraina wzbudza w nas poczucie niebezpieczeństwa?

Zanim zagłębie się w szczegóły (nie)bezpieczeństw czyhających na nas za wschodnią granicą, napiszę kilka słów o tym, dlaczego w ogóle rozważamy kwestię bezpieczeństwa podczas podróży na Ukrainę. Jeśli interesują Was czysto praktyczne rady, możecie pominąć ten rozdział.

Na postawione wyżej pytanie można odpowiedzieć na kilka sposobów. Zacznę od najprostszego. W Ukrainie trwa wojna. Połączenie jakiegokolwiek kraju ze słowem „wojna” drastycznie obniża turystyczne zaufanie. Najczęściej słusznie, ale w przypadku ukraińskim – niekoniecznie. Jest to bowiem jedna z tych współczesnych wojen, które toczą się latami, ale nie zawsze i nie wszędzie są widoczne.

Wojna w Donbasie toczy się od kwietnia 2014 roku. To już ponad 5 lat, w ciągu których sam czterokrotnie byłem w Ukrainie. To niewiele, znam ludzi, którzy turystycznie bywają tam znacznie częściej. Czy widziałem ślady wojny? Oczywiście. Widziałem je „na poważnie” na Majdanie czy placu Niebiańskiej Sotni, widziałem je mniej poważnie we lwowskich sklepach z pamiątkami oferujących papier toaletowy z podobieństwem prezydenta Rosji. Czy z powodu wojny czułem się niebezpiecznie? Nie, bo ani do Lwowa, ani do Kijowa nie dociera wojna niebezpieczna dla turystów. Do położonych bliżej frontu Charkowa i Dniepru też nie – chociaż tam da się czasem wyczuć specyficzne napięcie. Najbardziej zagrożeni są młodzi ludzie w mundurach mijani na ulicy i w komunikacji miejskiej. Niezależnie od poglądów warto odnosić się do walki młodych Ukraińców z szacunkiem. Bo nigdy nie wiecie, czy przy luźnej rozmowie w barze nie dowiecie się przypadkiem, że szkolny kolega Waszego nowego znajomego zginął pod Donieckiem.

Odpryskiem wojny jest wzrost nastrojów nacjonalistycznych w Ukrainie. Szczerze mówiąc nie jestem w tej konkretnej kwestii ekspertem, ale na nacjonalizmie się trochę znam i wiem, że zazwyczaj wzmacnia się wtedy, kiedy ojczyzna jest w niebezpieczeństwie. Tak się składa, że ojczyzna Ukraińców w niebezpieczeństwie od kilku lat jest – ale jako że nie my je stanowimy, to ich nacjonalizm niekoniecznie jest skierowany przeciwko nam. Jakkolwiek zatem Bandera i czerwono-czarne flagi wzbudzają w nas najgorsze odczucia, dzisiejsza skrajna prawica skłania się raczej przeciwko Rosjanom. Widać to nawet w pokazowej lwowskiej knajpie Kryjówka stylizowanej na bunkier UPA – rosyjski nie jest tam mile widziany, natomiast polski już tak. Nie musimy się zatem obawiać tego, że w Ukrainie biją za polski język, chociaż oczywiście prawicowe bojówki zawsze stanowią zagrożenie. Ale ten kłopot akurat mamy w domu. Warto pamiętać o zasadzie zdrowego rozsądku – nie reagować na prowokacje i samemu nie prowokować. Apolityczność to fajna cecha podróży.

Wojna wojną. Jest jeszcze drugi problem, który dla nas, podróżników, jest akurat możliwy do zwalczenia. To podszyty pewną orientalną fascynacją strach przed Wschodem. Ukraina jest na przemian dzika, zapomniana i nieodkryta. Do tego sowiecka, niestabilna i podszyta alkoholem. Ten zestaw cech, które często przypisujemy wszystkim wschodnim sąsiadom, za sprawą wojen i niepokojów łączy się w absolutne combo w przypadku Ukrainy.

Moja odpowiedź jest w tym przypadku prosta. Ukraina to normalny kraj, Ukraińcy to normalni ludzie. Niekoniecznie tacy sami jak my – bo świat jest na to zbyt skomplikowany. Ale zasadniczo, chociaż biedniejsze, życie na Ukrainie jest wciąż życiem europejskim. Z kranu leci ciepła woda (zazwyczaj!), w aptekach sprzedają bezpieczne leki, a po drogach poruszają się niezłe samochody. Wniosek jest z tego prosty – można bezpiecznie wybrać Ukrainę na cel wakacyjnego wypadu. Oczywiście, w granicach podstawowego rozsądku. Ale o tym zaraz.

Przechodząc do sedna, czyli najważniejsze wątpliwości dotyczące bezpieczeństwa w Ukrainie

Wyżej wyjaśniłem, dlaczego nie ma się czego obawiać za wschodnią granicą. Teraz dość przewrotnie napiszę czego obawiać się należy. Nie dlatego, że mam rozdwojenie jaźni. Raczej dlatego, że dla zachowania rzetelności winien jestem przestrzec Was przed rzeczami, na które uwagę warto zwracać w każdej podróży. Część z nich faktycznie może kumulować się w Kijowie czy Odessie, ale moim zdaniem żaden nie skreśla Ukrainy z listy sensownych destynacji.

Czy w Ukrainie mogą spotkać nas nieprzyjemności za bycie Polakami?

Często spotykam się z pytaniami o to, czy Polacy są mile widziani we Lwowie bądź Kijowie. Odpowiem krótko – tak, jesteśmy mile widziani. Zawsze znajdzie się jakiś ksenofobiczny debil, ale Ukraińcy to w większości bardzo mili i gościnni ludzie. Zresztą na Wschodzie bardzo często można spotkać się z przyjacielskimi odruchami, które na zachodzie już zanikły. Zastanawiasz się nad rozkładem jazdy w Czerniowcach? Zaraz ktoś podejdzie i Ci pomoże. Zastanawiasz się nad rozkładem jazdy w Amsterdamie? A stój sobie turysto!

Czy w Ukrainie można bezpiecznie używać języka rosyjskiego?

To świetne pytanie, które dostałem całkiem niedawno. Nie jest tajemnicą, że Ukraińcy nie kochają obecnie Rosjan, a rozpoczęta w 2014 roku wojna doprowadziła do swoistego przebudzenia narodowego, które objawia się m.in. porzucaniem języka rosyjskiego na rzecz ukraińskiego. Nie wykluczam, że niektórych miejscach można wyrwać w zęby za bycie Rosjaninem. Ale pomiędzy byciem Rosjaninem a mówieniem po rosyjsku jest spora różnica. Podczas wszystkich wyjazdów do Ukrainy posługiwałem się mieszanką rosyjskiego i polskiego i nigdy nie spotkały mnie z tego powodu nieprzyjemności. Prędzej natrafiałem na zainteresowanie i znaną wschodnią gościnność. Niemniej mój rosyjski brzmi tak, że nie da się pomylić mnie z Rosjaninem. Jeśli znacie rosyjski na poziomie C1/C2 i czegoś się obawiacie, to po prostu zacznijcie rozmowę po polsku.

Jak wygląda tam sytuacja z kradzieżami samochodów / rejestracji?

Obawy przed kradzieżami za wschodnią granicą są dość popularne wśród ludzi, którzy nie bywają tam regularnie. Osobiście nigdy niczego takiego nie doświadczyłem, a jedyną rzeczą utraconą przez moich znajomych na Ukrainie jest karta płatnicza kolegi, której zapomniał wyjąć z bankomatu. Brzmi kuriozalnie? No dobra, zatrzymajmy się na chwilę 😀 Wyciągając pieniądze z ukraińskich bankomatów uważajcie, bo niektóre najpierw wypluwają banknoty, a później pytają czy chcecie wykonać jeszcze jakąś operację – odwrotnie niż w Polsce. Można się pogubić. Wróćmy jednak do kradzieży. Ogólnie nie jest to poważne zagrożenie – wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że Ukraina nie wyróżnia się na minus pod względem okradania turystów. Dotyczy to zarówno portfeli, jak i samochodów.

Niedawno przeczytałem niestety kilka relacji, z których wynika, że w Ukrainie z powrotem można natknąć się na proceder odkręcania polskich tablic rejestracyjnych w celu wymuszenia okupu. Przed paroma laty było to standardowe działanie tamtejszych złodziei, chyba nawet częstsze w stosunku do turystów niż zwijanie całych samochodów. Jak można się przed tym zabezpieczyć? Najlepiej chować tablice rejestracyjne na noc, jeśli nie jesteśmy pewni miejsca, w którym zostawiliśmy samochód. Niemniej jednak nie ma sensu panikować – mowa tutaj o incydentach, a nie regularnym działaniu.

Na koniec rozważania o kradzieżach mam dla Was jedną uwagę, bądź też radę. Kradzież to jedno z podstawowych zagrożeń w podróży. Może zdarzyć się wszędzie. Koniec i kropka. Fakt, że kraj jest biedny, wcale nie zwiększa tego ryzyka – szczerze mówiąc znam chyba więcej historii portfeli zwiniętych przez kieszonkowców w Szwajcarii czy Norwegii niż analogicznych przestępstw w Ukrainie czy Mołdawii.

Bezpieczeństwo na drogach

Inna sprawa, że na niektórych drogach można stracić koło i to bez udziału osób trzecich. Nawet jeśli jesteście pewni swoich umiejętności – uważajcie na dziury wjeżdżając na ukraińskie drogi.

Choroby – na co trzeba uważać

Czerwona lampka może nam się zapalić też jeśli pomyślimy o sytuacji zdrowotnej. Abstrahując całkowicie od pewnego wirusa na „k” należy mieć na uwadze, że w Ukrainie występują bardzo poważne problemy z kilkoma chorobami i profilaktyka w tej kwestii jest akurat jak najbardziej wskazana. Choroby to kwestia delikatna – wszak wątek ukraiński przewija się chociażby w kontekście niedawnego wzrostu zachorowań na odrę w Polsce. Szczególną uwagę na nią należy zwrócić we Lwowie, który niestety przoduje w liczbie zarażeń. Znowu nie chcę uchodzić za eksperta od wszystkiego – wydaje mi się jednak, że na wschodzie może czaić się więcej chorób, które na zachodzie zostały wyeliminowane. Ale największym zagrożeniem w Ukrainie jest HIV – realne niebezpieczeństwo dla tych, którzy decyzję o podróży podjęli po lekturze męskich forów internetowych. Ukraina ma najwyższy wskaźnik zachorowań na AIDS w Europie Wschodniej, a sytuacja jest tam generalnie najgorsza na świecie, nie licząc Afryki. Jednym z najmocniejszych obrazów, jakie zapamiętałem z Kijowa, byli zarażeni młodzi ludzie żebrzący na stacjach metra. Niech te słowa będą wystarczającym ostrzeżeniem. A, no i pamiętajcie, że HIV niekoniecznie przenosi się drogą płciową. Należy uważać też na wszelkie studia tatuażu i piercingu, nie mówiąc już o eksperymentach z narkotykami. Niemniej jednak szansa zarażenia się jakimś paskudztwem na Ukrainie jest niewielka, choć zapewne większa niż w krajach UE. Aha, pamiętajcie, żeby profilaktycznie nie pić kranówki.

Standardowo przestrzegam również przed przemocą seksualną, na którą niestety najbardziej narażone są podróżniczki. Nie znam (na szczęście!) przypadków osób zgwałconych bądź molestowanych w Ukrainie, ale zdarzyło mi się usłyszeć przerażające historie z Europy Wschodniej. Nie napiszę w tym miejscu tradycyjnego „uważajcie na siebie”, ale raczej – uważajcie na swoich współtowarzyszy podróży i dbajcie o nich, jeśli macie złe przeczucia pijąc alkohol itd. to zawsze trzymajcie się razem.

Na koniec dwa podsumowania z przymrużeniem oka.

A zatem, czy w Ukrainie mogą ukraść Ci samochód? Mogą. Czy w Ukrainie możesz dostać przypadkowy wpierdol na ulicy? Możesz. Czy w Ukrainie można zarazić się jakąś dziwną chorobą? Można. Czy w Ukrainie można zostać zgwałconym? Oczywiście niestety też. Jaki z tego morał? Ano taki, że Ukraina to państwo jak każde inne.

Podsumowując już na poważnie, większość terytorium Ukrainy to bezpieczne miejsca dla turystów. Bezpieczne w granicach rozsądku. Jak wszędzie, mogą tam się przydarzyć podróżnicze wpadki i dramaty. Każda podróż obarczona jest ryzykiem – niezależnie od tego, czy jedziemy na drugi koniec świata, czy do miasta obok. Ukraina nie jest wyjątkiem. Ale opowieści o kradzieżach czy pobiciach za język polski to margines. Nie zawsze warto ulegać wielkim oczom strachu.

A jeśli wybieracie się w najbliższym czasie na Ukrainę, to polecam moje relacje z Kijowa, Charkowa, Dniepru i Zaporoża. Mam nadzieję, że znajdziecie tam garść inspiracji 😉

Dodaj komentarz